.post-body {text-indent:50px;}

wtorek, 7 października 2014

Rozdział 58


-Kto to? -spytała Viola.

-Podejrzewam, że przyczyna odmiany Ludmiły. -odparł Leon.

Wszystkie spojrzenia skierowały się na Ludmiłę. Stała na samym środku lotniska wtulona w jakiegoś blondyna. Nikt nie wiedział kim on jest, co on znaczył dla niej oraz co Ludmiła przeżywała przez ostatnie dni. Chyba wszyscy zauważyli jej wewnętrzną przemianę, ale raczej nikt nie doszukiwał się jej przyczyny... Po co? Dla uczniów ważny był spokój, który zawsze zakłócała Ludmiła. Dopiero teraz dostrzegli, że wiedźma, która uprzykrzała wszystkim życie, również ma uczucia, i to nie małe.

Ludmiła miała wrażenie, że każdy słyszy bicie jej serca. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, starała się nie płakać. Nie chciała, by Adrian wypuścił ją z objęć. Najlepiej, gdyby nic już nie musiała i już zawsze mogłaby stać przytulona do chłopaka. Nieważne dla niej było to, że wszyscy się dowiedzieli. Że nauczyciele, jej znajomi i obcy ludzie, kupujący bilety na samolot u przemiłej pani, noszącej gustowne kolczyki, zobaczą, że Ludmiła również potrafi kochać i wcale nie jest taka zła. Nie martwiła się o swoją reputację, bezuczuciowej i niczego nie bojącej się diablicy.

-Chyba widziałam ją z tym chłopakiem, kiedy byłam na spacerze z Marcelo. Tylko, że nie wyglądała na tak zakochaną jak teraz... -dopowiedziała Fran.

Tak, Ludmiła poznała go przez przypadek. Gdy tylko zobaczyła Marcelo z Francescą, postanowiła się odegrać i pokazać, że czuje się wspaniale po rozstaniu z Marcelo. Zaczepiła Adriana w warzywniaku, oferując mu pieniądze za to, żeby przez kilka minut udawał jej chłopaka. Nie spodziewała się, że naprawdę nim zostanie.


***

-Valencia, co się stało?! -Germanowi zrzedła mina na widok zdruzgotanej kobiety.

Ostrożnie postawił Angie na ziemi, posyłając jej nieśmiały i ledwie widoczny uśmiech. Usłyszawszy tłuczenie filiżanki i ujrzawszy rozlaną herbatę, wystraszył się, że nastąpił kolejny atak. Ostatnim razem Valencia zemdlała... Mężczyzna postanowił zabrać ją do lekarza.

-Wszystko w porządku? Pomóc Ci? -Angie podbiegła do przyjaciółki.

Valencia stała wpatrzona w miejsce, gdzie przed chwilą German dzielił swoją chwilę radości z Angie. Gdzie unosił ją w powietrze, głośno się śmiejąc. Wpatrywała się pusto w tamte miejsce, nie mrugając. Świdrowała błędnym spojrzeniem dywan, na którym wciąż było wklęsłe miejsce na stopy Germana. Valencia upuściła filiżankę, od razu, gdy ich zobaczyła. Usłyszała, jak się roztrzaskiwała na drobne kawałeczki, ale nie spojrzała pod nogi. Cały czas jej ręka była w powietrzu, jakby wciąż trzymała naczynie. Stała tak nieruchomo, nie reagując na wszelakie bodźce. Jakby jej mózg się wyłączył.

-Kochanie? -German podszedł bliżej.

Valencia poczuła zimno, przepełniające jej serce. Po usłyszeniu tego pieszczotliwego zwrotu, jakby jej serce się zaczęło topić, a lód, który w nim był, wypłynął z jej oka w postaci jednej łzy. Nie chciała jej nawet wycierać.

-Co się tutaj dzieje? -wyszeptała w końcu, chowając twarz w dłoniach.

-Co się miało dziać, Valencia? Może pójdziemy do lekarza, ostatnio dziwnie się zachowujesz... -powiedział German. -Moja córka, Violetta już jutro przed południem będzie w domu! -powiedział radośnie German.

Valencia zrobiła kilka kroków w stronę drzwi. Jej ukochany i przyjaciółka patrzyli za nią, nie wiedzieli, co zamierza. Dokładnie słyszeli stukot obcasów po drewnianych panelach. Valencia zatrzymała się, obracając głowę o kąt prosty. Rzuciła smutne spojrzenie i otworzyła usta, jakby chciała je powiedzieć. Po chwili zamknęła je. Wyszła bez słowa.


***

Szanowni pasażerowie, prosimy o zapięcie pasów, gdyż za chwilę wzniesiemy się w powietrze.

Usłyszeli głos z głośnika. To ta urocza stewardessa, która pomogła im zająć odpowiednie miejsca? Chyba tak. Nie, to ta blond-włosa stewardessa, która rozdawała wszystkim wodę, a może to ta z radosnym uśmieszkiem, która stała przy schodach, licząc pasażerów?

-Uwielbiam latać! -powiedziała Camila.

-A ja nienawidzę. -odparła Francesca z posmutniałą miną.

-Co się stało, Fran? Pamiętam, jak cieszyłaś się na nasz lot tutaj... Już nie lubisz latać? -roześmiała się Cami.

-Nie tyle nie lubię, co nie lubię odlatywać z tak wspaniałych miejsc! I jeszcze Marcelo... Będę za nim tęsknić.

Prosimy wszystkich o wyłączenie komórek, bądź włączenie trybu samolotowego, by urządzenia te nie zakłócały pracy naszego samolotu.

Kolejne informacje. Czy wszystkie linie samolotowe mają je takie same? Violetta leciała już tyloma liniami i czuła, jakby wszystkie stewardessy wykuły te regułki na pamięć.

Dzień dobry państwu, z tej strony pilot. Gdy już wzniesiemy się w powietrze, poinformuję państwa o stabilności, prędkości i wysokości, na jakiej się znajdziemy. Za trzy minuty startujemy.

Znowu. Tym razem to pilot. Ciekawe jak wygląda? Pewnie to siwy i gruby mężczyzna z okularami na nosie. Chociaż, jego głos brzmiał wyjątkowo młodo. Może ma zadatki na modela? Gdyby tak miał brązowe włosy i oczy o kolorze morza...

-Naty, o czym tak rozmyślasz? -zagadnęła Camila.

-O niczym. -posłała jej zawadiacki uśmieszek. -Zastanawiałam się, jak wygląda nasz pilot. Obstawiasz, że jak model Victoria's Secret czy jak stary dziadek?

-Mam nadzieję, że to pierwsze, chociaż stare dziadki są miłe. -Natalia wytrzeszczyła oczy. -No co! -roześmiała się Camila, popijając wodę.

Violetta złapała rękę Leona i ścisnęła ją mocno. Latała już tyle razy, ale wciąż przeszywał ją ten dreszczyk emocji. Leon popatrzył najpierw na ich splecione ręce, a potem na Violettę.

-Boisz się? -spytał się jej.

-Nie, chociaż w sumie tak... Sama nie wiem. Wzbijanie się w powietrze jest tak ekscytująco denerwujące. -skwitowała.

-Ekscytująco denerwujące? Okej... -zaśmiał się. -Nie martw się, jestem obok. Wiem, jak zaradzić nerwom. -uniósł lewą brew i uśmiechnął się.

Pochylił się powoli i złożył na jej ustach namiętny pocałunek. Ich wargi tańczyły walca. Pilot włączył silniki. Leon wpił się w jej usta, a ona przeczesała jego włosy. Pasażerowie usłyszeli informację o starcie. Ich pocałunek był jednocześnie nieśmiały i odważny. Trwał na tyle długo, że wystartowali, a Viola zapomniała o strachu.


***

-Wstawaj, już jesteśmy. -usłyszała cichy głos chłopaka.

Promienie słońca już dawno obudziły pozostałych pasażerów, ona wciąż słodko spała. Przetarła swoje oczy i wyjrzała za okno. Białe chmury i błękitne niebo przywitały ją jako pierwsze. Przeciągnęła się, ziewając i spojrzała w brązowe oczy swojego chłopaka.

-Kiedy będziemy? -spytała, kładąc swoją głowę na jego ramieniu.

-Myślę, że za dwadzieścia minut wylądujemy. -spojrzał na zegarek.

-To mogę się jeszcze chwilkę zdrzemnąć? -uśmiechnęła się szeroko.

-Camila, ty śpiochu! -roześmiał się. -Całe życie prześpisz! Dobra, idź spać, ale przegapisz najlepsze widoki... -zagadnął zawadiacko.

Powoli widok za oknem zmieniał się. Piękne niebo, które mieli przyjemność widzieć dotychczas zniknęło, a pojawiły się widoki Buenos Aires. Jak na razie, nie widzieli nic szczególnego, tylko dachy wieżowców. Im bliżej do lądowania, tym widzieli więcej. Autostrady, drogi szybkiego ruchu, o, w oddali widać korek przy ulicy Korfantego! Liście drzew, które traciły na zieleni, wyglądały fantastycznie z góry. A ludzie? Jak mrówki!

Prosimy zapiąć pasy, za chwilę będziemy lądować.

Usłyszeli z głośników wyczekiwaną wiadomość. Po długiej podróży i rozłącez, w końcu wracają do rodzinnego miasta!


***

"Zaraz lądujemy, już widać panoramę Buenos Aires zza okna! Ta podróż była fantastyczna! Szkoda, że musieliśmy wracać do Argentyny dzień wcześniej... Mimo tego, cieszę się, że spotkam się z Angie i tatą. Tak bardzo się za nimi stęskniłam! Nie mogę się też doczekać spotkania z Olgą i Ramalo. Stęskniłam się też za naszym studiem. To w Madrycie było wspaniałe, ale nie takie samo jak te nasze w Buenos Aires. Lot minął wyjątkowo szybko. W końcu spędziłam go w cudownym towarzystwie... Pilot mówi, że trzeba już zapinać pasy. Argentyno, powracam!"

Violetta zamknęła swój pamiętnik, westchnęła głośno i posłusznie zapięła pasy bezpieczeństwa.


***

-Violetta? Violetta! -Ramalo krzyczał przez połowę lotniska w poszukiwaniu córki przyjaciela i jednocześnie szefa - Germana.

-Ramalo? Ramalo! -Viola usłyszała jego nawoływania, ale nie widziała go na horyzoncie.

Wstała z walizki, na której siedziała i pobiegła przed siebie. Pech chciał, że minęła się z Ramalo... Wróciła na miejsce, ale jego już nie było. Poszukiwali siebie przez kilka minut, aż wpadli na siebie nieopodal rozkładu lotów.

-Ramalo! -krzyknęła Viola, rzucając się mu w ramiona.

-Violetta, tęskniliśmy! Wszyscy czekają na ciebie w domu. -odparł poprawiając krawat i przygładzając fryzurę.

Nastolatka złapała się ramienia Ramalo i razem z nim wyszła z lotniska. Jej oczy błądziły po parkingu, poszukując dużego, czarnego auta. Stało z brzegu, mogła go nie zauważyć. Kilka sekund później już siedzieli w samochodzie. Violetta siedziała jak na szpilkach. Mijała znane jej kawiarnie, sklepy, firmy, aż w końcu skręcili w ulicę, gdzie mieściła się posiadłość państwa Castillo. Tak, to tu mieszka Agnes! Jej sąsiadka. Oh, jaka ona jest dziecinna! A tam, na przeciwko, pani Robinson. Poczciwa staruszka zawsze dawała jej słodycze w dzieciństwie. Kilka domów dalej mieszkał Marco, chłopak, w którym podkochiwała się jakiś czas temu. Delikatnym hamowaniem, Ramalo zaznaczył, że są już na miejscu.

-Ale się stęskniłam! -Violetta wybiegła z auta, wpadając do domu.

-Violetta, zaczekaj, jeszcze... -Ramalo nie dokończył. No tak, miał przygotować ją do spotkania z Valencią, ukochaną jej ojca. Dlaczego German sam jej tego nie powie?! Ramalo pociągnął walizkę za sobą i wkroczył do domu.

-Violetta! -usłyszał krzyki swojej żony - Olgi, Angie i Germana.

-Tak bardzo tęskniliśmy. -Angie przytuliła ją.

-Moja córeczka wróciła! -cieszył się German.

-O, Violetta, tak bardzo chciałam Cię poznać! -mówiła Valencia.

Viola posłusznie przytuliła się do nieznajomej, zdezorientowana. Nie wiedziała, co to za kobieta i czemu chciała ją poznać.

-Violu, to jest Valencia, my... Spotykamy się. -chrząknął jej ojciec.

Viola zdziwiona spojrzała kątem oka na kobietę. Nie wydawała się taka zła. Miała taki sympatyczny uśmiech! Brązowe loki opadały jej na ramiona, a wokół oczu dostrzegła zmarszczki od uśmiechu. Wyglądała na miłą kobietę, poza tym, skoro tata przy niej jest szczęśliwy? Posłała jej uśmiech.

-Miło mi Cię poznać. -powiedziała.

-Oh, Violu, nawet nie wiesz ile Olga, Ramalo, twój tata i twoja ciocia o tobie mi opowiadali... -powiedziała.

W tej chwili Angie wytrzeszczyła oczy i próbowała na migi pokazać Valenci, żeby nie drążyła tego tematu. Przecież Violetta nie wiedziała, że ją i Angie wiążą więzy krwi! To Angie miała jej to powiedzieć, a nie Valencia! To miał być wspaniały moment, kiedy wpadną sobie w ramiona, po wyjawieniu prawdy!

-Ciocia? -Viola weszła w zdanie szatynki. -Jaka ciocia?

-Angie, twoja ciocia. Mówię o Angie słoneczko! W każdym razie... Coś się stało? -spytała, widząc zdziwioną minę nastolatki.

Viola nie słyszała co się do niej mówiło. Jakby zignorowała wszystko i wszystkich. Ta jedna wiadomość spadła na nią jak grom z jasnego nieba. Angie to jej ciotka?!




***

UWAGA, LICZĘ NA WAS!

RAZEM Z PRZYJACIÓŁMI BIORĘ UDZIAŁ W OGÓLNOPOLSKIM KONKURSIE: "JAK POLSKA ZMIENIŁA SIĘ PRZEZ 10 LAT W UNII EUROPEJSKIEJ?".
PROSZĘ WAS O WYŚWIETLANIE TEGO FILMIKU I KLIKANIE ŁAPEK W GÓRĘ! ;)
WŁĄCZCIE 1080p HD W PRAWYM DOLNYM ROGU FILMIKU W USTAWIENIACH, BO BEZ HD JAKOŚĆ JEST SŁABA ;)
DZIĘKUJĘ!
LINK DO FILMIKU; http://youtu.be/jSf6w_jlf5o KLIK
FILMIK:




A odnośnie rozdziału...
Podoba Wam się zakończenie?

Wredna jestem, nie? Teraz to zepsułam wyczekiwaną chwilę Angie :D

Co myślicie o Germangie? Podobała się w tym rozdziale?

Kochani, mam poważny dylemat.

Z ostatnich sond wynika, że pragniecie Naxi. Proszę, zagłosujcie w kolejnej sondzie, czy ma pojawić się Naxi, czy zostać Caxi.

Liczę na Was ;)

Zabrakło Wam trochę do osiągnięcia wyzwania, ale... teraz Wam się uda :)


WYZWANIE = 50 KOMENTARZY

Wiecie już na czym polegają wyzwania ;)

Jeśli osiągniecie liczbę 50 komentarzy przed kolejnym rozdziałem, będziecie mogli wybrać sobie niespodziankę :) Swoje propozycje co do niespodzianki piszcie od razu w komentarzach, a gdy osiągnięcie tę magiczną liczbę, wszystkie wasze propozycje pojawią się w ankiecie. Ta, która zdobędzie najwięcej głosów, dojdzie do skutku! Jakie mogą być propozycje? Na przykład: niech Leonetta się rozstanie, niech Ludmiła będzie miała wypadek, niech Francesca pokłóci się z Camilą, niech będzie Naxi, wprowadź Esmeraldę... Liczę na was :)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ



Buziaki,

Zuzka

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 57


Wszyscy zdenerwowani popatrzyli po sobie. Ludmile zabiło szybciej serce. Jak to: dzisiaj?! W klasie nastał szum. Można było usłyszeć szlochy dziewczyn, westchnienia chłopaków i niezadowolone okrzyki. Uczniom Studio 21 nie spodobał się ten pomysł. Każdy miał plany na spędzenie ostatniej nocy w Madrycie. Zwłaszcza Ludmiła i Francesca. One protestowały najgłośniej.

Blondynka najpierw podniosła się z krzesła dosyć energicznie, wykrzykując słowa protestu. "Nie" chyba powtarzało się najczęściej. Kolejną fazą szoku było milczenie. Ludmiła nie potrafiła się pogodzić z tym, że odebrano jej najcenniejsze godziny w Hiszpanii. Ostatnie godziny, jakie mogła spędzić ze swoim chłopakiem. Załkała cicho, by nikt tego nie zauważył, po chwili połykając łzy. Uspokoiła się po paru minutach szlochania.

-O której mamy wylot? Czy występ końcowy dojdzie do skutku? Czy będziemy mieć czas na spakowanie się? Co z wykwaterowaniem? -Francesca zalała nauczycieli falą pytań.

Dziewczyna zareagowała odrobinę inaczej od Ludmiły. Nawet nie myślała, kiedy i jak pożegna się z Marcelo. Mimo wszystko, miała bardziej komfortową sytuację od blondynki - rozstawała się z ukochanym jedynie na dwa tygodnie. Niestety dla Fran dwa tygodnie to cała wieczność. Dochodziło jeszcze smutne pożegnanie, a Włoszka nie znosiła pożegnań.

Violetta posmutniała. To tylko kilka godzin różnicy, jednakże wszystkich zabolała ta zmiana. Ostatni wieczór odebrany! Zielona noc... Ile będą mieć czasu na spakowanie się, czy zdążą się pożegnać z Madrytem? Zostawią tu tyle wspomnień...

Violetta od razu pomyślała o Parku Retiro, gdzie spędzali najwięcej czasu. Tam jest fantastycznie! Wszędzie pełno ławek, idealnie przystrzyżone drzewka i krzewy i przepiękne dróżki pomiędzy trawą tworzyły niesamowitą atmosferę. Ten park był wielkim dziełem hiszpańskich ogrodników, jednakże niejeden artysta chciałby go mieć wpisanego w swoje portfolio. To była sztuka, którą można podziwiać godzinami. Violi zakręciła się łezka w oku.

Co z Placem Puerta del Sol? To nieopodal niego mieścił się ich hotel. Wspaniałe położenie, tak blisko atrakcji turystycznej. To w Bramie Słońca wydarzyło się tak wiele sytuacji, których nie zapomną. Szkoda się z tym rozstawać.

-Wiem, że jesteście poruszeni tą informacją, ale niestety takie jest życie. Wszystko jest dobrze, do momentu... Musicie być przygotowani na wszystko! Poinformowałem już waszych rodziców o zmianie planów. Może niektórym z Was zepsuło to plany - Pablo spojrzał na płaczącą Ludmiłę - ale jestem pewien, że dacie radę. Jest godzina - spojrzał na swój zegarek - dwunasta. O piętnastej mamy wykwaterowanie, a o siedemnastej trzydzieści lot do Buenos Aires. Proszę was o punktualność! -dodał. -Jeśli chodzi o występ końcowy... Nie odbędzie się. Nie mielibyście czasu na spakowanie, przykro mi.

Kolejna fala szoku przeszła przez klasę. Smutek pojawił się na twarzy każdego ucznia. Wszyscy chcieli wystąpić raz jeszcze: razem, w Hiszpanii! I to zostało im odebrane.

Po chwili milczenia i pustego wpatrywania się w nią uczniów, odezwała się Andrea:

-Myślę, że czas się pożegnać... Musicie się spakować.

Uczniowie potulnie wstali i po kolei żegnali się z nauczycielką. Wciąż nie mogli w to uwierzyć.


***


-Właśnie dzwonili z Hiszpanii, - German krzyczał rozpromieniony już z pierwszego piętra - Violetta wróci jutro o jedenastej! Prawie dobę wcześniej!

-Jak to?! -Angie pobiegła uradowana. Ona również nie mogła się doczekać powrotu Violi i... Pabla.

-Coś się wydarzyło, że przesunęli im datę wylotu... Nie wiem o co dokładnie chodzi, ale czy to nie wspaniałe? Moja ukochana dziewczynka już jutro w domu!

Angie uśmiechnęła się pod nosem. Uwielbiała, gdy German był taki szczęśliwy. Zapominała o jego wadach i tego, czego w nim nienawidziła. Po prostu czerpała jego radość i sama stawała się wesoła. Czuła, że German pod skorupą twardego i surowego ojca skrywa uczuciowego i kochającego mężczyznę. Wiedziała to. W końcu była z nim tak blisko... Musiała się opamiętać! Już zdecydowała, kogo tak naprawdę pragnie. Czy aby na pewno jego? Czy Pablo był tym, którego pokochała? Z dnia na dzień była coraz mniej pewna swojej decyzji. W sumie nie widziała Pabla od miesiąca, a German był obok. Tylko, że nie obok niej, a obok Valenci... Pablo kochał ją od zawsze, tylko, że ona nigdy nie była pewna swojego uczucia wobec niego. Co powinna zrobić? W tej chwili postanowiła, że po powrocie Pabla zdecyduje, co ma zrobić. Nie może krzywdzić Valenci, wyznając swoją miłość Germanowi, gdy nie jest pewna co do Pabla... Do tego nie wie, czy German wciąż coś do niej czuje. Impulsywnie podbiegła do niego i rzuciła mu się na szyję. Przytuliła się mocno, potrzebowała jego ciepła i czułości. Wytłumaczyła to radością na przyjazd Violetty.

-German, musimy porozmawiać... -powiedziała odsuwając się od mężczyzny.

-Coś się stało? -uśmiech przerodził się w poważną minę.

-Violetta i ja... Wiesz, jestem jej ciotką, a ona wciąż o tym nie wie. -podrapała się za uchem.

-To chyba najwyższy czas jej powiedzieć! -rozweselił się German.

-Nie wiem jak... Myślisz, że się nie obrazi, że ukrywałam to przez tak długi czas? -zakłopotała się.

-Na pewno nie, ona Cię kocha. Angie, Violetta wraca. Violetta wraaaaca! -krzyczał, podnosząc roześmianą Angie na ręce. Zrobili zgrabny obrót, nie przestając się śmiać.

Szczęśliwi Angie i German usłyszawszy trzask jakiegoś naczynia, natychmiast spojrzeli w stronę jego źródła. W drzwiach kuchni stała Valencia, a obok niej leżała potłuczona filiżanka i rozlana herbata.


***


Camila podeszła do Natalii, która szła z boku grupy. Wszyscy rozmawiali - a właściwie krzyczeli - o niesprawiedliwości, jaka ich spotkała. Naty trzymała się z boku, niezauważalna. Szła powolnym krokiem, wpatrując się w magnolie rosnące po prawej stronie. Były urodziwe. Ich fioletowy kolor pieścił jej smutne oczy. Unosząca się woń kwiatów doniosła się do jej nosa. Ostatni zapach magnolii rosnących w Parku Retiro. Ostatni zapach kwiatów, pod którymi stała ławka. Ich ławka.

-Naty, Tomas chyba zostawił swój zeszyt. To jego, prawda? Myślałam, że może mu go oddasz... -zaczęła.
-Ja i Tomas nie spotykamy się już. -jej wzrok uciekł w bok.

-Jak to?! -jej przyjaciółka przystanęła. -Dlaczego?

-Nie... nie układało nam się. -powiedziała cicho.

-To okropny drań! Jak mógł z tobą zerwać?! -Camila oburzyła się.

-To ja zerwałam, a Tomas nie jest draniem. Po prostu nie jesteśmy już razem. -odparła szybko po raz pierwszy patrząc w oczy przyjaciółce. Były spuchnięte od płaczu.

Dlaczego ona płakała, to była jej decyzja! Może tęskniła za nim, ale nie mogła już z nim być, ten związek był dla niej toksyczny. Pustka pozostała w jej sercu, tam, gdzie mieścił się wcześniej Tomas. Wiedziała, że podjęła dobrą decyzję, ale czuła się źle po rozstaniu. Do diaska, która dziewczyna czuje się wspaniale po zakończeniu związku?!

-No dobrze, rozumiem. Wszystko w porządku, Nat? -spytała. -Może czegoś potrzebujesz? -złapała przyjaciółkę pod ramię. -Przebolejesz to, obiecuję. Z nami na pewno! -dodała z uśmiechem, podchodząc z nią do grupki pozostałych przyjaciół.


***


-Szkoda, że musimy wyjeżdżać. Liczyłem na jakiś spacer...-powiedział Leon, podając Violi kolejne ubrania z szafy.

Miała już prawie pełną walizkę. Jak ją zamknie? Pewnie każe Leonowi na niej usiąść, a ona będzie ją zapinać. Najpierw jednak trzeba ją spakować... To potrwa wieki.

-Spacer mówisz? -Viola zerknęła na swojego chłopaka.

Przyspieszyła. Nikt chyba nie widział dziewczyny, która pakuje się tak szybko. Jedną ręką składała kolejne ubrania, drugą wkładała je do walizki. Gdyby miała trzecią rękę, zapewne pakowałaby kosmetyczkę... Po niespełna pięciu minutach była spakowana. Kolejne pięć zajęło jej upychanie kosmetyczki, ładowarki czy innych klamotów. Nim minęło piętnaście minut, Violetta stała obok swojej zapiętej walizki.

-Gotowe! -westchnęła. -Możemy iść. -otarła pot z czoła. -Tylko... zaczekaj sekundkę. -wbiegła do łazienki.

Za pomocą wody, dezodorantu, perfum i innych kosmetyków, po wyjściu z łazienki wyglądała jak nowo narodzona.

-Dobrze, że spakowałem swoją walizkę zanim do ciebie przyszedłem, bo teraz mamy całe półtorej godziny dla siebie. -przytulił swoją dziewczynę i wspólnie wyszli z pokoju.


***

On teraz jest w pracy. Ona byłaby w studiu, gdyby nie ta okropna zmiana! Byli umówieni na szesnastą, ale wtedy Ludmiła ma być już na lotnisku... Nie wiedziała co ma robić. Ostatnia szansa zobaczenia się ze swoim ukochanym, właśnie przelatywała jej przez palce. Szybko wyciągnęła komórkę i wystukała na ekranie smsa. Może odczyta go w przerwie na lunch? Może...


Ludmiła

Spotkajmy się. Lot przesunęli nam na dzisiaj, na siedemnastą trzydzieści. Najpóźniej o wpół do czwartej będziemy wyjeżdżać... Adrian, to nasza ostatnia szansa!!!!!

Dostarczono, 22 października, 13:28




Mogła wystukać więcej wykrzykników. Kiedy on to przeczyta? Ludmiła stresowała się jak nigdy. Włożyła palec do ust i dokładnie ugryzła swój paznokieć. Nigdy nie posuwała się do takich rozwiązań, ale nerwy robią swoje. Tak bardzo chciała, by odczytał go na czas. Może już się nie zobaczą? Już nigdy nie poczuje jego dłoni dotykających jej włosów. Nigdy nie poczuje jego warg na swoich ustach. Nigdy nie zobaczy swojego odbicia w jego niebieskich oczach. Nigdy.


***


-Camila, wyobraź sobie, że to twoja ostatnia kawa, a mój ostatni sok w Hiszpanii. Dziwne uczucie, prawda? -Maxi przerażony popatrzył na swoją dziewczynę.

Kochał ją bardzo mocno. Czuł się przy niej szczęśliwy i wiedział, że może być sobą. Widział, że to pewny związek i nic go nie rozbije, jedyne słowo, które mu przychodziło na myśl to "bezpieczeństwo". Chłopak miał kilka dziewczyn przed Camilą, ale z żadną nie czuł się tak fantastycznie, jak z nią. Każdego dnia zakochiwał się w niej jeszcze bardziej. Jakby ktoś zapalił iskierkę ich uczucia parę tygodni temu, a ona wciąż się paliła i nie miała zamiaru zgasnąć.

-Ty głuptasie! Na lotnisku na pewno coś wypijesz.

-O czym tak myślisz? -spytał, widząc błądzący wzrok Cami.

-Widzisz, Natalia i Tomas się rozstali, a ja nie zauważyłam, że jest między nimi źle. Chyba jestem najgorszą przyjaciółką, jaka może być! Zaniedbałam Naty... Jak mogłam?! -wyrzuciła z siebie wszystkie emocje, które w sobie tłumiła.

-Zaraz, zaraz... Tomas i Naty zerwali ze sobą?! -Maxi zdziwił się.

-Coś za cicho o tym, prawda? Myślisz, że ktoś jeszcze wie?

-Tomas nic nie mówił, a Naty... Jak widać, też nie rozgłaszała tej informacji. Myślę, że możesz to nadrobić teraz, Cam. Naty potrzebuje Cię bardziej niż zawsze... -dodał Maxi.

-Wow, nie wiedziałam, że mój chłopak jest taki mądry! -przeczesała jego włosy. -W takim razie idę! -zostawiła trzy euro za kawę na stoliku, dała całusa Maxiemu i wyszła z restauracji.


***


Ich kroki zsynchronizowały się, jak zegarki. Ich serca biły w podobnym rytmie, jednak wciąż nie takim samym. Ich dłonie były splecione w uścisku, a uśmiechy tak samo szerokie. Wędrowali ścieżkami parku, pożerając się spojrzeniami.

-Leon, nie uważasz, że za spokojnie tutaj? Czuję się tak beztrosko... -szepnęła.

-To dziwne?


-Przecież zawsze coś musiało psuć nam plany. Raczej nie coś, a ktoś... Ludmiła.

-Najwyraźniej zmieniła się tutaj, w Hiszpanii. Może przez coś, może przez kogoś... Ale czy to ważne? -Leon objął Violettę ramieniem i pocałował w czoło. -Ważne, że w końcu możemy skupić się na naszym związku, a nie drobnostkach, które wszystko utrudniały.

-Będzie mi brakować.

-Czego?

-Wolności. Wyobraź sobie, że już jutro o tej porze będę w domu. Cieszę się, naprawdę stęskniłam się za Angie i tatą. Oni naprawdę są kochani! I Ramalo i Olga... Stęskniłam się za ciastem czekoladowym Olgi! Tylko, ze tutaj czuję, że żyję, nie mam ograniczeń i nadopiekuńczego taty... Mam nadzieję, że przez ten miesiąc zobaczył, że wydoroślałam i radzę sobie sama równie dobrze.

-Rozumiem... Moja mama kiedyś trzymała mnie krótko, ale w porę zorientowała się, że jestem już dużym chłopcem. -Leon roześmiał się. -Masz może ochotę na sok?

Leon i Violetta stali przed ich ulubioną kawiarnią.

-Chętnie się napiję.

Weszli do środka. Od razu poczuli chłód klimatyzacji. Może właściciel troszkę przesadził? Było zimno jak na biegunie! Violettę przeszły ciarki. Leon zauważywszy to, objął ją ramieniem. W oddali dostrzegli samotnego Maxiego, sączącego sok o kolorze wschodzącego słońca z dużej szklanki. Wpatrywał się w jeden punkt, intensywnie rozmyślając nad czymś. Nad czym?

-Cześć Maxi! Możemy się dosiąść? -przywitał się Leon i nie czekając na odpowiedź, usiadł na przeciwko przyjaciela.

Violetta uśmiechnęła się i założyła kosmyk swoich włosów za ucho.

-Coś się stało? -spytała. -Jak weszliśmy, to wydawałeś się smutny...

-Smutny nie, ale zaskoczony. -poprawił ją Maxi. -Nie wiem, czy mogę wam o tym mówić, ale co to za tajemnica, przecież i tak zaraz wszyscy się dowiedzą! -zapewniał siebie Maxi.

-Do rzeczy. -ponaglił go Leon.

-Naty i Tomas rozstali się. -wypalił Maxi, biorąc kolejny łyk pomarańczowego napoju.

-Co?! -odparli chórem. -Nic się na to nie zanosiło... -dodała Violetta.

-Skąd o tym wiesz? -spytał Leon.

-Od Camili. Właśnie poszła naprawiać swoją przyjaźń z Naty i takie tam. I zostawiła mnie tu! Samego! W nasz ostatni wspólny dzień w Hiszpanii...

-Nie przejmuj się, masz nas! -roześmiała się Viola.



***


Nienawidzi go. Nienawidzi siebie. Nienawidzi tego głupiego studia. Nienawidzi całej Hiszpanii. Nienawidzi samolotów. Nienawidzi całego świata! Zaraz, zaraz, JEGO kocha, nie nienawidzi.

Ludmiła miała poszarpane paznokcie. Z nerwów co rusz jeden z nich był w jej buzi. Jej manicurzystka nie będzie zadowolona... Kto by się teraz przejmował manicurzystką! Nerwowo zamrugała, by wyostrzyć obraz. Jej wzrok chyba się pogorszył... Przeczytała na wielkiej tablicy rozkład lotów. Półtorej godziny. Zostało półtorej godziny.

Wszyscy jej przyjaciele żywo rozmawiali ze sobą, stojąc w różnych zakątkach lotniska. Wygląda jak przybłęda! Stoi sama z boku i pochlipuje co jakiś czas. Jak nie ona! Zawsze jest w centrum uwagi, nigdy nie stoi sama. Szybko, musi znaleźć kogoś, z kim porozmawia chwilę, zanim straci reputację! Maxi? Nie, nie ta liga! Leon? Pff, spędza czas z Violettą. Naty? Pewnie stoi i rozmawia z Tomasem lub pozostałymi nowymi przyjaciółmi. Kiedy właściwie rozmawiały po raz ostatni? Trzy dni temu? Może cztery? A nie był to tydzień? Rozejrzała się po lotnisku, mrużąc oczy. Rzeczywiście, musi iść do okulisty, może zacznie nosić szkła kontaktowe jak jej ciocia z Filadelfii? Popatrzyła w lewo. Tak, Natalia stała przy wielkim słupie z ulotkami. Sama. Dlaczego? Przecież miała z kim rozmawiać: Tomas, Camila, a nawet Violetta czy Leon! Czemu nie rozmawia z nimi?! Musiała się tego dowiedzieć.

-Hmmm... Cześć, Naty. Jak się miewasz? -usłyszała swój piskliwy głosik i stukot espadryli po gładkiej posadzce.

-Ludmiła? W porządku. -ucięła, patrząc w drugą stronę. -Dawno nie rozmawiałyśmy. -posłała jej uśmiech. -To dziwne, bo dzielimy pokój, prawda? -roześmiała się.

-Musiałyśmy się mijać. Ja wychodziłam, a ty wracałaś z randki z Tomasem... Właśnie, jak się wam układa? Dlaczego stoisz tak z boku? -Ludmiła naprawdę zainteresowała się przyjaciółką.

-Ja i Tomas... My nie jesteśmy już razem. Piłaś już kawę w kawiarni na lotnisku? Dają trochę za dużo mleka, ale jest całkiem pyszna! -Naty zmieniła temat.

-Zaraz, zaraz... Ty i Tomas? Wy już... nie? -Ludmiłę zatkało. Zabrakło jej słów, co jest wyjątkową rzadkością.

-Tak. -odparła Naty. -Nie przejmuj się, jest okej. Czuję się dobrze. Nie wiem co u niego, nie widywałam się z nim od naszego zerwania. Nawet nie wiem, czy dotarł na lotnisko, bo nie widziałam go w autokarze. -powiedziała.

-Kiedy to wszystko się stało?

-Zerwaliśmy wczoraj. Nie rozmawiajmy o tym, co u ciebie?

Ludmiła właściwie nie wiedziała, co odpowiedzieć. Wyglądała jak zwykle: wspaniale. Jednak jej wewnętrzna osoba była jak tykająca bomba, która zaraz wybuchnie. Kłębowisko nerwów, smutków i przemyśleń. W końcu wylatywała na inny kontynent bez pożegnania z ukochanym.

-Cóż, nie jest najgorzej... -w końcu odezwała się.

Rozejrzała się po lotnisku w poszukiwaniu odpowiednich słów. Nikt nie wiedział o jej związku z Adrianem. Pierwszy raz czuła, że nie musi się z niczym obnosić, rozgłos jest jej niepotrzebny. Popatrzyła w prawo, na ogromne wejścia na lotnisko. Zmrużyła oczy, bo zauważyła, że jakaś postać kogoś woła i macha. Dostrzegła blond włosy i idealnie opalone ciało. Czy to...

-Adrian! -wrzasnęła, zostawiając Naty samą i przebiegła wbrew krzykom ochrony przez bramki lotniskowe prosto do ukochanego, rzucając się w jego ramiona.





***

I jak Wam się spodobał rozdział?
Piszcie swoje opinie i pomysły na następny!

Valencię chyba nerwy zjedzą, nie? W kółko Germangie :D Jak myślicie, co się wydarzy, gdy Pablo wróci do Argentyny?
Co z Tomasem i Naty? Niby ciche zerwanie, a jaki ogromny szok!
Podoba się Leonetta? Starałam się!
Ludmiła... Kiedy piszę o niej, palce same znajdują drogę do odpowiednich literek na klawiaturze, bo odnośnie niej zawsze mam pomysły :D Jesteście ciekawi, czy jej związek z Adrianem wytrwa i czy spokój, który dała pozostałym jest na stałe?

Oj, będzie się działo! Wpadajcie często zobaczyć, czy jest nowy rozdział, bo sama nie wiem, kiedy się pojawi :D

UWAGA, KOCHANI! JAK WIDAĆ, VIOLETTA JESZCZE NIE WIE, ŻE ANGIE JEST JEJ CIOCIĄ! PROSZĘ O NIE PYTANIE VIOLETTY W ZAKŁADCE "ZAPYTAJ BOHATERA" O JEJ STOSUNKI Z ANGIE, BO TO WYJAŚNI SIĘ W NAJBLIŻSZYCH ROZDZIAŁACH ;)

WYZWANIE = 50 KOMENTARZY
Wiecie już na czym polegają wyzwania ;)
Jeśli osiągniecie liczbę 50 komentarzy przed kolejnym rozdziałem, będziecie mogli wybrać sobie niespodziankę :) Swoje propozycje co do niespodzianki piszcie od razu w komentarzach, a gdy osiągnięcie tę magiczną liczbę, wszystkie wasze propozycje pojawią się w ankiecie. Ta, która zdobędzie najwięcej głosów, dojdzie do skutku! Jakie mogą być propozycje? Na przykład: niech Leonetta się rozstanie, niech Ludmiła będzie miała wypadek, niech Francesca pokłóci się z Camilą, niech będzie Naxi, wprowadź Esmeraldę... Liczę na was :)

Dziękuję Wam za wspaniałą aktywność pod ostatnim postem! Starajcie się na niespodziankę z wyzwania :)

Buziaki,
Zuzia

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 56


Wybiła godzina dziewiętnasta. Zimny wiatr wiejący z północy pomógł liściom dębu korkowego spaść na ziemię. Staruszkowie siedzący na ławce spojrzeli na niebo i zobaczyli ciemne chmury. Na dźwięk nadchodzącej burzy, urocza babunia podskoczyła. Po chwili starszej pary już nie było.

Ludmiła czekała na swojego Adriana przed hotelem. Do pokoju wracała się trzy razy: raz po sweter, drugi zmienić buty, bo nie pasują do swetra, a trzeci po pasek, bo idealnie pasował do butów. Pogładziła swoje ramiona, chcąc je na chwilę ogrzać, zaczęło się robić zimno. Wiatr rozwiewał jej jasne włosy - byłyby piękne zdjęcia, pomyślałby fotograf. Ludmiła odgarnęła włosy ze swojej twarzy i przygryzła wargę. Gdzie on jest? Blondynka rozejrzała się, poszukując ukochanego. Nie zobaczyła nic ciekawego, oprócz pioruna uderzającego gdzieś na wschód. Naśladując starszą panią podskoczyła. Wystraszyła się nie na żarty i weszła do hotelu. Usiadła na skórzanej kanapie w holu i założyła kosmyk swoich włosów za ucho.

Hol był pusty. Co jakiś czas pojawiała się pani z dzieckiem, próbując je uśpić. Nawet windą nikt nie jeździł. Wszyscy schowani w swoich pokojach spędzali miło czas. Gra w karty? Gitara? Śpiew? Czytanie gazet? To pewnie robiła większość hotelu. Co robiła Ludmiła? Siedziała na korytarzu i pisała smsa. Długie paznokcie uniemożliwiały jej szybkie pisanie, ale dawała radę. Kwestia przyzwyczajenia.


Ludmiła

Czekam w holu hotelowym.

Dostarczono, 21 października, 19:03



Adrian pędził przez miasto, prosto na ulicę Fryderyka von Perquelli. Usłyszał dźwięk przychodzącego smsa, więc sięgnął do kieszeni.


-Co, już po siódmej? -wrzasnął sam do siebie.


Przyspieszył kroku i minął piekarnię, z której unosiła się słodka woń bułeczek. Piekarze już przygotowywali się na czwartkowy poranek. Zagwizdał na żółty samochód, tak zwane taxi, które z piskiem opon zatrzymało się na środku ulicy. Adrian szybko podbiegł do auta i wsiadł do środka. Polecił kierowcy zawieźć się przed hotel Ludmiły, nie chciał się już dłużej spóźniać. To będzie wspaniała randka!


Adrian
image
Już pędzę, daj mi minutę, kochanie

Dostarczono, 21 października, 19:05


Czerwone usta Ludmiły ułożyły się w uśmiech. Tak słodko ją nazwał! "Kochanie". Nikt wcześniej tak do niej nie mówił. No dobrze, jej tata, ale tata się nie liczy! Opadła szczęśliwa na siedzenie czarnej kanapy i westchnęła. To będzie wspaniała randka!



***

-Halo, halo! Valencia!

Szatynka zobaczyła rozmazany sufit. Nie zauważyłam wcześniej, że są tu takie piękne żyrandole, pomyślała. Zamrugała kilka razy, ale wciąż nie widziała za dobrze. Nagle ujrzała znajome twarze. Pomarszczone czoło, ciemne oczy i zmartwiona mina. Czarne włosy, idealnie przystrzyżone i piękne, białe zęby. Poczuła, że się uśmiecha. Jej wzrok przeniósł się na prawą stronę, tam ujrzała kobietę. Jakaś blondynka, o dużych ustach i błyszczących oczach. Cały czas odgarniała swoje loki, opadające jej na twarz. Skądś znała tę kobietę.

-Chyba nas słyszy, wachluj dalej. -powiedział German cucąc swoją partnerkę.

Blondynka napuszczała powiew wiatru na Valencię, a ta płytko łapała powietrze, jakby było drogocenną przyjemnością. Wytężyła wzrok i rozpoznała tajemniczą kobietę. To Angie.

-Co, zostaw mnie! -odepchnęła ją. -Jak mogliście? -zwróciła się do obojga.

-O co chodzi, Valencio? -German pochylił się, by ją przytulić, ale ta odepchnęła i jego.

-Wy... razem... a ja... jesteście bez uczuć! -nikt nie rozumiał plątaniny słów wypowiadanych przez szatynkę.

-Zapukałaś do moich drzwi, a ja, kiedy je otworzyłam, ujrzałam Ciebie leżącą na ziemi... Co się stało? -wyjaśniła Angie.

-Do... do twoich drzwi?! -Valencia przetarła oczy i podniosła się na przedramiona. Poczuła, że jej twarz robi się czerwona.

Wszystko stało się jasne. Pomyliła pokoje! Pukała do pokoju Angie, nie do pokoju Germana. Zachowała się okropnie, odstawiając takie sceny!

-Wszystko w porządku? -ponowił pytanie jej ukochany.

-Ja... -zaśmiała się w głos.- Ja myślałam, że wy... -śmiała się jeszcze głośniej. -Wy razem! Ah, jak ja mogłam o tym pomyśleć? Przecież...-z trudem łapała oddech.-Wy? Razem?! Niezła komedia!-przytuliła Germana, który znacząco popatrzył na Angie. Blondynka posłała mu nerwowy uśmiech. Jej wzrok uciekł w drugą stronę. Oboje wiedzieli o kim tak naprawdę myśleli poprzedniej nocy.

***

Adrian wręczył taksówkarzowi banknot i wybiegł z auta. Zdyszany wpadł do hotelu i nerwowo rozejrzał się po holu. Tam, w rogu, siedziała słodka blondynka, która skradła jego serce. Poprawił włosy i pewnym siebie krokiem podszedł do dziewczyny. Ludmiła uniosła wzrok znad telefonu i lekko uśmiechnęła się.

-Mademoiselle. -powiedział, biorąc jej dłoń i całując ją namiętnie.

-Gdzie mnie zabierasz? -ich spojrzenia spotkały się.

Ludmiła wstała nie zabierając swojej dłoni z rąk Adriana. To było fantastyczne uczucie, trzymanie go za rękę. Niby nic, a tak wiele. Ludzie patrzący z boku (gdyby tacy tam byli) mogliby powiedzieć, że Ludmiła promieniała. Jakby radość, te wszystkie emocje, uwolniły się z niej w tej jednej chwili. Chwili złączenia ich rąk.

-Idziemy na kolację. W barze za rogiem są pyszne naleśniki i pomyślałem, że Cię tam zabiorę... -podrapał się po głowie. -Mój kolega prowadzi ten bar.

-Świetnie, chodźmy! -Ludmiła pociągnęła chłopaka w stronę wyjścia.

Zwykłe naleśniki, niezwykła dziewczyna. Czy milionerka poszłaby do zwykłego baru na naleśniki? Nie. Tylko wtedy, gdy jest zakochana.


***

Tomasowi zabiło szybciej serce. Dlaczego? Co zrobił nie tak? Przecież nic nie wskazywało na to, że zakończą ten związek. Było im tak dobrze! Nie potrafił wydusić żadnego słowa, ale kiedy już zebrał się na jakąkolwiek odpowiedź, wypalił:

-Jak uważasz.

Widział smutek w oczach swojej dziewczyny. Ta decyzja nie przyszła jej łatwo. Może wciąż go kocha? W sumie, to nigdy nie wyznali sobie miłości, ale czuł do niej coś takiego specjalnego i magicznego.

Dlaczego? W kółko zadawał sobie to samo pytanie. Głupek, pomyślał.

-Myślałam, że Ci naprawdę na mnie zależy. Gdyby tak było, nie odpowiedziałbyś w ten sposób. -Natalia uciekła wzrokiem w drugą stronę. Z trudem powstrzymywała łzy. Jej serce biło coraz szybciej. Oczekiwała jakiegokolwiek odzewu, ale... Nic. Tomas nic nie powiedział. Miał wzrok wbity w ziemię.

-To ja... Ja już pójdę. -załkała i odwróciła się.

Tak? Tak to miało się zakończyć? Bez słowa pożegnania, tak po prostu?

-Natalia, zaczekaj. -usłyszała głos Tomasa za sobą.

Obróciła się, szybko ocierając łzy i przełykając gulę w gardle. Z zainteresowaniem i nadzieją popatrzyła w stronę byłego już chłopaka. Tomas powolnym krokiem podszedł i objął dziewczynę. Przytulił ją, na pożegnanie. Jego ciepłe dłonie znalazły się na jej plecach. Ona ostatni raz wtuliła się w niego. Stali tak wtuleni na środku ulicy. Po dłuższej chwili spojrzeli sobie w oczy i odsunęli się od siebie.

-Dziękuję. -szepnęło któreś z nich.

***

Zaczęło kropić. Pierwsza kropla deszczu spadła na małą dziewczynkę bawiącą się na placu zabaw. Druga powędrowała na spieszącego się biznesmena. Trzecia upadła dokładnie na czubek głowy Ludmiły.

-Ah, pada! -jęknęła.

Po chwili nikogo nie było na zewnątrz. Wszyscy pouciekali do domów. Deszcz spłoszył wszystkich ludzi, jakby byli z cukru. Nagle kilka kropel zamieniło się w porządną ulewę.


Tanto tiempo caminando junto a ti

Aun recuerdo el día en que te conoc



íEl amor en mi nació tu sonrisa me enseno

Tras las nubes siempre va a estar el sol


Zaśpiewał Adrian wyciągając Ludmiłę na sam środek ulicy. Było późno i lało nieubłagalnie. Ulice, parki, place zabaw były puste. Tylko ta dwójka w ciemnych uliczkach Madrytu.

Włosy Ludmiły były całe mokre, jej ręce zimne, ale tusz do rzęs trzymał się bez zarzutu. Od makijażu w końcu była ekspertką! Wykonała piękny piruet, cały czas nie puszczając ręki Adriana. Bała się, że gdy puści, cały urok zginie. Jakby jej życie zależało od ich złączonych rąk.

-Co Ty wyprawiasz? -rozejrzała się, czy nikt ich nie widzi. Jak już wspomniano, było pusto.

-Śpiewam dla Ciebie. -położył swoją dłoń na jej plecach, tworząc ramę do tańca.


Te confieso que sin ti no se seguir.

Luz en el camino tu eres para mi.



Desde que mi alma te vio.


Tu dulzura me envolvió.

Si estoy contigo se detiene el reloj.

Lo sentimos los dos el corazón nos hablo

Y al oído suave nos susurro


Śpiewał dalej, prowadząc wspaniały walc angielski. Ludmiła wpatrzona w jego oczy dołączyła się do niego.


Quiero mirarte


Quiero sonarte


Vivir contigo cada instante

Quiero abrazarte

Quiero besarte

Quiero tenerte junto a mi

Pues amor es lo que siento.

Eres todo para mi.



Ich głosy razem brzmiały fantastycznie. Muzyka emanowała z ich obojga. Gdyby ktoś potrzebował zobrazowania szczęścia i miłości, mógłby spojrzeć na nich, tańczących w deszczu. Adrian uniósł Ludmiłę w powietrzu i zakręcił nią. Ich taniec wyglądał jak poezja. Idealnie stawiane kroki, czyste dźwięki - to jak pięknie dobrane słowa na czystej papeterii. Tyle obrotów, tyle piruetów, ta dwójka nie tańczyła w ten sposób na codzień, a wyglądało to, jakby przed chwilą wygrali wojewódzki konkurs tańca towarzyskiego.


Quiero mirarte

Quiero sonarte



Vivir contigo cada instante

Quiero abrazarte

Quiero besarte

Quiero tenerte junto a mi

Tu eres lo que necesito.

Pues lo que siento es


Amor


Na te słowa Adrian przybliżył Ludmiłę do siebie. Dzieliły ich tylko centymetry. Blondynka zbliżyła się. Czuli swoje oddechy na sobie. Adrian delikatnie uniósł kąciki swych ust, tworząc uśmiech. Przysunęli swoje usta do siebie i połączyli je w pocałunku. Co prawda przestali tańczyć, ale ich usta tańczyły osobny taniec. Taniec miłości, ich pierwszy, niezapomniany i wspaniały pocałunek. Jak z filmu romantycznego, który kończył się happyendem. Ich usta rozdzieliły się na chwilę, by Adrian szepnął jej

-Kocham Cię.

Odgarnął jej mokre włosy za ucho i ujrzał jej lśniący uśmiech. Oblizała swoje czerwone usta i pocałowała go namiętnie. Zaplotła swoje dłonie na jego karku, przeczesując jego włosy. Zakochała się, bez pamięci.


***


-Ale burza! -powiedziała Francesca, siedząc przy oknie i rozczesując swoje włosy. -Co robimy? Głupio tak marnować przedostatni wieczór w Madrycie. -westchnęła.

Violetta leżała na łóżku i pisała w pamiętniku.

"Ostatnie dni należą do najwspanialszych w moim życiu! Występ, świetne lekcje w studio, miło spędzony czas z przyjaciółmi i słodkie chwile z Leonem... Szkoda, że musimy wyjeżdżać. Tak bardzo chcę tu zostać i zatrzymać czas, choć na chwilę! Dobrze, może na dwie. Myślę, że ja i Leon już nie będziemy się sprzeczać. Wyjaśniliśmy sobie wszystko i do każdej sytuacji podchodzimy spokojnie. Teraz nam się musi udać! Francesca i Marcelo muszą się rozstać na dwa tygodnie. Współczuję jej, nie wiem co ja bym zrobiła bez Leona! Camila i Maxi to zakochane gołąbeczki, wszędzie chodzą razem. Niestety nie wiem co z Natalią, ostatnio dziwnie pochmurna... Mimo tego, wszyscy miło spędziliśmy czas i nie ukrywam, że będę płakać, żegnając Madryt. Teraz tylko występ końcowy w studio, zielona noc i wylot do Buenos Aires! Tam też czeka mnie wiele przygód."


Camila czytała jakieś czasopismo, wydając z siebie na zmianę dźwięki zachwytu lub oburzenia.

Strzelił kolejny piorun, gdzieś daleko, za ich ulubionym parkiem. Jednakże na tyle blisko, by Viola schowała głowę pod kołdrę z piskiem. Od dziecka bała się burzy. Kiedyś bawiła się na wzgórzu razem z mamą, miała może z cztery latka? Zaczęła tańczyć i śpiewać, jak najlepiej potrafiła. Wirowała, a wiatr pieścił jej twarzyczkę. Jej słodka sukienka unosiła się do góry, a ta chichotała. Marija wyciągała właśnie aparat z torebki, by zrobić małej parę zdjęć. Niestety jej ukochana, skórzana torba miała za dużo kieszeni, więc potrzebowała ponad minuty na odnalezienie fanta. W tym czasie mała Violetta wybiegła na urwisko i zobaczyła, jak nieopodal jej strzela piorun, prosto w ciężarówkę, która stała na poboczu pola. Na szczęście była pusta, kierowca zniknął gdzieś w oddali. Gdyby był w środku... Ah, lepiej nie myśleć. Ten piorun wystraszył Violettę na tyle, że pobiegła do mamy, schowała się pod spódnicą i zaczęła płakać. Od tamtej pory Violetta panicznie boi się burzy.

-Halo, dziewczyny! -krzyknęła Fran, momentalnie zwracając na siebie uwagę.

-Co? -spytała Viola, wychylając same oczy znad kołdry.

-Jesteśmy wszystkie w słodkich piżamkach... Co myślicie o piżama party? -roześmiała się Fran.

Szczotkę, którą trzymała w dłoni przyłożyła do ust. Zawadiacko uśmiechnęła się i oznajmiła:

-Karaoke dziewczyn z Argentyny rozpoczyna się za: trzy, dwa, jeden!

Wskoczyła na łóżko i podskakiwała, śpiewając do szczotki, imitującej mikrofon. Violetta wychyliła całą twarz, by zobaczyć, co znów wymyśliła przyjaciółka i usłyszała pierwsze słowa znanej im piosenki.


Si es por amor

todo sera verdadero



(uuuuuuuuu)

Esta es mi vida y no la quiero cambiar

Al fin encontre mi lugar

Pero sueno un amor sincero

Alguien que me pueda amar


Yo me conozco y siempre encuentro la manera

No importa cuando y dónde sea

En mi juego esta claro el reglamento

Cuanto lo siento


Violetta sięgnęła po dezodorant, który stał na jej szafce nocnej i przeskoczyła na łóżko Francesci. Tańczyły już we dwie w rytm "Si es por amor".


Yo tengo un plan siempre

Que te envuelve dulcemente



Yo tengo

Sólo amor para dar


Pero si es por amor

Todo sera verdadero

Si es por amor

Doy todo lo que soy

(ooo)

Mi corazón

Es todo lo que yo tengo

Gane y perdi

Nunca me rendi

Porque soy asi

Uoh uoh

(na na na na na na na, na na na na na na na)


Camila doskoczyła do dziewczyn, które poniosły się muzyce. Wygłupiały się, tańczyły, szalały. Jak dawno nie spędziły wieczoru tylko we trójkę!


Si me enamoro, estaras siempre en mi camino

Bloqueando mi destino



Somos de mundos demasiado diferentes

Es tan evidente


Yo sólo busco ser feliz con quieb me cuide

Que me proteja y no me olvide

y que me ayude a encontrar lo que yo sone

Mi felicidad


Ich ciała wyginały się do melodii znanej im piosenki. Śmiały się, naśladowały znanych artystów albo parodiowały śpiew niektórych ze swoich przyjaciół. Wesołe uśmiechy towarzyszyły im przez całą piosenkę. Szykowało się niezapomniane piżama party!





***Następnego dnia, w studio***


-Kochani, słyszałam, że piosenkę macie już przećwiczoną... Pablo mi opowiadał, jakie imponujące show przedstawiliście na rynku! Jestem z was dumna! -oznajmiła Andrea, nauczycielka śpiewu. -Rozśpiewajmy się proszę. Za dwie godziny żegnacie studio występem końcowym, więc proszę o skupienie! -zarządziła kobieta stukając batutą o stojak na nuty. -I raz, i dwa, i trzy! Powtarzacie za mną. Mimimimimi!

-Mimimimimi! -klasa posłusznie powtarzała.

-Teraz wyżej! Mimimimimi! -śpiewała nauczycielka.

Wszyscy podekscytowani spoglądali na siebie. To miał być ich ostatni występ w Hiszpanii. Ich ostatnia doba w tym cudownym miejscu!

Nagle do sali śpiewu wbiegł Pablo.

-Dzień dobry dzieci. -powiedział z trudem łapiąc oddech.

-Coś się stało? -spytali.

-Nie... W sumie to tak. Uh! -odetchnął. -Biegłem jak najszybciej mogłem, żeby wam to powiedzieć. Kochani! Niestety Wasz jutrzejszy lot się nie odbędzie. -zrobił skwaszoną minę.

-Co?! -wszyscy zdziwieni popatrzyli po sobie.

-Został odwołany. Musicie wylecieć dzisiaj, wybaczcie.

Na tę wiadomość w klasie zapadła cisza.



***
Cześć!
Podobał Wam się nowy rozdział? Chciałam oddać jak najwięcej szczegółów i idealnie opisać wszystkie emocje. Zaskoczyło Was zakończenie? Co sądzicie o romantycznej randce Admiły? Co myślicie o zakończeniu związku Toty? Nieźle Was zrobiłam z Germangie, nie? :D Z tego jestem bardzo dumna!
Leonetty nie ma, ale jest słodkie piżama party. Może być?
Piszcie swoje wyobrażenia i propozycje na nowy rozdział!

 CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Dziękuję za Waszą aktywność pod ostatnim rozdziałem! Niestety nie osiągnęliście wyzwania, ale komentarze były bardzo miłe i długie - za co bardzo Wam dziękuję!

WYZWANIE = 50 KOMENTARZY

To nie jest limit! Nawet, gdy nie osiągniecie 50 komentarzy, pojawi się rozdział. Jednak, gdy wyzwanie podejmiecie i osiągniecie tę liczbę, będziecie mogli wybrać jakąś nagrodę sami (np. wprowadź Diego do opowieści, połącz Toty z powrotem, dawaj zdjęcia, nie tylko gify). Ja umieszczę Wasze propozycje w ankiecie, a Wy będziecie mogli zagłosować na najciekawszą formę nagrody, która zostanie Wam przyznana po głosowaniu! Podejmujecie się wyzwania? :)

Buziaki,
Zuzka.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział 55



Przez łzy widziała tylko ciemne włosy i lśniący uśmiech. Pospiesznie wytarła mokre ślady na policzkach i poprawiła swoje loki.

-Tak? -posłała sztuczny uśmiech.

-Coś się stało? -zatroskany chłopak założył jej włosy za jej ucho.

Ludmiła powoli się uspokajała. Przełykała ślinę prawie cały czas, próbując wyrzucić z myśli Adriana. Kiedy usłyszała ten męski głos, wystraszyła się, że to on. Nie. Jej oczy ujrzały Tomasa, chłopaka jej najlepszej przyjaciółki. Uśmiechnęła się pod nosem. Kto by pomyślał, że Naty znajdzie sobie chłopaka szybciej od niej? Nikt. Nikt! Mimo tego Ludmiła cieszyła się z jej szczęścia. Co prawda, dziewczyny oddaliły się od siebie, ale wciąż łączyła je niewidzialna więź, której choćby nie wiadomo co, nie potrafiły zerwać. Więź przyjaźni, składająca się z ich wspólnych wspomnień. Ludmiła pomyślała, ile wspomnień Natalia dzieli z Tomasem. Podniosła wzrok po raz kolejny i ujrzawszy Tomasa i jego piękne oczy, przypomniała sobie Adriana. Ile wspomnień ona dzieli z nim? 


-Ludmiła, wszystko w porządku? -dziewczyna pochłonięta swoimi myślami nie zwracała uwagi na zmartwionego Tomasa.

-Tak. Znaczy nie. W sumie to tak... Zaraz wrócę. -blondynka poklepała przyjaciela po ramieniu i wstała z ławki.

Tomas znieruchomiały podążał wzrokiem za Ludmiłą, nie rozumiejąc niczego z poprzednich kilku minut.

-To będą najcudowniejsze dwa dni mojego życia! -Ludmiła nie bacząc na przechodniów, wykrzyczała swoje myśli.

Wymijała ludzi na chodniku tanecznym krokiem, wyglądało to, jakby zaraz miała odlecieć. Odlecieć w przestworza, do krainy, gdzie już nigdy nie rozstanie się z Adrianem. Tak bardzo pragnęła spędzić dwa ostatnie dni u jego boku jak najlepiej.


***

Francesca spięła wszystkie mięśnie jak najbardziej potrafiła. Nie ukrywała, Marcelo ją przestraszył. Schowała twarz w jego torsie i mocno zacisnęła powieki. Obawiała się najgorszego: gdy otworzy oczy, będą leżeć na środku ulicy przejechani przez auto lub jeszcze gorzej! Poczuła, że jej chłopak powoli odsuwa się od niej. Wbiła swoje paznokcie w jego ciało i usłyszała cichy jęk. Nie chciała oddalać się od siebie. Nawet jeśli auto ich przejechało, chce do końca swych chwil być wtulona w Marcelo.

-Francesca, to boli. -usłyszała.

-Nie puszczę Cię. Nie mam nogi czy ręki? -jej usta trzęsły się ze strachu.

-Co?! -Marcelo zaśmiał się.

Francesca powoli otworzyła jedno oko i spojrzała wokół siebie. Stali na środku chodnika przytulając się do siebie. Nic się nie stało. Ludzie mijali ich, co chwilę potrącając. Żadne auto nie rozbiło się na drodze. Ona i on mieli wszystkie kończyny.

-Uważaj, bo zgubisz się w moim sercu.
-Marcelo!-krzyknęła brunetka uderzając go w klatkę piersiową.

Nie przyłożyła większej wagi do romantyzmu sytuacji, bardzo się przestraszyła. Musiała na chwilę ochłonąć, więc przeszła kilka kroków. Czuła, jak stres i adrenalina opadają od czubka głowy, aż po palce u stóp. Dopiero po chwili dotarło do niej, co powiedział Marcelo. Zatrzymała się kilka kroków przed nim i obróciła się. Stał w tym samym miejscu, co wcześniej, podążając za nią wzrokiem. Francesca podbiegła do niego, zaplatając swoje ręce wokół jego szyi.

-Nie strasz mnie już! -pocałowała go w nos.

***

-Halo?

-Adrian? -Ludmiła wyszeptała jego imię do słuchawki.

-Niestety nie ma mnie teraz przy telefonie. Zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału, może kiedyś odsłucham. BIP

Emocje opadły. Uśmiech zniknął z twarzy, a skrzydła, które jakby przed chwilą wyrosły, wrosły się z powrotem. Nogi stały się ciężkie, nie chciały oderwać się od ziemi i biec przed siebie, a oczy widziały wszystko w ciemnych barwach.

Bip bip bip bip


-Durny telefon! -krzyknęła Ludmiła, próbując wydostać telefon z dna torebki. O mało nie spadł jej na ziemię, przy wyciąganiu go. Na szczęście na czas kliknęła zieloną słuchawkę. -Halo, Adrian? -spytała z głosem pełnym nadziei.
-Dzwoniłaś, wszystko w porządku?
-Spotkajmy się... To znaczy, czekam w parku, bądź za chwilę! -powiedziała. -Pa!-dodała i rozłączyła się.

Ludmiła usiadła na ławce i rozejrzała się wokół. Promienie słońca pieściły jej twarz. Dostrzegła, że opaliła się przez ten miesiąc. Miała teraz oliwkową skórę, która delikatnie brązowiała. W przeciwieństwie do wszystkich dziewczyn ze studia, Ludmiła wolno się opalała. To wszystko przez jej czeskie korzenie. Po prababce miała bladą skórę i lśniące blond włosy. Oczy odziedziczyła po tacie. To po nim miała ten charakterystyczny błysk w oku.

-Coś się stało? Biegłem ile miałem sił w nogach! -zmęczony Adrian usiadł przy Ludmile i wyjął wodę z plecaka. -Widzę, że cała i zdrowa. -zaczerpnął łyk wody. -O co chodzi?

-Nie pamiętam, czy wspominałam Ci o moim powrocie do Argentyny... -zaczęła niepewnie.

-Nic nie mówiłaś, kiedy wracacie? -niczego nieświadomy chłopak popatrzył prosto w oczy Ludmile.

-Pojutrze.

-Co?! -wrzasnął. -To niemożliwe. Pojutrze?! Zostały nam dwa dni! Dwa dni! To prawie nic, a chciałem Ci jeszcze tyle pokazać, tyle opowiedzieć...

-Dwa dni, to wcale nie jest tak mało! To czterdzieści osiem godzin pełnych szczęścia!

-Ludmiła, co potem?

-Przecież jest skype, facebook, telefon...

-Ludmiła, ale...

-Sprawmy, żeby te dwa dni były najpiękniejszymi i żebyśmy niczego nie żałowali. -posłała mu uśmiech, który rozpalił ogień w jego sercu.

-Dobrze! W takim razie... Zapraszam Cię na kolację, bądź gotowa dziś o dziewiętnastej. -Adrian wstał z ławki i puścił oczko do blondynki. -Do zobaczenia, Ludmiło.


***

Naty już jakiś czas myślała nad tą decyzją. Zastanawiała się, czy zrobi dobrze, czy nie popełni błędu. Naprawdę kochała Tomasa, jednak coraz mniej... Nie mieli ze sobą już takiego kontaktu jak wcześniej. Tomas oddalił się od niej, a ona, zakochana w nim, starała się wszystko naprawić, niestety bez skutku. Częste spacery i setki smsów powoli znikały. On nie miał czasu, a gdy miał, nie okazywał swojego zainteresowania. Natalia długo się wahała. Nikomu nie mówiła o swoich obawach, przemyśleniach i ewentualnym finiszu. Wolała tłumić to w sobie, nie chciała, by Tomas dowiedział się czegokolwiek od kogoś innego.Wierzyła jednak, że nagle wydarzy się coś niespodziewanego - jak w wszystkich bajkach Disneya, nagle Tomas pojawi się na białym rumaku i odjedzie z nią siną w dal. Marzyła o pocałunku ze swoim chłopakiem, ale ostatnimi czasy, czuła, że to nie to. Brunetka przywiązywała ogromną wagę do wszystkich czynności uczuciowych- trzymania się za ręce, przytulania, całusów, pocałunków, czułych gestów i słów. Gdy miłość znika, znika też chęć na jakąkolwiek z tej czynności. Rozważała wszystkie za i przeciw. Wyobrażała sobie, co będzie potem. Chciała być pewna, jak nigdy w życiu, tego, że postępuje dobrze. Dobrze ze sobą, że niczego nie będzie żałować. Wiedziała, że najbliższe dni będą okropne. Mimo tego, że to ona to zakończy, jej serce będzie złamane i nie będzie normalnie funkcjonować. Gdziekolwiek usłyszy jego imię, jej oczy zapełnią się łzami. Trudno będzie jej wspominać ich wspólne chwile, ale wiedziała, że nie może tego dłużej ciągnąć. To byłoby nie w porządku wobec samej siebie. Nikt nie powiedziałby, że to się zakończy. Gdy wszyscy się dowiedzą, będą w szoku, nic na to nie wskazywało. Wiedziała, że nie będzie biegać i wszystkim o tym rozpowiadać, ale prędzej, czy później ich znajomi się o tym dowiedzą. U boku Tomasa nie czuła się już szczęśliwa, ale zmarnowana, jakby to była kara. W miłości nie ma miejsca na takie uczucie. Natalia to wiedziała i podjęła decyzję.

-Tomas? -zaczęła. -Zależy Ci jeszcze na mnie?

-Czemu pytasz? -odpowiedział pytaniem na pytanie
-Mam wrażenie, że między nami ostatnio jest źle. -czuła gulę w gardle, ale już zaczęła, podjęła decyzję, nie może teraz przestać. Chciała to zakończyć. Teraz. -Uważam, że lepiej będzie, gdy to zakończymy.


***


-Camila, stęskniłem się trochę za Argentyną. -powiedział Maxi obracając piłeczkę w rękach.

-Za Argentyną? Nie przypadkiem za sokami z baru karaoke? -Camila uśmiechnęła się.

-Eh, rozgryzłaś mnie! Która jest godzina? -Maxi uniósł jedną brew znacząco.

-Hmmm... 15:42.

-Błąd! Godzina łaskotek! -Maxi rzucił się na Camilę i zaczął ją łaskotać.

Jej śmiech unosił się po całym pokoju. Rudowłosa bardzo nie lubiła łaskotek, potrafiła zabić - no dobrze, może nie zabić, ale przynajmniej doszczętnie pobić - tego, kto ją łaskotał. Dla Maxiego zrobiła wyjątek, opanowała swoje zabójcze odruchy.

-Kocham Cię, Camila. -Maxi pochylił się nad swoją dziewczyną i czule pocałował ją. 

Camila odwzajemniła pocałunek zaskoczona. To nie był ich pierwszy całus, ale był inny, taki magiczny. Poczuła jak motyle, które były w jej brzuchu już jakiś czas, roznosiły się po całym jej ciele. Zarumieniła się. Kiedy ostatni raz miała takie czerwone policzki? W przedszkolu, kiedy pani Alexia nazwała ją najgrzeczniejszą dziewczynką w całej grupie? Chciała by ta chwila - ten pocałunek - trwał wiecznie.


***

-Wyobrażasz sobie, że minął już prawie miesiąc? Ja wciąż nie potrafię tego zrozumieć. Ten czas tak szybko zleciał! -Violetta wyciągnęła walizkę, by powoli pakować swoje ubrania.

Leon czule na nią spojrzał. Miesiąc, to wcale nie tak dużo, ale też nie mało. Ile rzeczy się wydarzyło! Często się sprzeczali, ale nie pamiętali i nie chcieli tego pamiętać. Wspominali same piękne chwile, ich romantyczne randki, występy, wspólnie napisane piosenki. 

-Myślisz, że jutro będzie ciepło? Wbrew pozorom robi się coraz zimniej... -Violetta rozłożyła swoją szarą bluzę na łóżku, bacznie się jej przyglądając.

-Ogrzeję Cię moim ciepłem. -roześmiał się Leon.

-Ty?! Przecież to Ty masz zawsze zimne ręce! Wiesz co, nie spakuję jeszcze tej bluzy. Może się przyda. -uśmiechnęła się przekornie.

Europa trochę odmieniła tę parę. Z dala od swojej rodziny i obowiązków domowych znaleźli więcej czasu dla siebie. Wydorośleli. Stali się samodzielni. Ten miesiąc nauczył ich radzenia sobie w każdej sytuacji, bez pomocy innych. Nie chcieli prosić Pablo o pomoc, w końcu mieli skończone siedemnaście, a to do czegoś zobowiązuje. Za rok będą pełnoletni. Co jakiś czas, któremuś z nich przemykało to przez myśl, ale była to odległa przyszłość. Cała paczka starała się żyć teraźniejszością i czerpać korzyści z każdej chwili, nie myśląc o jutrze. To wspaniałe myślenie, jednakże miało to swoje wady.

-Leon, mam ochotę zrobić coś szalonego. -Violetta wrzuciła żółtą bluzkę do walizki i zawadiacko spojrzała na swojego chłopaka.

-Znam ten uśmieszek! Co masz na myśli?

Viola bez słowa wybiegła z pokoju, zabierając ze sobą gitarę. Leon powoli podniósł się z kanapy, na której siedział już trzydzieści... nie, czterdzieści minut. Jego kości zdążyły przyzwyczaić się do tej jednej pozycji, więc chłopak jęknął przy podnoszeniu swojego ciała. Na tą całą maskaradę stracił piętnaście sekund, Violetta zdążyła pobiec do sąsiedniego pokoju i wyciągnąć dwójkę swoich przyjaciół na zewnątrz. Biegła przed siebie z szerokim uśmiechem na twarzy, nie czekając na nikogo. Pytające spojrzenia Cami i Maxiego nie znalazły odpowiedzi, mimo to, przyjaciele podążali za Violettą. Pociągnęła ich w stronę wyjścia. Po drodze spotkała Francescę, którą wzięła pod ramię. Violetta narzuciła szybkie tempo, więc Leon musiał się sprężyć. Pomyślał o windzie, ale ona była szybsza nawet od niej. Dogonił ją dopiero przy recepcji. Wszyscy czuli, że Violetta chce zrobić coś pięknego, ten specjalny uśmiech - uśmiech numer dziesięć, jak to mówił Leon - nie towarzyszył jej na codzień. Camila pociągnęła za sobą Ludmiłę, która właśnie wchodziła do hotelu. Wszyscy zdyszeni, ale uśmiechnięci, pełni ciekawości, biegli za Violettą, która wybiegła na sam środek rynku w Madrycie. Rozejrzała się wokół i dostrzegła zdziwionych przechodniów i zaciekawionych przyjaciół, trzymających instrumenty. Zaczęła śpiewać i grać na gitarze.


Euforia!!! Te da la gloria, 

Grita!!! La gente grita, 

Canta!!! Siente la euforia, 

Porque asi queremos cantar... 

Euforia!!! Te da la gloria, 

Grita!!! La gente grita, 

Canta!!! Siente la euforia, 

Porque asi queremos cantar...



Po chwili dołączyli do niej pozostali. Maxi zaczął tańczyć i beatbitować, Camila stukała na bębenkach, a Leon grał razem z Violettą na gitarach. Tylu ludzi zatrzymywało się, by zobaczyć to zjawiskowe show nieznajomych. Około drugiej zwrotki, otoczyła ich taka grupa ludzi, że niektórzy skakali, by zobaczyć ich twarze. Viola zauważyła smutne spojrzenie Francesci, ale nie straciła uśmiechu z twarzy. Tanecznym krokiem podeszła do przyjaciółki. Dzisiejszy incydent z ukradzioną piosenką już prawie wyleciał Fran z głowy, gdyby nie to, że teraz śpiewali właśnie ten utwór. Widziała te piorunujący wzrok w kierunku Ludmiły. Odłożyła na chwilę gitarę i nie przestając śpiewać złapała Fran i Ludmi za ręce. Splotła ich dłonie w ramach rozejmu i posłała im obu promienny uśmiech. Dziewczyny nieśmiało popatrzyły na siebie i roześmiały się. Ta kłótnia poszła w niepamięć, liczyła się euforia, która ich ogarniała!

Ya se donde quiero ir, 
Ya tengo claro que quiero decir, 
Es un estado que me hace bien,
Biene de golpe me vas a entender. 


Ahora te toca a ti, 
Ya tienes claro que debes decir,
Esa alegria y ese bienestar, 
Van convirtiendo esa Superstar. 


Euforia!!! Te da la gloria, 
Grita!!! La gente grita, 
Canta!!! Siente la euforia, 
Porque asi queremos cantar... 
Euforia!!! Te da la gloria, 
Grita!!! La gente grita, 
Canta!!! Siente la euforia, 
Porque asi queremos cantar...


***

-Dzień dobry! -Valencia schodziła po schodach ogromnego domu państwa Castillo.

Rozejrzała się, ale o dziwo nie usłyszała odzewu. Może jeszcze śpią, pomyślała. Przeszła na paluszkach przez pięknie urządzony salon, prosto do kuchni. Poczuła zapach tostów i jajek sadzonych. Zaraz, zaraz, czy to bekon? Valencia przyspieszyła kroku i wpadła do kuchni. Jej oczom ukazało się zdziwienie... kuchnia była pusta. Jajka się smażyły, bekon już był na talerzu, a tosty jeszcze były w tosterze. Valencia mimochodem rzuciła się na jedzenie, nie chciała by się przypiekło. Najwyraźniej ktoś o nim zapomniał.

-Dzień dobry! -powtórzyła. Może nikt jej wtedy nie słyszał?

-Ah, dzień dobry, dzień dobry. -do kuchni weszła Olga. -Wyszłam tylko na sekundkę, a już zaczęło się przypiekać!

-Już myślałam, że tylko ja jestem w domu. -westchnęła Valencia.

-W sumie to nie widziałam jeszcze pana Germana... Może jeszcze śpi? Nie, to do niego niepodobne. Ranny ptaszek z tego mojego szefa! -roześmiała się gosposia. -Ramalo pojechał załatwić parę spraw do biura.

-Angie...?

-Angie chyba jest u siebie, ale nie wiem, nie sprawdzałam... Tak jak pana Germana, nie widziałam jej od wczoraj. Wygląda na to, że szykuje się babski dzionek! Manicure, pedicure, może jakieś zabiegi kosmetyczne, hę? -proponowała Olga.

-Nie, dziękuję. -Valencia uśmiechnęła się i nałożyła swoją porcję jajek na talerz. -Wiesz Olgo, głowa mnie zaczyna boleć i coś czuję, że migrena się szykuje... Może innym razem? -dołożyła bekonu i oparła się o blat.

Olga kiwnęła głową i serdecznie uśmiechnęła się. Szatynka wzięła śniadanie do swojego pokoju na górę. German nie wstał na śniadanie? Musiało coś się stać. Stwierdziła, że odłoży jajka na potem, bekon też poświęci, koniecznie chciała wiedzieć, czy wszystko w porządku. Valencia wiedziała, że ich relacja jest na takim etapie, że mogą sobie mówić wszystko. Zaczęło się niewinnie, ale czuje, że naprawdę pokochała tego biznesmena. Co prawda nie znała go zbyt długo, ale serce podpowiadało jej, że to jest on. Ten jedyny.

-Puk, puk! -naśladowała dźwięki stukania do drzwi.

Nachodziły ją najczarniejsze myśli. Jeśli Angie i German... Nie! Za tymi drzwiami był tylko German, na pewno zasnął ze zmęczenia, ostatnio ma tyle spraw na głowie... Angie była w innym pokoju, nie z nim, nie z jej Germanem! 

-Już otwieram! -usłyszała damski głos za drzwiami i zemdlała.

***

Witajcie!
Po bardzo długiej przerwie (aż 9 miesięcy!) postanowiłam coś napisać. Nie oglądam już Violetty, nie interesuje mnie ten serial, znudził mi się i wydoroślałam. Jednakże serial a moje opowiadanie to coś innego. Do opowiadania się przywiązałam, a pisanie mnie pasjonuje, to jest moje dzieło i nie zostawię go ot tak! Jak mogłabym też zostawić Was? Moich kochanych czytelników, którzy zawsze są przy mnie i nigdy się nie poddają!
Będę dla Was pisać - postaram się jak najdłużej, ale Wy dajcie znać, że czytacie, że mam dla kogo tworzyć!
Dlaczego wróciłam? Namawialiście mnie: ciągłe komentarze, pytania na asku, e-maile zachęciły mnie do powrotu. Bach! Jestem i zapraszam do czytania, komentowania, pytania bohaterów, zapisywania się do zakładki INFORMOWANI, dawania pomysłów, inspiracji i zapraszania na swoje blogi (proszę pamiętać, że komentarz nie składa się z samego "zapraszam", ale również zdania o danym rozdziale, blogu...)!

Mam plany na ogromne zmiany! ANGIE już dokonała wyboru (w mojej głowie), domyślajcie się jakiego :) Widzicie, że Toty się rozpada, jak teraz połączę bohaterów? Według Waszych próśb i moich zamysłów, piszcie swoje przemyślenia! Myślicie, że Ludmi i Adrian przetrwają związek na odległość czy go zakończą? Podobała się Leonetta? Ja jestem dumna z działu o Francesce i Marcelo oraz o Tomasie i Naty. A Wy?

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Do następnego rozdziału!
REAKTYWACJA DZIAŁU ZAPYTAJ BOHATERA, ODPISUJĘ NA WSZYSTKO!

WYZWANIE = 50 KOMENTARZY

To nie jest limit, że kiedy wybije liczba 50 komentarzy, pojawi się nowy rozdział. To jest wyzwanie. Kiedy osiągniecie 50 komentarzy przed publikacją kolejnego rozdziału, czeka Was niespodzianka: możecie wybrać co chcecie! Na przykład: wprowadź Diego, niech Angie pozna kogoś nowego. Liczę na Was! W komentarzach piszcie czego oczekujecie, a ja umieszczę Wasze propozycje w ankiecie. Potem będziecie mogli zagłosować i wybrać najciekawszą formę nagrody, która na pewno będzie Wam przyznana. Do dzieła!

Buziaki,
Zuzka.

PS: Głosujcie w ankietach!

EDIT: Kolejny rozdział już gotowy, ale widzę, że wciąż Was mało, więc poczekam... :D <wredna ja>

czwartek, 7 listopada 2013

Rozdział 54


-Jak to TY ją napisałaś? -Andrea podejrzliwie spojrzała na dziewczynę.

Brunetka o średniej długości włosów skrzywiła usta w grymas. Niechętnie spojrzała swoimi brązowymi oczami na Ludmiłę i odwróciła głowę. Jej słodka bandamka idealnie pasowała do żółtej sukienki, którą miała na sobie. Dziewczyna założyła ręce na siebie i znów rzuciła spojrzenie na nauczycielkę.

Tak, macie rację, to Francesca.

-Ja napisałam tą piosenkę, to są moje słowa! -Francesca ledwo panowała nad złością.

Ludmiła odwróciła wzrok i patrzyła przez okno, udając, że nic ją nie obchodzi zdanie jakiejś tam Francesci. Blondynka odrzuciła włosy na plecy i zmrużyła oczy próbując zobaczyć więcej za oknem. W sumie... Nie było tam nic interesującego. Ogromne drzewo z pomarańczami zasłoniło jej cały obraz - czyli równie interesujący chodnik.

-Ludmiło, - zaczęła nauczycielka - możesz to wyjaśnić? -spytała spokojnie.

Ludmiła przygryzła wargę. Jeszcze zaledwie tydzień temu Ludmiła udawałaby, że płacze i skłamałaby, że przypadkowo znalazła tę kartkę na korytarzu i ją sobie przywłaszczyła. Znając tą inteligentną blondynką, na pewno ubrałaby to w ładniejsze słowa. Jednak... Ludmiła zmieniła swoje poglądy przez ten czas. Może nie zmieniła swojego stylu czy muzyki, której słucha, ale zmieniła sposób w jaki podchodzi do różnych rzeczy.

Spojrzała niewinnie na Francescę i powiedziała pod nosem zwykłe 'przepraszam'. Tak mało, a tak wiele. Fran patrzyła na koleżankę z odrazą, niechęcią. "W końcu Ludmiła to gwiazda, dlaczego kradnie piosenki takiej szarej myszce jaką jestem ja?!"- śmiała się w duszy.

-I na co mi teraz twoje przepraszam? -spytała brunetka patrząc prosto w oczy Ludmiły.

Ludmiła unikała wzroku Francesci udając, że szuka czegoś między kartkami.

Całą sytuację z boku oglądała klasa i nauczycielka, więc nie były same... Nie mogły sobie pozwolić na wszystko.

-Na co?! -powtórzyła. -Tą piosenkę chciałam pokazać później, pisałam ją nie po to, żeby pokazać to tutaj, w takiej sytuacji, a ty... Zniszczyłaś to. Po prostu zdeptałaś mój plan. Chciałam zaśpiewać ją na akademii pożegnania uczniów z Buenos Aires, ale teraz nie mam co pokazywać. -Fran zacisnęła zęby.

-Francesca, po prostu... -blondynka wydusiła tylko trzy słowa.

-Po prostu co?! Ukradłaś mi ją. I teraz moje założenia legły w gruzach. Wszystko przez ciebie. Znaczy... "dzięki" tobie. -Fran chciała wybiec z klasy, ale pomyślała, że zostanie. Niech Ludmiła czuje się niezręcznie, okropnie, tak... Źle.

Nowa Ludmiła rozpłakałaby się, podbiegła do Francesci i przytuliła ją prosząc o wybaczenie. Niestety w nowej Ludmile pozostała cząstka starej. Dziewczyna podeszła bliżej i zaczęła swoją kwestię.

-Oh, jak mi przykro, Fran! Nie chciałam tego zrobić, to jakoś... Ja nawet nie wiem jak do tego doszło! -sztucznie zapłakała i wtuliła się w ramię brunetki. -Ale... Ale przyznasz, że zaśpiewałam to genialnie, prawda? -uśmiech nie znikał jej z twarzy. Francesca nie potrafiła już odróżnić nawet czy jest szyderczy czy szczery i prawdziwy, przepraszający.

-Dobrze, dziewczyny! Porozmawiacie po lekcji, a ze względu na zaistniałą sytuację chciałabym wam zaprezentować piosenkę, którą wysłała mi Angie. Przejdźmy do niej, już wam ją zaśpiewam! Dzisiaj zaczniemy ją przerabiać, a gdy wrócicie do Argentyny zajmie się tym Angie.-Andrea w odpowiednim czasie przeszkodziła dziewczętom. Niektórzy mogliby powiedzieć, że posłali sobie piorunujące spojrzenia, że czuć było te błyskawice pomiędzy nimi. -Dobrze, piosenka nazywa się Euforia. W tym zadaniu - z tego co napisała mi Angie - będzie chodziło o waszą współpracę i idealną spójność głosów. Najczęściej będziecie śpiewać razem, refren śpiewacie razem, a zwrotki solo, ale równie często w grupach na przykład trzy osobowych. Myślę, że sobie poradzicie. Teraz niech zabrzmi euforia! -zaśmiała się nauczycielka i zagrała pierwsze dźwięki piosenki śpiewając pięknym, melodyjnym głosem.


Ya se donde quiero ir,
Ya tengo claro que quiero decir
Es un estado que me hace bien,
Biene de golpe me vas a entender.
Ahora te toca a ti,
Ya tienes claro que debes decir,
Esa alegria y ese bienestar,
Van convirtiendo esa Superstar.
Ya siento la energia,
Que buena compañia,
Se siente el escenario,
Y el grito necesario.
Euforia!!! Te da la gloria,
Grita!!! La gente grita,
Canta!!! Siente la euforia,
Porque asi queremos cantar...
Euforia!!! Te da la gloria,
Grita!!! La gente grita,
Canta!!! Siente la euforia,
Porque asi queremos cantar...
Mi talento me hacer ser quien soy,
Y esa euforia nace en mi interior,
Cuando me llega es tiempo de cantar,
Ya no hay quien me pare, quiero disfrutar.
Ya siento la energia,
Que buena compañia,
Se siente el escenario,
Y el grito necesario.
Euforia! Te da la gloria,
Grita! La gente grita,
Canta! Siente la euforia,
Porque asi queremos cantar...
Euforia! Te da la gloria,
Grita! La gente grita,
Canta! Siente la euforia,
Porque asi queremos cantar...
Euforia! Te da la gloria,
Grita! La gente grita,
Canta! Siente la euforia,
Porque asi queremos cantar...



W klasie zabrzmiały oklaski.


***Po lekcjach***

-Violetta, podobała ci się piosenka Angie? -Leon podszedł do swojej dziewczyny po lekcjach. Jako jedna z ostatnich opuszczała klasę.

Viola nie odpowiadała. Wciąż miała urazę do Leona. Czuła się z tym źle, ale zrozumiała, że cokolwiek teraz zrobi, będzie jeszcze gorzej. Podniosła tylko oczy i sztucznie uśmiechnęła się.

-Hmm... Coś mi tu nie gra. Pokłóciłaś się z Angie? -Leon jak gdyby nigdy nic drążył rozmowę. Wiedział, że to chodzi o niego, ale w sumie... Skąd? Viola nawet z nim o tym nie porozmawiała, więc ma prawo uważać, że nic się nie wydarzyło, prawda? W końcu... Co niby się takiego stało?

-Nie. -Violetta krótko odpowiedziała zapinając torebkę.

-Violetta, coś się stało? -Leon stanął przed szatynką i spojrzał jej prosto w oczy.

Znów zrobiło jej się ciepło w sercu i znów poczuła, że się rumieni. Tak bardzo tego nie chciała! Tak bardzo! Tak wyszło. On widział jej radość, jej czułość, a ona za wszelką cenę chciała ją ukryć. Niech to Leon cierpi, a nie ona!

-Idę do hotelu... Spieszę się, czy coś. -ucięła temat i udała się do dużych, zielonych drzwi.

Leon oparł się o drzwi i zagrodził Violettcie przejście.

-Violetta, co się dzieje?! -zdenerwowany już tą całą zabawą Leon zapytał wprost. -Od moich urodzin nie odzywasz się do mnie, jakby unikasz mnie. O co chodzi, Violetta, ja nie mam bladego pojęcia co znowu ci nie pasuje. -Leon wyrzucił z siebie wszystkie emocje. Taka była prawda. Violetta doprowadziła go tym do szału. Wyciągała pochopne decyzje, nie rozmawiała o tym co widziała, może coś źle zrozumiała? Nie, przecież ona nie będzie o tym rozmawiać, obrazi się i tyle! Leon już miał tego dość.

-Przecież masz inną. -Viola spojrzała niechętnie w prawo unikając spojrzenia chłopaka.

Myślała, że Leon zaraz zapewni ją: tak, mam, przykro mi, ale to koniec, tak wyszło, nie kocham cię i zdradzam cię od zawsze. W lepszym wypadku przytuli ją i wyjaśni, że sobie to ubzdurała, a potem przeprosi ją. Usłyszała jedynie... śmiech.

-Violetta, jaką inną, wytłumacz mi proszę, bo nie wytrzymam! -Leon prawie tarzał się po podłodze.

-Co w tym śmiesznego? -z trudnością wymówiła te słowa.

-Wszystko! Viola, ja naprawdę nie rozumiem twojej logiki. Widzisz mnie z jakąś dziewczyną i zamiast zapytać się mnie kto to, "nakryć na gorącym uczynku", obrażasz się i nie chcesz mi nawet powiedzieć o co! -roześmiał się. -Może podejmujesz zbyt pochopne decyzje? -teraz spoważniał.

-A ta brunetka to niby kto... Ta co stałeś z nią pod hotelem, przytuliłeś ją i tak świetnie bawiliście się razem... -Viola czuła się coraz bardziej głupio.

-To Elle, moja kuzynka. Violetta, wszystko z tobą dobrze? Robisz się coraz bardziej zaborcza i podejrzliwa. -Leon potrząsnął dziewczyną uśmiechając się szczerze.

Nie był na nią zły, był rozbawiony. Był rozbawiony całą zaistniałą sytuacją. On? Elle? Razem? O mało nie pękł ze śmiechu.

-Eh... No chyba, że tak. Teraz tylko mnie przeproś i będzie po sprawie. -Violettcie humor wrócił, postanowiła pogodzić się z Leonem.

Leon na początku uśmiechał się, ale potem mina mu zrzedła. Wytrzeszczył oczy i z niedowierzaniem patrzył na Violettę.

-Mam cię przeprosić?! Nie odwrotnie? -Leon zdziwił się nie na żarty. -Violetta, chyba sobie kpisz! -spojrzał prosto na sufit.

-Jak to takie trudne przeprosić, to to koniec! -Viola wybiegła z sali.

Leon oniemiały stał przed drzwiami. Nie potrafiło do niego dotrzeć to, że Viola przed chwilą z nim zerwała. Rzuciła go, bo nie chciał jej przeprosić za jej błąd?! Czy ona już do reszty oszalała?! Chłopak przeczesał swoje włosy i westchnął głęboko. Przysiadł na sąsiednim krześle i nagle usłyszał stukot obcasów.

-Nie idziesz? Przecież żartowałam, chodź już, stęskniłam się! -Viola zawiesiła mu się na szyi.

-To już tak nie żartuj, bo ja zgłupiałem przed chwilą. -Leon spojrzał na szatynkę.

-Przepraszam, że byłam taka zaborcza i podejrzliwa, ja naprawdę nie wiem co się ze mną dzieje, podejmuję chyba zbyt pochopne decyzje... -Viola złapała Leona za rękę i razem wyszli ze studia.

Mijali drzewa owocowe i kolejne barwne domy. Piękna i cudowna okolica idealna do spacerów.

-To prawda... Musisz coś z tym zrobić, bo kolejny etap twojej zaborczości będzie taki, że zamkniesz mnie w klatce i będziesz mnie ciągnąć na taczce za tobą! -roześmiał się chłopak.

-Kocham cię. -Viola zatrzymała się na środku chodnika i czule pocałowała Leona. On odwzajemnił jej pocałunek równie namiętnie.

Ich usta złączyły się jak partytura i tekst, tworzące razem zgraną, piękną i przyjemną piosenkę. Między nimi był żar, jakby ktoś rozpalił ognisko, wzniecił ogień pomiędzy ich ciałami. Ich wargi tańczyły swoją własną melodię, swój własny taniec, taniec pożądania. Kiedy odłączyli się od siebie, spojrzeli sobie w oczy.

-Już nigdy nie przestanę ci ufać. -Viola szepnęła cicho. -Nigdy. -dodała.


***Tymczasem***

-Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę! Znów zapomniałam tych okropnych nut do tej piosenki, jak ja teraz się przygotuję?! -Naty biegła w stronę studia, chciała zdążyć przed zamknięciem. -A jeśli już jest zamknięte? Co teraz?! -obawiała się.

Brunetka biegła w swoich zamszowych botkach po marmurowym chodniku. Jesienny wiatr rozwiewał jej włosy, a czerwone owoce drzew idealnie komponowały się z bluzką dziewczyny. Natalia nie patrzyła na światła drogowe, na auta przejeżdżające, teraz liczyła się tylko ona i kartka z nutami.

-Gdzie ona jest? -Naty w biegu sprawdzała po raz szósty czy nie ma jej w jej teczce.


***W tym samym czasie***

-Jest za pięć trzecia, a ja wciąż nie w hotelu! Camila mnie zabije, mieliśmy razem wyjść na miasto, a ja tak sobie znikam. -Maxi mamrotał coś pod nosem, pakując swojego laptopa w biegu. -Pięknie! Tylko cztery minuty, a do pokonania długa droga! Zadzwonię do Cami, że się spóźnię. -ściągnął plecak z ramion i szukał telefonu macając zeszyty, kartki, piórnik i całe wnętrze plecaka.

-Nie zdążę! -martwiła się Naty.

-Nie zdążę! -martwił się Maxi.

Nagle zderzyły się dwa światy. Maxi i Naty. Oboje wylądowali na chodniku, a nuty Naty rozsypały się.

-Ała, moja głowa. -Natalia dotknęła czoła i szybko masowała je.

-Ała, mój łeb. -stwierdził to inaczej Maxi.

-Przepraszam, że na ciebie wpadłem. -weszli sobie w zdanie wstając i zbierając kartki Natalii.

Spojrzeli sobie w oczy i uśmiechnęli się. To były sekundy, a płynęły tak długo. Szybko polubili się, choćby po jednym, ale wystarczającym spojrzeniu.

-Nigdy nie widziałem twoich oczu z tak bliska, są naprawdę śliczne. -powiedział Maxi, a Naty zachichotała. -Przepraszam cię, ale spieszę się, umówiłem się z Camilą i...

-Muszę iść. -dokończyła Naty za niego poprawiając kosmyk opadający jej na czoło. -Idź. -uśmiechnęła się szczerze. -Ja też uciekam, muszę zdążyć przed zamknięciem studia... -znowu posłała mu uśmiech.

-To... cześć! -radośnie pomachał koleżance i odszedł w inną stronę.


***Tymczasem***

German obudził się. "Dlaczego śnię o Angie?! Jestem z Valencią, to ona jest ze mną, naprawdę mi na niej zależy, dlaczego więc śnie o Angie?!" -German nie mógł żyć z tą myślą.

"Jej piękne blond włosy, promienny uśmiech, radosne spojrzenie i ciepły głos... Dość! German, to ciotka twojej córki, a ty masz swoją kobietę, nie myśl o innej!" -mężczyzna sam siebie odwodził od tych myśli. "Co ze mną nie tak?" -usiadł na brzegu łóżka i schował twarz w dłoniach przecierając oczy.

"Na pewno kocham Valencię, Angie to przeszłość. Ona będzie szczęśliwa z Pablem, a ja z Valencią... Chyba." -wstał z łóżka i podszedł do okna.

"Chyba" -powtórzył w myślach.


***Następnego dnia***

Ludmiła żyła chwilą. Adrian jest z nią już jedenaście godzin, czterdzieści trzy minuty i osiem sekund. Dziewięć sekund, dziesięć sekund... Blondynka nigdy nie była bardziej podekscytowana. Naprawdę zakochała się w Adrianie. To nie to co Marcelo, on... Po prostu jej się podobał. Do tego wykorzystała go. Adriana nie mogłaby wykorzystać, zależy jej na nim. Jego blond włosy i piękne, błękitne oczy śniły jej się całą noc. Nie mogła o nim zapomnieć, chciała śpiewać z radości! Najpiękniejsze było to, że Adrian prawił jej wiele komplementów, także kochał muzykę i uwielbiał jak Ludmi śpiewa oraz słuchał jej z zainteresowaniem. W końcu to wielka gwiazda, należy jej się to! Ah... Gdyby tak mogła się skupić, nie musiałaby zostać po lekcjach.

-Ludmiło, chciałabym, żebyś została po lekcjach. -poprosiła Milena po zakończonej lekcji. Blondynka zdezorientowana kiwnęła głową i poczekała w klasie. -Nie wiem co się dzieje, ale w ogóle mnie nie słuchasz! Zastanawiam się czy nie przydzielić twojej zwrotki innej osobie... -nauczycielka wskazała na kartkę z tekstem Euforii.

-Nie, nie! Przepraszam. Po prostu ostatnio nie umiem się skupić, bardzo mnie boli głowa. Ma pani może jakieś sprawdzone tabletki? -skłamała na poczekaniu.

-Ludmiło, wolę nie polecać ci hiszpańskich tabletek, w końcu za dwa dni wracasz do Argentyny, nie opłaca ci się kupować tabletki, po prostu ci dam te co mam. -Milena sięgnęła do torebki w poszukiwaniu białych lekarstw.

Nagle Ludmiłę olśniło.

Za dwa dni będzie w Argentynie, w swoim ukochanym domku, przy najlepszym basenie, w najukochańszym łóżku, w najsłodszym pokoju, z wytęsknioną rodziną. Tak bardzo się cieszyła! Znów przestała słuchać słowotoku Mileny. Ah, w końcu w domu!

Nagle jej serce stanęło (przynajmniej tak poczuła).

Będzie w Argentynie, a Adrian zostanie w Hiszpanii... Będą musieli się rozstać. Na zawsze.


***W tym samym czasie***

Już niedługo. Tylko dwa dni. Dwa dni i znów będzie mogła przytulić Violę najmocniej jak się da, znów będzie mogła patrzyć prosto w oczy Pablo i znów będzie czuć się dobrze. W końcu ten miesiąc udręki minął! Wiele się zmieniło, to prawda. Angie zadecydowała, że będzie lepiej, gdy German będzie z Valencią, a ona odkryje piękno skryte w sercu Pabla. Podobało jej się to wyjście, czuła, że tak będzie lepiej dla nich wszystkich. Teraz spacerowała po studiu, właśnie zakończyły się jej lekcje. Podeszła spokojnym krokiem do keyboardu i przejechała palcami po klawiszach. Potem rozbrzmiały pierwsze akordy ulubionej ostatnio piosenki Angie.


Si es que no puedes hablar
no te atrevas a volver
si te quieres ocultar
tal vez te podria ver
el amor que no sabe a quien y que
hablara si tu verdad
te abrazara otra vez

habla si puedes
grita que sientes
dime a quien quieres
y te hace feliz



Czuła się rozdarta. Tak bardzo czekała na przyjazd Pabla, a teraz... waha się. Uczucie dziwności rozprzestrzeniało się coraz bardziej, nie wiedziała czy robi dobrze, dając wolną drogę Valenci i Germanowi. Dzisiaj w nocy... Nie umiała spać. Cały czas wierciła się nie potrafiąc zasnąć, a z tego co słyszała, kiedy nie umiesz zasnąć, ktoś o tobie śni. Angie nie wierzyła we wszystkie zabobony, po prostu szukała rozwiązania - może to przez stres związany z ostatnimi dniami? W końcu u nich również gościli uczniowie z wymiany.

-Nareszcie zobaczę Violettę. -uśmiechnęła się radośnie.

Viola wciąż żyła bez świadomości, że Angie jest jej ciocią. Nie dowiedziała się o tym, bo kiedy? Przez wrzesień była w konflikcie z tatą, jesień rozpoczęła nowymi przygodami w studiu, nowymi doświadczeniami, potem ta wymiana... Angie postanowiła powiedzieć jej to w najbliższym czasie. Musi zebrać siły i wyznać prawdę siostrzenicy. Musi. Powinna. To jej zadanie.


***Wieczór***

Ludmiła siedziała samotnie w parku. Rozpaczała, to prawda. Dopiero co odkryła kogoś, kto jest naprawdę ważny, a już musi się z nim rozstawać. Nawet nie chciała o tym myśleć. Nucąc ulubione piosenki pod nosem próbowała uciec od tematu. Wpatrywała się w czerwony krzak rosnący obok próbując zapomnieć. Zapomnieć... Kolejne spotkanie z Adrianem byłoby zbyt bolesne. Nie chciała go zostawiać, ranić i żegnać się z nim, wolała... Nie odzywać się w ogóle. Podniosła wzrok ku niebu, hamując łzy.

-Ludmiła? -nagle usłyszała bardzo znajomy głos i odwróciła się.


***Tymczasem***


-Leon, chodź już, bo zaraz zamkną nam ten bar! -Viola stała u progu drzwi pokoju Leona i chłopaków.

-Już, już. -krzyczał zza rogu.

-Eh.. -westchnęła pod nosem.

Za chwilę mieli wychodzić na sok do baru - uwielbiali smak świeżych, hiszpańskich owoców. Oboje zawsze wybierali pomarańcze. Wspólne wyjście na sok do baru pozwalał im jeszcze bardziej zbliżyć się do siebie. Wtedy rozluźniali się, śmiali wspólnie i zagłębiali swoją relację poprzez szczerą i przyjemną rozmowę.

-Już jestem. -Leon znikąd pojawił się przed oczami dziewczyny.

-Jaki szykowny, no, no, no. -pochwaliła go łapiąc go za rękę. -Na odsiecz soków! -Viola promiennie wypowiedziała to zdanie.

-Z tobą zawsze. -złożył jej czuły pocałunek na czole.


***Wieczór***

-Francesca, o czym ty tak myślisz? Mówię do ciebie od jakiejś pół godziny, a ty w ogóle mnie nie słuchasz. -Marcelo zatrzymał się na środku chodnika i uniósł podbródek dziewczyny.

Jej czekoladowe oczy wpatrywały się w niego z ciekawością i niewinnością. Kochał je i ich właścicielkę.

Marcesca-Myślę o wyjeździe... Nie chcę stąd wyjeżdżać! Tu jesteś ty, tu są moi nowi znajomi, tu jest mój raj. Dlaczego muszę wracać! -Fran załkała.

-Francesca, ty znowu o tym? Przecież zobaczymy się za niedługo, wracasz do swoich starych znajomych i do rodziny no i raj masz też tam, w Buenos Aires. -Marcelo pogładził Fran po policzku.

-Marcelo, ja... -Fran popatrzyła mu prosto w oczy.

-Francesca, uważaj! -krzyknął Marcelo przysuwając do siebie bardziej dziewczynę.


***
Pisałam ten rozdział, bo miałam wenę. Taką ogromną, ale czasu brak! Zawsze jak znalazłam trochę czasu siadałam i pisałam. Wnosiłam wiele poprawek, by był najlepszy i by się wam spodobał ;)
I co? Udało się?
Piszcie swoje opinie!

KOCHANI!
Obiecałam Angie - jest.
Obiecałam Naxi - jest.
Może nie w takim wydaniu jaki chcecie, ale... jest :>
Angie będzie o wiele więcej jak wrócą, bo już mam wielkie plany wobec niej: będzie i Pangie i Germangie, kto zwycięży tego się dowiecie później :D
Caxi nie było, bo dziś nie miałam na nią ochoty, ale spokojnie - co wynika z rozdziału - wszystko u nich w porządku.
Leonetta - wszystko starałam się opisać i oddać w najdrobniejszych szczegółach, pojawia się nawet dwa razy w rozdziale :3
A Ludmiła? No, myślę, że będziecie zadowoleni, bo fragmenty dotyczące właśnie tej blondynki, najbardziej podobają mi się w tym rozdziale. Jak myślicie, kto ją zobaczył?
Zrobiłam mały konflikt między dziewczynami, jak myślicie, jak się potoczy?
No i piszcie swoje propozycje, co mogło się stać, że Marcelo krzyknął "uważaj" :P
Do tego mam pytanie: chcecie Toty (Tomas+Naty) w następnym rozdziale? Piszcie!
Nie chcę za wiele pisać, bo w końcu czytaliście rozdział :)

No i nagroda...
OSIĄGNĘLIŚCIE 55 KOMENTARZY!
PONAD SIEDEMDZIESIĄT!
Wybierzcie sobie nagrodę :3

Haha, spam pod ostatnim postem naprawdę mi poprawił humor, dzięki dziewczyny :*

No i... kolejne wyzwanie!
Tym razem:

WYZWANIE=60 KOMENTARZY

Robię to dla urozmaicenia, żebyście dostawali nagrody. Ta, która będzie pojawiała się najczęściej (np. więcej Pablo w rozdziałach, wprowadź Diego itd.) w komentarzach zostanie przyznana wam wszystkim - taki prezencik za trud jakim są komentarze :)

Buziaki,
Zuzka.

PS: Taka długość rozdziałów wam odpowiada? Nie wiem czy nie są za długie...