czwartek, 7 listopada 2013

Rozdział 54


-Jak to TY ją napisałaś? -Andrea podejrzliwie spojrzała na dziewczynę.

Brunetka o średniej długości włosów skrzywiła usta w grymas. Niechętnie spojrzała swoimi brązowymi oczami na Ludmiłę i odwróciła głowę. Jej słodka bandamka idealnie pasowała do żółtej sukienki, którą miała na sobie. Dziewczyna założyła ręce na siebie i znów rzuciła spojrzenie na nauczycielkę.

Tak, macie rację, to Francesca.

-Ja napisałam tą piosenkę, to są moje słowa! -Francesca ledwo panowała nad złością.

Ludmiła odwróciła wzrok i patrzyła przez okno, udając, że nic ją nie obchodzi zdanie jakiejś tam Francesci. Blondynka odrzuciła włosy na plecy i zmrużyła oczy próbując zobaczyć więcej za oknem. W sumie... Nie było tam nic interesującego. Ogromne drzewo z pomarańczami zasłoniło jej cały obraz - czyli równie interesujący chodnik.

-Ludmiło, - zaczęła nauczycielka - możesz to wyjaśnić? -spytała spokojnie.

Ludmiła przygryzła wargę. Jeszcze zaledwie tydzień temu Ludmiła udawałaby, że płacze i skłamałaby, że przypadkowo znalazła tę kartkę na korytarzu i ją sobie przywłaszczyła. Znając tą inteligentną blondynką, na pewno ubrałaby to w ładniejsze słowa. Jednak... Ludmiła zmieniła swoje poglądy przez ten czas. Może nie zmieniła swojego stylu czy muzyki, której słucha, ale zmieniła sposób w jaki podchodzi do różnych rzeczy.

Spojrzała niewinnie na Francescę i powiedziała pod nosem zwykłe 'przepraszam'. Tak mało, a tak wiele. Fran patrzyła na koleżankę z odrazą, niechęcią. "W końcu Ludmiła to gwiazda, dlaczego kradnie piosenki takiej szarej myszce jaką jestem ja?!"- śmiała się w duszy.

-I na co mi teraz twoje przepraszam? -spytała brunetka patrząc prosto w oczy Ludmiły.

Ludmiła unikała wzroku Francesci udając, że szuka czegoś między kartkami.

Całą sytuację z boku oglądała klasa i nauczycielka, więc nie były same... Nie mogły sobie pozwolić na wszystko.

-Na co?! -powtórzyła. -Tą piosenkę chciałam pokazać później, pisałam ją nie po to, żeby pokazać to tutaj, w takiej sytuacji, a ty... Zniszczyłaś to. Po prostu zdeptałaś mój plan. Chciałam zaśpiewać ją na akademii pożegnania uczniów z Buenos Aires, ale teraz nie mam co pokazywać. -Fran zacisnęła zęby.

-Francesca, po prostu... -blondynka wydusiła tylko trzy słowa.

-Po prostu co?! Ukradłaś mi ją. I teraz moje założenia legły w gruzach. Wszystko przez ciebie. Znaczy... "dzięki" tobie. -Fran chciała wybiec z klasy, ale pomyślała, że zostanie. Niech Ludmiła czuje się niezręcznie, okropnie, tak... Źle.

Nowa Ludmiła rozpłakałaby się, podbiegła do Francesci i przytuliła ją prosząc o wybaczenie. Niestety w nowej Ludmile pozostała cząstka starej. Dziewczyna podeszła bliżej i zaczęła swoją kwestię.

-Oh, jak mi przykro, Fran! Nie chciałam tego zrobić, to jakoś... Ja nawet nie wiem jak do tego doszło! -sztucznie zapłakała i wtuliła się w ramię brunetki. -Ale... Ale przyznasz, że zaśpiewałam to genialnie, prawda? -uśmiech nie znikał jej z twarzy. Francesca nie potrafiła już odróżnić nawet czy jest szyderczy czy szczery i prawdziwy, przepraszający.

-Dobrze, dziewczyny! Porozmawiacie po lekcji, a ze względu na zaistniałą sytuację chciałabym wam zaprezentować piosenkę, którą wysłała mi Angie. Przejdźmy do niej, już wam ją zaśpiewam! Dzisiaj zaczniemy ją przerabiać, a gdy wrócicie do Argentyny zajmie się tym Angie.-Andrea w odpowiednim czasie przeszkodziła dziewczętom. Niektórzy mogliby powiedzieć, że posłali sobie piorunujące spojrzenia, że czuć było te błyskawice pomiędzy nimi. -Dobrze, piosenka nazywa się Euforia. W tym zadaniu - z tego co napisała mi Angie - będzie chodziło o waszą współpracę i idealną spójność głosów. Najczęściej będziecie śpiewać razem, refren śpiewacie razem, a zwrotki solo, ale równie często w grupach na przykład trzy osobowych. Myślę, że sobie poradzicie. Teraz niech zabrzmi euforia! -zaśmiała się nauczycielka i zagrała pierwsze dźwięki piosenki śpiewając pięknym, melodyjnym głosem.


Ya se donde quiero ir,
Ya tengo claro que quiero decir
Es un estado que me hace bien,
Biene de golpe me vas a entender.
Ahora te toca a ti,
Ya tienes claro que debes decir,
Esa alegria y ese bienestar,
Van convirtiendo esa Superstar.
Ya siento la energia,
Que buena compañia,
Se siente el escenario,
Y el grito necesario.
Euforia!!! Te da la gloria,
Grita!!! La gente grita,
Canta!!! Siente la euforia,
Porque asi queremos cantar...
Euforia!!! Te da la gloria,
Grita!!! La gente grita,
Canta!!! Siente la euforia,
Porque asi queremos cantar...
Mi talento me hacer ser quien soy,
Y esa euforia nace en mi interior,
Cuando me llega es tiempo de cantar,
Ya no hay quien me pare, quiero disfrutar.
Ya siento la energia,
Que buena compañia,
Se siente el escenario,
Y el grito necesario.
Euforia! Te da la gloria,
Grita! La gente grita,
Canta! Siente la euforia,
Porque asi queremos cantar...
Euforia! Te da la gloria,
Grita! La gente grita,
Canta! Siente la euforia,
Porque asi queremos cantar...
Euforia! Te da la gloria,
Grita! La gente grita,
Canta! Siente la euforia,
Porque asi queremos cantar...



W klasie zabrzmiały oklaski.


***Po lekcjach***

-Violetta, podobała ci się piosenka Angie? -Leon podszedł do swojej dziewczyny po lekcjach. Jako jedna z ostatnich opuszczała klasę.

Viola nie odpowiadała. Wciąż miała urazę do Leona. Czuła się z tym źle, ale zrozumiała, że cokolwiek teraz zrobi, będzie jeszcze gorzej. Podniosła tylko oczy i sztucznie uśmiechnęła się.

-Hmm... Coś mi tu nie gra. Pokłóciłaś się z Angie? -Leon jak gdyby nigdy nic drążył rozmowę. Wiedział, że to chodzi o niego, ale w sumie... Skąd? Viola nawet z nim o tym nie porozmawiała, więc ma prawo uważać, że nic się nie wydarzyło, prawda? W końcu... Co niby się takiego stało?

-Nie. -Violetta krótko odpowiedziała zapinając torebkę.

-Violetta, coś się stało? -Leon stanął przed szatynką i spojrzał jej prosto w oczy.

Znów zrobiło jej się ciepło w sercu i znów poczuła, że się rumieni. Tak bardzo tego nie chciała! Tak bardzo! Tak wyszło. On widział jej radość, jej czułość, a ona za wszelką cenę chciała ją ukryć. Niech to Leon cierpi, a nie ona!

-Idę do hotelu... Spieszę się, czy coś. -ucięła temat i udała się do dużych, zielonych drzwi.

Leon oparł się o drzwi i zagrodził Violettcie przejście.

-Violetta, co się dzieje?! -zdenerwowany już tą całą zabawą Leon zapytał wprost. -Od moich urodzin nie odzywasz się do mnie, jakby unikasz mnie. O co chodzi, Violetta, ja nie mam bladego pojęcia co znowu ci nie pasuje. -Leon wyrzucił z siebie wszystkie emocje. Taka była prawda. Violetta doprowadziła go tym do szału. Wyciągała pochopne decyzje, nie rozmawiała o tym co widziała, może coś źle zrozumiała? Nie, przecież ona nie będzie o tym rozmawiać, obrazi się i tyle! Leon już miał tego dość.

-Przecież masz inną. -Viola spojrzała niechętnie w prawo unikając spojrzenia chłopaka.

Myślała, że Leon zaraz zapewni ją: tak, mam, przykro mi, ale to koniec, tak wyszło, nie kocham cię i zdradzam cię od zawsze. W lepszym wypadku przytuli ją i wyjaśni, że sobie to ubzdurała, a potem przeprosi ją. Usłyszała jedynie... śmiech.

-Violetta, jaką inną, wytłumacz mi proszę, bo nie wytrzymam! -Leon prawie tarzał się po podłodze.

-Co w tym śmiesznego? -z trudnością wymówiła te słowa.

-Wszystko! Viola, ja naprawdę nie rozumiem twojej logiki. Widzisz mnie z jakąś dziewczyną i zamiast zapytać się mnie kto to, "nakryć na gorącym uczynku", obrażasz się i nie chcesz mi nawet powiedzieć o co! -roześmiał się. -Może podejmujesz zbyt pochopne decyzje? -teraz spoważniał.

-A ta brunetka to niby kto... Ta co stałeś z nią pod hotelem, przytuliłeś ją i tak świetnie bawiliście się razem... -Viola czuła się coraz bardziej głupio.

-To Elle, moja kuzynka. Violetta, wszystko z tobą dobrze? Robisz się coraz bardziej zaborcza i podejrzliwa. -Leon potrząsnął dziewczyną uśmiechając się szczerze.

Nie był na nią zły, był rozbawiony. Był rozbawiony całą zaistniałą sytuacją. On? Elle? Razem? O mało nie pękł ze śmiechu.

-Eh... No chyba, że tak. Teraz tylko mnie przeproś i będzie po sprawie. -Violettcie humor wrócił, postanowiła pogodzić się z Leonem.

Leon na początku uśmiechał się, ale potem mina mu zrzedła. Wytrzeszczył oczy i z niedowierzaniem patrzył na Violettę.

-Mam cię przeprosić?! Nie odwrotnie? -Leon zdziwił się nie na żarty. -Violetta, chyba sobie kpisz! -spojrzał prosto na sufit.

-Jak to takie trudne przeprosić, to to koniec! -Viola wybiegła z sali.

Leon oniemiały stał przed drzwiami. Nie potrafiło do niego dotrzeć to, że Viola przed chwilą z nim zerwała. Rzuciła go, bo nie chciał jej przeprosić za jej błąd?! Czy ona już do reszty oszalała?! Chłopak przeczesał swoje włosy i westchnął głęboko. Przysiadł na sąsiednim krześle i nagle usłyszał stukot obcasów.

-Nie idziesz? Przecież żartowałam, chodź już, stęskniłam się! -Viola zawiesiła mu się na szyi.

-To już tak nie żartuj, bo ja zgłupiałem przed chwilą. -Leon spojrzał na szatynkę.

-Przepraszam, że byłam taka zaborcza i podejrzliwa, ja naprawdę nie wiem co się ze mną dzieje, podejmuję chyba zbyt pochopne decyzje... -Viola złapała Leona za rękę i razem wyszli ze studia.

Mijali drzewa owocowe i kolejne barwne domy. Piękna i cudowna okolica idealna do spacerów.

-To prawda... Musisz coś z tym zrobić, bo kolejny etap twojej zaborczości będzie taki, że zamkniesz mnie w klatce i będziesz mnie ciągnąć na taczce za tobą! -roześmiał się chłopak.

-Kocham cię. -Viola zatrzymała się na środku chodnika i czule pocałowała Leona. On odwzajemnił jej pocałunek równie namiętnie.

Ich usta złączyły się jak partytura i tekst, tworzące razem zgraną, piękną i przyjemną piosenkę. Między nimi był żar, jakby ktoś rozpalił ognisko, wzniecił ogień pomiędzy ich ciałami. Ich wargi tańczyły swoją własną melodię, swój własny taniec, taniec pożądania. Kiedy odłączyli się od siebie, spojrzeli sobie w oczy.

-Już nigdy nie przestanę ci ufać. -Viola szepnęła cicho. -Nigdy. -dodała.


***Tymczasem***

-Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę! Znów zapomniałam tych okropnych nut do tej piosenki, jak ja teraz się przygotuję?! -Naty biegła w stronę studia, chciała zdążyć przed zamknięciem. -A jeśli już jest zamknięte? Co teraz?! -obawiała się.

Brunetka biegła w swoich zamszowych botkach po marmurowym chodniku. Jesienny wiatr rozwiewał jej włosy, a czerwone owoce drzew idealnie komponowały się z bluzką dziewczyny. Natalia nie patrzyła na światła drogowe, na auta przejeżdżające, teraz liczyła się tylko ona i kartka z nutami.

-Gdzie ona jest? -Naty w biegu sprawdzała po raz szósty czy nie ma jej w jej teczce.


***W tym samym czasie***

-Jest za pięć trzecia, a ja wciąż nie w hotelu! Camila mnie zabije, mieliśmy razem wyjść na miasto, a ja tak sobie znikam. -Maxi mamrotał coś pod nosem, pakując swojego laptopa w biegu. -Pięknie! Tylko cztery minuty, a do pokonania długa droga! Zadzwonię do Cami, że się spóźnię. -ściągnął plecak z ramion i szukał telefonu macając zeszyty, kartki, piórnik i całe wnętrze plecaka.

-Nie zdążę! -martwiła się Naty.

-Nie zdążę! -martwił się Maxi.

Nagle zderzyły się dwa światy. Maxi i Naty. Oboje wylądowali na chodniku, a nuty Naty rozsypały się.

-Ała, moja głowa. -Natalia dotknęła czoła i szybko masowała je.

-Ała, mój łeb. -stwierdził to inaczej Maxi.

-Przepraszam, że na ciebie wpadłem. -weszli sobie w zdanie wstając i zbierając kartki Natalii.

Spojrzeli sobie w oczy i uśmiechnęli się. To były sekundy, a płynęły tak długo. Szybko polubili się, choćby po jednym, ale wystarczającym spojrzeniu.

-Nigdy nie widziałem twoich oczu z tak bliska, są naprawdę śliczne. -powiedział Maxi, a Naty zachichotała. -Przepraszam cię, ale spieszę się, umówiłem się z Camilą i...

-Muszę iść. -dokończyła Naty za niego poprawiając kosmyk opadający jej na czoło. -Idź. -uśmiechnęła się szczerze. -Ja też uciekam, muszę zdążyć przed zamknięciem studia... -znowu posłała mu uśmiech.

-To... cześć! -radośnie pomachał koleżance i odszedł w inną stronę.


***Tymczasem***

German obudził się. "Dlaczego śnię o Angie?! Jestem z Valencią, to ona jest ze mną, naprawdę mi na niej zależy, dlaczego więc śnie o Angie?!" -German nie mógł żyć z tą myślą.

"Jej piękne blond włosy, promienny uśmiech, radosne spojrzenie i ciepły głos... Dość! German, to ciotka twojej córki, a ty masz swoją kobietę, nie myśl o innej!" -mężczyzna sam siebie odwodził od tych myśli. "Co ze mną nie tak?" -usiadł na brzegu łóżka i schował twarz w dłoniach przecierając oczy.

"Na pewno kocham Valencię, Angie to przeszłość. Ona będzie szczęśliwa z Pablem, a ja z Valencią... Chyba." -wstał z łóżka i podszedł do okna.

"Chyba" -powtórzył w myślach.


***Następnego dnia***

Ludmiła żyła chwilą. Adrian jest z nią już jedenaście godzin, czterdzieści trzy minuty i osiem sekund. Dziewięć sekund, dziesięć sekund... Blondynka nigdy nie była bardziej podekscytowana. Naprawdę zakochała się w Adrianie. To nie to co Marcelo, on... Po prostu jej się podobał. Do tego wykorzystała go. Adriana nie mogłaby wykorzystać, zależy jej na nim. Jego blond włosy i piękne, błękitne oczy śniły jej się całą noc. Nie mogła o nim zapomnieć, chciała śpiewać z radości! Najpiękniejsze było to, że Adrian prawił jej wiele komplementów, także kochał muzykę i uwielbiał jak Ludmi śpiewa oraz słuchał jej z zainteresowaniem. W końcu to wielka gwiazda, należy jej się to! Ah... Gdyby tak mogła się skupić, nie musiałaby zostać po lekcjach.

-Ludmiło, chciałabym, żebyś została po lekcjach. -poprosiła Milena po zakończonej lekcji. Blondynka zdezorientowana kiwnęła głową i poczekała w klasie. -Nie wiem co się dzieje, ale w ogóle mnie nie słuchasz! Zastanawiam się czy nie przydzielić twojej zwrotki innej osobie... -nauczycielka wskazała na kartkę z tekstem Euforii.

-Nie, nie! Przepraszam. Po prostu ostatnio nie umiem się skupić, bardzo mnie boli głowa. Ma pani może jakieś sprawdzone tabletki? -skłamała na poczekaniu.

-Ludmiło, wolę nie polecać ci hiszpańskich tabletek, w końcu za dwa dni wracasz do Argentyny, nie opłaca ci się kupować tabletki, po prostu ci dam te co mam. -Milena sięgnęła do torebki w poszukiwaniu białych lekarstw.

Nagle Ludmiłę olśniło.

Za dwa dni będzie w Argentynie, w swoim ukochanym domku, przy najlepszym basenie, w najukochańszym łóżku, w najsłodszym pokoju, z wytęsknioną rodziną. Tak bardzo się cieszyła! Znów przestała słuchać słowotoku Mileny. Ah, w końcu w domu!

Nagle jej serce stanęło (przynajmniej tak poczuła).

Będzie w Argentynie, a Adrian zostanie w Hiszpanii... Będą musieli się rozstać. Na zawsze.


***W tym samym czasie***

Już niedługo. Tylko dwa dni. Dwa dni i znów będzie mogła przytulić Violę najmocniej jak się da, znów będzie mogła patrzyć prosto w oczy Pablo i znów będzie czuć się dobrze. W końcu ten miesiąc udręki minął! Wiele się zmieniło, to prawda. Angie zadecydowała, że będzie lepiej, gdy German będzie z Valencią, a ona odkryje piękno skryte w sercu Pabla. Podobało jej się to wyjście, czuła, że tak będzie lepiej dla nich wszystkich. Teraz spacerowała po studiu, właśnie zakończyły się jej lekcje. Podeszła spokojnym krokiem do keyboardu i przejechała palcami po klawiszach. Potem rozbrzmiały pierwsze akordy ulubionej ostatnio piosenki Angie.


Si es que no puedes hablar
no te atrevas a volver
si te quieres ocultar
tal vez te podria ver
el amor que no sabe a quien y que
hablara si tu verdad
te abrazara otra vez

habla si puedes
grita que sientes
dime a quien quieres
y te hace feliz



Czuła się rozdarta. Tak bardzo czekała na przyjazd Pabla, a teraz... waha się. Uczucie dziwności rozprzestrzeniało się coraz bardziej, nie wiedziała czy robi dobrze, dając wolną drogę Valenci i Germanowi. Dzisiaj w nocy... Nie umiała spać. Cały czas wierciła się nie potrafiąc zasnąć, a z tego co słyszała, kiedy nie umiesz zasnąć, ktoś o tobie śni. Angie nie wierzyła we wszystkie zabobony, po prostu szukała rozwiązania - może to przez stres związany z ostatnimi dniami? W końcu u nich również gościli uczniowie z wymiany.

-Nareszcie zobaczę Violettę. -uśmiechnęła się radośnie.

Viola wciąż żyła bez świadomości, że Angie jest jej ciocią. Nie dowiedziała się o tym, bo kiedy? Przez wrzesień była w konflikcie z tatą, jesień rozpoczęła nowymi przygodami w studiu, nowymi doświadczeniami, potem ta wymiana... Angie postanowiła powiedzieć jej to w najbliższym czasie. Musi zebrać siły i wyznać prawdę siostrzenicy. Musi. Powinna. To jej zadanie.


***Wieczór***

Ludmiła siedziała samotnie w parku. Rozpaczała, to prawda. Dopiero co odkryła kogoś, kto jest naprawdę ważny, a już musi się z nim rozstawać. Nawet nie chciała o tym myśleć. Nucąc ulubione piosenki pod nosem próbowała uciec od tematu. Wpatrywała się w czerwony krzak rosnący obok próbując zapomnieć. Zapomnieć... Kolejne spotkanie z Adrianem byłoby zbyt bolesne. Nie chciała go zostawiać, ranić i żegnać się z nim, wolała... Nie odzywać się w ogóle. Podniosła wzrok ku niebu, hamując łzy.

-Ludmiła? -nagle usłyszała bardzo znajomy głos i odwróciła się.


***Tymczasem***


-Leon, chodź już, bo zaraz zamkną nam ten bar! -Viola stała u progu drzwi pokoju Leona i chłopaków.

-Już, już. -krzyczał zza rogu.

-Eh.. -westchnęła pod nosem.

Za chwilę mieli wychodzić na sok do baru - uwielbiali smak świeżych, hiszpańskich owoców. Oboje zawsze wybierali pomarańcze. Wspólne wyjście na sok do baru pozwalał im jeszcze bardziej zbliżyć się do siebie. Wtedy rozluźniali się, śmiali wspólnie i zagłębiali swoją relację poprzez szczerą i przyjemną rozmowę.

-Już jestem. -Leon znikąd pojawił się przed oczami dziewczyny.

-Jaki szykowny, no, no, no. -pochwaliła go łapiąc go za rękę. -Na odsiecz soków! -Viola promiennie wypowiedziała to zdanie.

-Z tobą zawsze. -złożył jej czuły pocałunek na czole.


***Wieczór***

-Francesca, o czym ty tak myślisz? Mówię do ciebie od jakiejś pół godziny, a ty w ogóle mnie nie słuchasz. -Marcelo zatrzymał się na środku chodnika i uniósł podbródek dziewczyny.

Jej czekoladowe oczy wpatrywały się w niego z ciekawością i niewinnością. Kochał je i ich właścicielkę.

Marcesca-Myślę o wyjeździe... Nie chcę stąd wyjeżdżać! Tu jesteś ty, tu są moi nowi znajomi, tu jest mój raj. Dlaczego muszę wracać! -Fran załkała.

-Francesca, ty znowu o tym? Przecież zobaczymy się za niedługo, wracasz do swoich starych znajomych i do rodziny no i raj masz też tam, w Buenos Aires. -Marcelo pogładził Fran po policzku.

-Marcelo, ja... -Fran popatrzyła mu prosto w oczy.

-Francesca, uważaj! -krzyknął Marcelo przysuwając do siebie bardziej dziewczynę.


***
Pisałam ten rozdział, bo miałam wenę. Taką ogromną, ale czasu brak! Zawsze jak znalazłam trochę czasu siadałam i pisałam. Wnosiłam wiele poprawek, by był najlepszy i by się wam spodobał ;)
I co? Udało się?
Piszcie swoje opinie!

KOCHANI!
Obiecałam Angie - jest.
Obiecałam Naxi - jest.
Może nie w takim wydaniu jaki chcecie, ale... jest :>
Angie będzie o wiele więcej jak wrócą, bo już mam wielkie plany wobec niej: będzie i Pangie i Germangie, kto zwycięży tego się dowiecie później :D
Caxi nie było, bo dziś nie miałam na nią ochoty, ale spokojnie - co wynika z rozdziału - wszystko u nich w porządku.
Leonetta - wszystko starałam się opisać i oddać w najdrobniejszych szczegółach, pojawia się nawet dwa razy w rozdziale :3
A Ludmiła? No, myślę, że będziecie zadowoleni, bo fragmenty dotyczące właśnie tej blondynki, najbardziej podobają mi się w tym rozdziale. Jak myślicie, kto ją zobaczył?
Zrobiłam mały konflikt między dziewczynami, jak myślicie, jak się potoczy?
No i piszcie swoje propozycje, co mogło się stać, że Marcelo krzyknął "uważaj" :P
Do tego mam pytanie: chcecie Toty (Tomas+Naty) w następnym rozdziale? Piszcie!
Nie chcę za wiele pisać, bo w końcu czytaliście rozdział :)

No i nagroda...
OSIĄGNĘLIŚCIE 55 KOMENTARZY!
PONAD SIEDEMDZIESIĄT!
Wybierzcie sobie nagrodę :3

Haha, spam pod ostatnim postem naprawdę mi poprawił humor, dzięki dziewczyny :*

No i... kolejne wyzwanie!
Tym razem:

WYZWANIE=60 KOMENTARZY

Robię to dla urozmaicenia, żebyście dostawali nagrody. Ta, która będzie pojawiała się najczęściej (np. więcej Pablo w rozdziałach, wprowadź Diego itd.) w komentarzach zostanie przyznana wam wszystkim - taki prezencik za trud jakim są komentarze :)

Buziaki,
Zuzka.

PS: Taka długość rozdziałów wam odpowiada? Nie wiem czy nie są za długie...

poniedziałek, 4 listopada 2013

Rozdział 53


-Nie mogę w to uwierzyć. -szepnęła sama do siebie.

Violetta stała na środku chodnika wpatrując się w to całe zajście. W szczęście, które malowało się na twarzy Leona i w tą brunetkę, którą przed chwilą podniósł. Violetta trzymała się. Nie chciała znów rozpaczać. Po jej głowie plątało się tyle pytań bez odpowiedzi, czuła, że zaraz eksploduje. Nie chciała uciekać, musiała przyjrzeć się tej sytuacji do końca. Przecież jeszcze wczoraj było tak cudownie! Razem obchodzili urodziny Leona. A dzisiaj...? Dzisiaj dostrzega Leona podnoszącego tajemniczą brunetkę. Jej blade dłonie były zaplątane wokół szyi Leona, a on uśmiechał się do niej. Violetta w pewnym momencie poczuła, że coś ją kłuje w sercu. Nie potrafiła opisać co. Dziewczyna nie wiedziała dokładnie ile stała i wpatrywała się w tych dwoje ludzi, zapomniała o całym bożym świecie. Czekała tylko aż odejdą. Może to się jej tylko przywidziało? Tak bardzo chciała, żeby tak właśnie było. Po kilku sekundach czy minutach odeszli razem.

-Nie mogę na to patrzeć. -powiedziała i oddaliła się w stronę hotelu.

Wbiegała po schodach co chwilę depcząc swoją miętową sukienkę. Nie czuła łez na swoim policzku. Gnębiła wszystkie uczucia głęboko w sercu rozmyślając kim jest nieznajoma. Po chwili znalazła się w swoim pokoju. Od razu rzuciła się na łóżko i zaciskała zęby, żeby nie płakać.

-Tylko nie płacz, proszę, nie płacz! -błagała samą siebie.

To było od niej silniejsze. Samotne łzy po chwili przerodziły się w strumyki płaczu.


***W tym samym czasie***


-Jak ja się cieszę, że cię spotkałem! Nie poznałbym Cię Elle, gdybyś nie podeszła. Tak bardzo się zmieniłaś! -mówił uradowany Leon.

-No co ty, kuzynki nie poznać? -zaśmiała się brunetka.

-Kiedy ja cię ostatnio widziałem! Chyba sto lat temu... -zaśmiał się chłopak.

-A może opowiesz mi co cię tu sprowadza? -spytała Elle.

-Jestem na wymianie uczniowskiej... -Leon zaczął swoją opowieść.

Stawiali kolejne kroki w stronę parku oddalając się od hotelu. Promienie słońca grzały ich twarze, a uśmiechy z ich twarzy nie schodziły i to na długo.

-Ja miałam iść po mleko i jajka, a wracam z kuzynem, ale numer! Może przyjdziesz się przywitać z resztą? Chodź, mój dom jest tylko kilka przecznic dalej. -Elle poprowadziła Leona w stronę kolejnych alejek.


***Valencia***


-Co teraz robimy?! -krzyczała Camila. -Maxi, boję się! -bała się.

-Lina się zerwała, już nic nie możemy zrobić... -stwierdził smutno. -Camila, zawsze Cię kochałem! -powiedział.

-Oj, Maxi, nie rozpaczaj tak! Teraz musimy dobrze wylądować. -w głowie Camili pojawił się pomysł.

-I tak umrzemy... -Maxi widział same czarne scenariusze.

-Maxi! -Camila dała mu kuksańca w bok i dokładnie wytłumaczyła mu co mają zrobić.

Powoli zbliżali się na wyspę znajdującą się pod nimi. Byli coraz bliżej piasku, zielonych drzew i brudnej plaży. Spadali powoli, ale i to gorsze. Nie mogli nic zrobić, tylko czekać. Czekać, aż wylądują. Czekać na pomoc.

-Póki jesteśmy w powietrzu powinniśmy wołać o pomoc! -Maxi dostał olśnienia.

-Dobry pomysł! Krzyczmy! -powiedziała.

-Pomocy! Pomocy! Ratunku! -krzyczeli oboje w stronę pobliskich plaż wymachując rękami.

-Nikt nas nie widzi... -wymamrotała Cami.

-Przecież organizatorzy po nas przypłyną, jak tylko naprawią sprzęt. -teraz to Maxi uspokajał Cami. -Będzie dobrze. -zmienił swoje zdanie.

Opadli na ziemię.

Mimo kilku zadrapań czuli się dobrze.

-Khe, khe, khe! -kaszlała Cami, próbując wykrztusić piasek dostały się do jej buzi.

-Musimy czekać na pomoc. -Maxi strzepał piasek znajdujący się na jego ubraniu i pomógł wstać Camili.

Wyspa była mała i zaniedbana. Nie było tutaj nikogo od jakiegoś czasu.

-Widać turyści niechętnie wybierają się na rejsy na tą wyspę. -stwierdził Maxi.

W oddali zobaczyli kilka drzew owocowych - niestety przesuszonych. Na wyspie nie było nic oprócz brudnej plaży, lasu owocowego i ich dwojga.

-Nie ma nic do roboty. -powiedziała Camila obmywając swoje rany wodą morską.

-Najwyraźniej. Może sobie pośpiewamy? -zażartował Maxi.

-Maxi, teraz?! Pogięło cię? Ja tu się martwię o nasze przetrwanie, a ty o śpiewaniu myślisz. -skarciła go rudowłosa dziewczyna.

-Jak tam chcesz, ja już widzę łódkę płynącą po nas. -Maxi wskazał dwóch mężczyzn płynących z odsieczą ku wyspie.

-Pewnie niezły ochrzan dostaną i odszkodowanie będą musieli nam wypłacić, haha. -zaśmiała się Cami, a Maxi spojrzał na nią zdziwiony. -No co, szukajmy pozytywów sytuacji. Więcej pieniędzy czyli więcej zabawy! -roześmiała.

-Widzę, humor się poprawił. -Maxi uśmiechnął się.

Mężczyźni podpłynęli do rozbitków i pomogli im wsiąść na łódkę przepraszając przy tym co drugie słowo. Camila i Maxi postanowili udawać obrażonych i straszyć organizatorów sądem. O mało przy tym nie padli ze śmiechu. Kiedy dopłynęli do brzegu dostali stosowne odszkodowanie i poszli prosto na plażę.

-Chyba nigdy nie zapomnę tego wyjazdu. -powiedział chłopak łapiąc Cami za rękę.

-Nigdy więcej parasailingu! -roześmiała się Cami.

Resztę dnia spędzili wygrzewając się na plaży, pływając w ciepłym morzu i nurkując we dwójkę poszukując ładnych prezentów w postaci muszelek dla swoich przyjaciół.


***Lodziarnia, godzina 17:59***


-Dobra, Ludmiła, uspokój się. Adrian już tam siedzi, a ty też tam zaraz wejdziesz. -mówiła sama do siebie pod nosem spoglądając przez szybę lodziarni. -No, w końcu to takie łatwe! -mówiła i wkroczyła do lodziarni.

Czuła wzrok wszystkich klientów właśnie na sobie. Wkroczyła z wielką klasą i wielkim stylem do tej kawiarni. W końcu to Ludmiła - uwielbiała być w centrum uwagi.

Lodziarnia była ustronnym miejscem. Brązowe ściany i zdjęcia kaw nadawały temu miejscu przytulności. Ciemne sofy, stoły i krzesła doskonale akcentowały to pomieszczenie, a białe rośliny rozjaśniały je. Każdy dekorator wnętrz mógłby pochwalić się takim wnętrzem.

-Cz-cześć. -Ludmile nagle zabrakło języka w buzi.

-Cześć, Ludmiła. Co u ciebie? -Adrian spytał na przywitaniu.

-Wszystko w porządku, a u ciebie? -zrewanżowała się.

-Również. -odparł posyłając jej błyskotliwy uśmiech.

Blondynka poczuła jak palą się jej policzki. Gwałtownie dotknęła swojej twarzy chcąc ukryć rumieńce, a Adrian roześmiał się w głos.

-Jesteś naprawdę urocza. -skomplementował ją, a ona już nie ukrywała rumieńców na swojej twarzy.

-Dzień dobry, co państwo sobie życzą? -poproszę dwie kawy macchiato- jedną z cukrem dla tej pan, a drugą bez cukru dla mnie. -puścił oczko Ludmile.

-To wszystko? -niska kelnerka zanotowała wszystko w ekspresowym tempie.

-Wszystko, dziękuję. -powiedział.

Kiedy kelnerka odchodziła Ludmiła zmierzyła ją wzrokiem. Nie mogło się obejść bez sprawdzenia czy wszystkie dodatki w jej stroju ze sobą współgrają.

-Mogła sobie odpuścić ten pasek. Jest tandetny. -stwierdziła.

-Co? Przepraszam, ale nie dosłyszałem. -powiedział.

-W sumie to nieważne... -Ludmiła nie chciała opowiadać Adrianowi o swoim zamiłowaniu do mody, w końcu używała tego do odstraszenia, a nie zainteresowania chłopaka. -Skąd wiedziałeś, że piję macchiato z cukrem? -Ludmiła spytała się blondyna.
image
-Takie słodkie dziewczyny jak ty piją kawę z cukrem, a macchiato... Widziałem jak przeglądałaś przed chwilą kartę z kawami i zatrzymałaś się właśnie na macchiato.

-Spostrzegawczy jesteś. -uśmiechnęła się.

Wygląda jak nie Ludmiła, prawda? To wciąż ona, ale zmieniona. Czyżby Adrian ją zmienił? Nie. Po prostu wyciągnął z niej to co najlepsze. Nie wiadomo, czy na stałe...


***Następnego dnia***


-Będę tęsknić z tym studiem. -mówiła Francesca do Violetty, gdy razem szły na lekcje.

-Ja też. -dodała Camila.

Violetta nie odzywała się. Nie miała humoru na żadne rozmowy, nawet na lekcje w studio, które tak kochała. Czuła się zraniona. Nie chciała o tym myśleć, ale nie potrafiła. Nie potrafiła skupić się na niczym innym.

-A ja najbardziej będę tęsknić za Marcelo! -rozmarzyła się Fran. -Na szczęście on przeprowadza się do Buenos Aires za tydzień! To cudowne, prawda?

-Dobrze, że się przeprowadza, bo nie wiem jak byś wytrzymała bez niego. -zachichotała Cami.

-A ty Violu za czym będziesz tęsknić najbardziej? -spytała Fran.

Violetta nie słuchała rozmowy swoich przyjaciółek tylko wpatrywała się w przejeżdżające auta po ulicy. Przed chwilą widziała czerwonego mercedesa i zielonego volkswagena. O, właśnie przejeżdżał czarny kombi, a za nim dwa niebieskie renaulty.

-Violu? -dopytywała Cami. -O czym tak myślisz?

-C-co? A... ja, o niczym. -Violetta unikała odpowiedzi.

-Nam możesz powiedzieć, w końcu jesteśmy twoimi przyjaciółkami.

Violetta zatrzymała się i przysiadła na pobliskim murku. Głęboko westchnęła i postanowiła wyrzucić z siebie wszystkie swoje myśli. Musiała się wygadać. Jeszcze niedawno proponowała to Ludmile, a teraz sama nie potrafi? Musi. Spojrzała jeszcze w niebo i była gotowa wyznać wszystko dziewczynom. Violetta lubiła mówić o swoich uczuciach, swoich przemyśleniach, ale kiedy ją coś bardzo dotyka, to... Automatycznie zamyka się, więc każde słowo jest dla niej ciężarem.

-Widzicie... Wczoraj wyszłam przed hotel i dostrzegłam Leona. Chciałam się przywitać, ale on mnie nie usłyszał... -zaczęła.

-To tyle? -dziwiły się jej przyjaciółki.

-Nie... Chciałam do niego podejść i z nim porozmawiać, tak po prostu, o niczym. I nagle... Nagle poczułam jakby ktoś wycelował we mnie strzałą w serce. I trafił. Leon podnosił jakąś brunetkę, a ona obejmowała go w szyi. Oboje się cieszyli... Nic z tego nie rozumiem! -Violetta wyrzuciła wszystko z siebie i w końcu poczuła ogromną ulgę.

-Nie wiem jak mamy ci pomóc, Violu. -Camila przysiadła do swojej przyjaciółki.

-Powinnaś po prostu porozmawiać z Leonem, wszystkiego się dowiesz. To nie w stylu Leona, żeby zdradzał cię z pierwszą lepszą brunetką. -powiedziała Fran przytulając przyjaciółkę. -A teraz chodź do studia, lekcje się zaraz zaczynają! Nie martw się, będzie dobrze.

-Dzięki dziewczyny, zobaczę jak będzie wyglądać dzisiejsza sytuacja. -powiedziała.

Dziewczyny szły pewnym krokiem w kierunku swojej ulubionej szkoły muzycznej. W krótkim czasie znalazły się w sali lekcyjnej i zajęły miejsca. Violetta postanowiła usiąść z dala od Leona, jeszcze nie była gotowa na rozmowę. Musiała sobie wszystko dokładnie poukładać.

-Dlaczego Violetta usiadła gdzieś dalej? Obraziła się czy co? -Leon spytał Francescę.

-Jej spytaj. -odparła mu krótko.

-Violetta, o co cho... -Leon zmierzał w jej kierunku, ale akurat rozpoczęła się lekcja.

-Proszę zająć miejsca! -zarządził nauczyciel, a Leon był zmuszony wrócić na swoje siedzenie.

Viola odetchnęła z ulgą.


***Kolejnego ranka***


-Nie wierzę, że już za trzy dni będę w Buenos Aires bez ciebie... -Francesca przytuliła się do Marcelo.

-Za tydzień już będziemy razem, zobaczysz, to szybko minie! -Marcelo pogładził Fran po policzku.

Francesca delikatnie uśmiechnęła się i spojrzała prosto w oczy chłopaka.

-Ja znowu myślę, że ten tydzień się nie ubłagalnie ciągnąć! -roześmiała się.

Marcelo zmienił się odkąd poznał Francescę. Wcześniej dał sobą pomiatać Ludmile, był obojętny, można powiedzieć, że zbuntowany. Razem z Francescą dopełniali się, odkryli, że tak jest im dobrze. Muszą sobie poradzić w te tygodniowe rozstanie.

-Przecież to tak jak w wakacje. Wyobraź sobie, że ja wyjechałem na obóz, ale wrócę. -zaproponował Marcelo.

-No właśnie! Dobre porównanie. Eh, ja to mam szczęście, że taki mądry przystojniak mi się trafił. -Fran wtuliła się w chłopaka.

-Chodź, odprowadzę cię, ślicznotko. -pocałował ją w czoło i razem szli w kierunku studia.

Pogoda była piękna jak na tę porę roku. To Hiszpania, więc jest tam ciepło, ale ten listopad był wyjątkowy. Słońce pojawiało się częściej i grzało mocniej. Nie wiadomo czyja to sprawka. Uczniowie Studia 21 śmiali się, że to przez nich i ich wymianę.

Fran i Marcelo mijali samotne drzewo stojące przy starym kiosku.

-Chodź! -Marcelo pociągnął Fran za rękę do wysokiego dębu.

-Ale po co, Marcelo! Zaraz mam zajęcia, co ty znowu kombinujesz? -zaśmiała się brunetka.

Marcelo wyciągnął z kieszeni scyzoryk i wystrugał w drzewie ich inicjały.

-F + M = WM -przeczytał na głos.

-No piękna robota, może teraz mi to wytłumacz? -Francesa wpatrywała się w nowo powstały napis na drzewie.

-Francesca plus Marcelo równa się wielka miłość. -Marcelo złapał Fran w talii i namiętnie pocałował ją.

Złączeni w pocałunku myśleli tylko o tym, co dzieje się teraz. O tym, co ich łączy, cieszyli się chwilą, sobą, nie chcieli się rozstawać nawet na tydzień. Kiedy oderwali się od siebie posłali sobie nieśmiałe uśmiechy i złączyły ich głębokie spojrzenia.


***W Studio 21***


-Dobrze, naprawdę podobało mi się wasze przedstawienie! Dopracowane w każdym szczególe. Pojawiło się kilka pomyłek, ale nie było tego widać, naprawdę. Potrafiliście wyjść z każdej sytuacji, brawo! -nauczycielka chwaliła klasę, a wszyscy zadowoleni bili sobie brawo. -Dzisiaj dostałam e-maila od Angie, waszej nauczycielki śpiewu. Poprosiła mnie, żebym zaczęła z wami ćwiczyć nową piosenkę. Ma ktoś jakieś w zanadrzu? -spytała Andrea.

Nikt się nie odzywał. W klasie panowała cisza. Nikt nie był przygotowany, wszyscy zajęli się swoimi ostatnimi dniami spędzonymi w Madrycie, a nie muzyką, której mieli się tutaj uczyć.

-No przestańcie, wiem, że ktoś ma coś napisanego! -Andrea zachęcała uczniów.

Jeden pytał drugiego, wszyscy spoglądali po sobie. Niektóre osoby szukały czegoś w swoich torbach - liczyły, że coś znajdą.

Naty spojrzała na Ludmiłę i zachęciła ją do pokazania swojej piosenki. Ludmiła spiorunowała ją wzrokiem i szepnęła:

-Ani mi się waż.

Natalia pomyślała, że piosenka się zmarnuje, więc podniosła rękę.

-Proszę pani, Ludmiła ma piosenkę! -krzyknęła uradowana.

-Ludmiło, proszę, zaprezentuj ją nam. -nauczycielka zrobiła miejsce blondynce i zaprosiła ją do instrumentu.

Ludmile zrobiło się ciepło. Nie chciała pokazywać tej piosenki, nie jest jeszcze gotowa, poza tym, skrywa sekret, który zna tylko ona. Ma nadzieję, że tylko nikt się nie zorientuje jaki. Ludmiła niepewnym krokiem ruszyła do keyboardu i położyła nuty obok siebie.


Ese sentimiento
Sensación llena de emoción
Siento la alegria que me provoca esta canción
Oye mi corazón como se acelera
Cuando el publico espera
No!
Nada me va a parar!
Que suba el telón chicas comienza la función!

Las luces
Los flashes
La musica sera la clave...
Applausos
En un momento
Nuestra voz va a tocar el cielo!

Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!
Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!

Peinarse y maquillarse
Los nervios a flor de piel
Es en el escenario
Donde mi sueńos veo nacer...
Oye mi corazón como se acelera
Cuando el publico espera
No!
Nada me va a parar!
Que suba el telón chicas comienza la función!

Las luces
Los flashes
La musica sera la clave...
Applausos
En un momento
Nuestra voz va a tocar el cielo!

Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!
Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!
V-a-a-a-a
A-a-a...
Va empezar la fiesta
A-a-a-a!
A-a alcancemos las estrellas!

Yo quiero tocar...
Yo quiero ganar...
Cada corazón que me llegue a escuchar
Nuestro sueńos hacerlos realidad
La cima alcanzar
Preparenze el show va empezar

Las luces
La musica sera la clave...
Applausos

Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!
Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!



Po zakończonej piosence wszyscy bili jej brawo, była naprawdę piękna. Tylko jedna osoba siedziała z założonymi rękami i grymasem na twarzy.

-To nie jest piosenka Ludmiły. Ja ją napisałam. -wstała mówiąc poważnym tonem, a w klasie zapanowała cisza.


***Tymczasem***


German leżał w swoim łóżku zmęczony pracą. Ostatnio miał tyle na głowie, że mało sypiał. Kiedy już miał tę chwilę dla siebie, wykorzystywał ją na odpoczynek i sen.

-German, jesteś bardzo dobrym człowiekiem. Ja wierzę w to i to wiem. -słyszał jakiś głos w swojej głowie. -German, jesteś mi bliski, kiedy dostrzeżesz, że ja i ty to... -tajemnicza postać nie dokończyła, ale za to pojawił się obraz. Postać ze snu stała do niego tyłem. "To na pewno Valencia."-pomyślał.

-Podejdź bliżej, musisz, zrozumieć, że my... -teraz zauważył więcej detali. Wysoka kobieta w błękitnej sukience. "To pasuje do Valenci."-dalej tak uważał. Mylił się. Valencia nie ma blond loków opadających na jej ramiona. Tylko jedna kobieta takie ma. On wie która. Ale dlaczego o niej śni?




***
I jak?
Podoba się?
Pisałam go z myślą o was *.*
O kim chcecie w następnym rozdziale? Nie wiem co zrobić, żeby wam przypaść do gustu :) Piszcie!
Głosujcie w ankietach i wpadajcie na mojego drugiego bloga.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ
WYZWANIE = 55 KOMENTARZY

To nie jest limit, a wyzwanie. Jeśli uda wam się tyle uzbierać do następnego rozdziału, będzie niespodzianka :) Wierzcie, warto! Możecie sami sobie wybrać jaka to będzie niespodzianka.
Ostatnio zabrakło wam tylko 3 komentarzy! Ile będzie teraz? Dacie radę! :3 Tęsknię za tym, kiedy było po 144 komentarze :P Ale wierzę, że to wróci :)

A chcę wam coś obiecać, specjalnie dla Angielerek: nie ważne czy z teamu Pabla czy z teamu Germana...
DUŻO ANGIE W KOLEJNYCH ROZDZIAŁACH :) NIE WIEM CZY DOKŁADNIE W KOLEJNYM, CZY W NASTĘPNYM, ALE BĘDZIE JEJ CORAZ WIĘCEJ! ;)
Głosujcie z kim ma być Angie, bo ja się waham :)

 Proszę o powrót moje ukochane Angielerki i Leonetterki :) Nie mam kontaktu z B., Asia <3 lub innymi Angielerkami, a tak mi ich brakuje :( Wszystkie pisałyście z anonima... ;c
No cóż, cieszę się, że mam was! Teraz widzę epoka na Naxi i Caxi :3

Zapisujcie się do informowanych!

WPADAJCIE NA MOJEGO BLOGA http://modelinowy-potworek.blogspot.com GDZIE POKAZUJĘ MOJE WYROBY Z MODELINY! ZAPRASZAM DO LAJKOWANIA FANPAGE http://facebook.com/ModelinowyPotworek I ZAMAWIANIA BIŻUTERII :)
WPADAJCIE I ZAPISUJCIE SIĘ DO INFORMOWANYCH, KOMENTUJCIE, LAJKUJCIE :)
PRACUJĘ NAD BIŻUTERIĄ Z MODELINY Z MOTYWEM VIOLETTY :)
KUPILIBYŚCIE? :)
ZAPRASZAM SERDECZNIE :*

Takie pytanie do was: Jak myślicie, kto napisał tę piosenkę? Piszcie, jestem ciekawa waszych przypuszczeń :)

Buziaki,
Zuzka.

EDIT: Łał, wyzwanie osiągnięte :) I to z jaką różnicą :) jestem z was dumna :*
Teraz wybierzcie sobie NAGRODĘ - PISZCIE W KOMENTARZACH! ;)

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 52



-Panie Germanie my nie chcemy, żeby to wyglądało źle, my po prostu... -Ramalo podrapał się po swojej łysinie. Zdenerwowany spoglądał raz na Olgę, raz na Germana.

-Możecie mi powiedzieć o co chodzi? Muszę jeszcze dzisiaj zadzwonić do Singapuru, a w tym tempie nie wiem czy zdążę. -German sprawdził godzinę na swoim zegarku i podniósł wzrok na swoich przyjaciół. -No, mówcie o co chodzi!

-Widzi pan... Bo my chcemy wziąć urlop. -wymamrotała Olga.

-Tyle zachodu o jakiś urlop? Pewnie, że wam go dam, ale musimy ustalić kiedy! -German roześmiany przytulił Olgę i Ramalo. -Ja już myślałem, że spodziewacie się dziecka...

Ramalo i Olga wymienili spojrzenia i oddali uścisk swojego szefa.


***Tymczasem***


Ludmiła patrzyła prosto w błękitne oczy Adriana. Mogłaby w nich utonąć, tak jak w oceanie... Nie! Szybko otrząsnęła się z tej myśli.

Jej blond loki prawie dotykały podłogi, a nogi wykrzywiły się w nienaturalny sposób. Gdyby nie Adrian na pewno złamałaby nogę i popsułaby sobie fryzurę.

-Eee... Dzięki. -powiedziała pod nosem i pospiesznie podniosła się.

Nerwowo spojrzała po półkach pełnych produktów. Czuła się jak nie ona, jak nie Ludmiła. Zapomniała o swojej samolubności, teraz liczyła się chwila. Sekundy płynęły nieubłagalnie, a ona nie chciała, żeby tak szybko mijały.

-Nie ma sprawy, ja tylko chciałem pomóc. -Adrian zmieszał się. -Jak trzeci raz się spotkamy, to zacznę myśleć, że to przeznaczenie! -roześmiał się, a po chwili spojrzał jej głęboko w oczy.

Po kilku sekundach oboje odwrócili wzrok.

-Gdzie te płatki? -Ludmiła rozejrzała się. -Z resztą, nie są mi już potrzebne! -powiedziała i odwróciła się do wyjścia. Nie czuła się komfortowo. Pierwszy raz nie wiedziała jak się zachować. Postawiła pierwszy krok ku wyjściu, ale wtedy Adrian złapał ją za rękę. Ludmiła odwróciła głowę, by znów spojrzeć na blondyna.

-Nie idź, proszę.

-M-muszę. -dziewczyna ledwo zebrała się na te słowa.

-Spotkajmy się jeszcze dzisiaj. Pasuje Ci godzina osiemnasta? Będę czekał w lodziarni niedaleko stąd.-zaproponował puszczając jej dłoń.

-No dobrze. -Ludmiła uśmiechnęła się szczerze.

-To twoje płatki, w końcu po nie tutaj przyszłaś, prawda? -chłopak sięgnął po opakowanie muesli i wręczył je Ludmile.

-Dziękuję. -odparła i poszła do kasy.

Blondynka nie potrafiła zebrać swoich myśli. Nigdy nie czuła się tak jak teraz. Dlaczego jej serce bije tak szybko? Dlaczego znów spotkała Adriana? Dlaczego nie może o nim zapomnieć? Nie wiedziała.

-Cztery dziewięćdziesiąt dziewięć. -powiedziała kasjerka, a Ludmiła wyciągnęła kartę z portfela.

Spojrzała tęskno w alejkę, w której spotkała chłopaka i uśmiechnęła się.

-Oto pani karta. Dziękuję i życzę miłego dnia! -po tych słowach ekspedientki Ludmiła opuściła sklep bez słowa.


***w Valenci***


-Jak tu cudownie! Chodźmy zameldować się w hotelu, a potem prosto na plażę! Nie mogę się doczekać, kiedy Słońce wygrzeje moje ciało... -Camila wybiegła z taksówki.

-Cami! Zaczekaj, bagaże! -wołał Maxi wyjmując walizki z bagażnika. -Dziękuję. -zapłacił taksówkarzowi i pobiegł za Camilą.

Maxi rozejrzał się po hotelu. Jego wnętrze było zadziwiająco ładne i czyste. Wokół niego biegały dzieci, których szukali rodzice. Maxi uśmiechnął się pod nosem i spojrzał w stronę recepcji. Camila już stała w kolejce za innymi turystami i wyjmowała paszporty. Posłali sobie uśmiechy. Chłopak szedł wzdłuż zielonej wykładziny ciągnąc walizki.

-Witam, w czym mogę służyć? - uśmiechnięty brunet przywitał się z Camilą i Maxim.

-Rezerwacja pokoju dla Camili Torres i Maxiego Ponte.

-Proszę bardzo, oto klucz. -chłopak wręczył dziewczynie kluczyk do pokoju Maxiego i Cami.

Udali się w stronę windy. Pięknie przyzdobione drzwi otworzyły się przed nimi, a oni weszli do środka. Camila nacisnęła złoty guzik z numerkiem jeden - to na pierwszym piętrze będą mieszkać.

Po odszukaniu swojego pokoju weszli do niego. W sumie to wbiegli... Nie mogli dłużej czekać! Mają ograniczony czas spędzony tutaj we dwoje, chcieli go wykorzystać.

-Jak tu pięknie. -Camila rozejrzała się po pokoju.

Dotknęła białych mebli i przyjrzała się błękitnej tapecie. Zapaliła lampkę w kształcie delfina. Zatrzymała się na chwilę przy zdjęciach Valenci wiszących na ścianie i przeszła na balkon.

-Jaki widok... -szepnął Maxi wchodząc za nią.

-Nieziemski. -dodała.

Maxi objął Camilę ramieniem.

-Czuję, że na długo nie zapomnimy tego weekendu. -stwierdził patrząc w morze rozciągające się przed nimi.


***W Buenos Aires***


Angie leżała w swoim łóżku. Dużo rozmyślała o tym co ostatnio się wydarzyło i późno położyła się spać. Przykryta ciepłą kołdrą śniła nie wiadomo o czym.


bip, bip, bip, bip, bip


Angie zerwała się z łóżka, prawie z niego spadając. Odgarnęła burzę blond loków z twarzy i sięgnęła po telefon leżący na stoliku.

-Halo? -powiedziała zaspanym głosem.

-Angie? Obudziłem Cię? -kobieta usłyszała Pablo po drugiej stronie słuchawki.

-Nie, nie. -skłamała. -Coś się stało? -chrząknęła.

-W sumie to nic, znaczy coś się stało, ale to nic ważnego. -Pablo owijał w bawełnę.

-Pablo, mów! -Angie prawie dygotała ze strachu.

Usiadła na fotelu i nerwowo obgryzała paznokcie.

-Już mówię, już. Violetta nie przestrzega zasad. Wczoraj spóźniła się na ciszę nocną aż dziesięć minut! -narzekał.

-I będziesz mi na nią skarżył? Pablo, radź sobie z nią! Poza tym dziesięć minut to wcale nie tak dużo... -broniła swojej siostrzenicy. -A z resztą jak masz mi marudzić przez telefon, to ja wracam do mojego ciepłego łóżeczka! -powiedziała.

-Aha! Jednak spałaś jak do ciebie dzwoniłem. -uradowany Pablo odkrył prawdę.

-Spałam, ale nie dokończyłam snu, więc wracam do łóżka. Miłego dnia Pablo! -roześmiała się i wcisnęła czerwoną słuchawkę. -Ah, on to ma wyczucie czasu. -uśmiechnęła się i położyła się z powrotem do łóżka.


***Hol w hotelu***


Ludmiła przemierzała schody z uśmiechem na ustach. Poranne spotkanie z Adrianem poprawiło jej humor i czuła, że już nic nie może go zepsuć. Była zdolna nawet przywitać się Violettcie, co bardzo ją zdziwiło.

-Cześć, Violu! -Ludmiła pomachała koleżance.

-Cześć, Ludmiła...? -zdziwiona szatynka podeszła bliżej Ludmiły. -Coś się stało?

-Czemu miałoby się stać? -zachichotała blondynka.

-Nigdy nie byłaś taka radosna, rzadko też się ze mną witasz... -mówiła Viola.

-Oh, nic się nie stało. Mam po prostu dobry humor. -blondynka wciąż uśmiechnięta wpatrywała się w Violettę.

-Chcesz się wygadać? Czasem dobrze jest opowiedzieć komuś co się czuje... -zaproponowała Violetta. "Może zbliżymy się do siebie i zaprzyjaźnimy?"-pomyślała.

-Nie trzeba, jest dobrze. -Ludmiła pobiegła do swojego pokoju.

-Dziwne. -wymamrotała Viola i zeszła po schodach. -Ah...-westchnęła głośno. Wspomnienia związane z minionymi tygodniami spędzonymi tutaj pojawiły jej się przed oczami. Rozpakowanie się w pokojach, kłótnie z Leonem, radość po pogodzeniu się, urodziny Leona... "Szkoda, że to już koniec. Nie chcę stąd wyjeżdżać." -pomyślała i zanim się obejrzała była w sali balowej. Na środku sali stał czarny, duży fortepian. Dotknęła klawiszy swoimi długimi palcami i delikatnie przysiadła przy instrumencie. Zagrała pierwsze dźwięki swojej ulubionej piosenki Ser Mejor, którą napisała na poniedziałkowe zajęcia.


***Pokój Naty i Ludmił***


-Veo, Veo qué ves? Todo depende de que quieras ver. Piensalo bien... -Naty śpiewała czesząc włosy. Za niecałe pół godziny miał po nią przyjść Tomas. Dziewczyna była bardzo podenerwowana zbliżającą się randką, nie wiedziała w co ma się ubrać, o czym rozmawiać... Nutka ekscytacji pomagała jej dokonać wyboru. -Co to? -Naty przestała śpiewać i podniosła kartkę z ziemi. -Alcancemos las estrellas. Kto to napisał? Ludmiła? -zdziwiona postanowiła zaśpiewać piosenkę.


Ese sentimiento
Sensación llena de emoción
Siento la alegria que me provoca esta canción
Oye mi corazón como se acelera
Cuando el publico espera
No!
Nada me va a parar!
Que suba el telón chicas comienza la función!

Las luces
Los flashes
La musica sera la clave...
Applausos
En un momento
Nuestra voz va a tocar el cielo!

Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!
Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!

Peinarse y maquillarse
Los nervios a flor de piel
Es en el escenario
Donde mi sueńos veo nacer...
Oye mi corazón como se acelera
Cuando el publico espera
No!
Nada me va a parar!
Que suba el telón chicas comienza la función!

Las luces...


-Dlaczego śpiewasz moją piosenkę?! -Ludmiła wtargnęła do pokoju wyrywając Naty kartkę z tekstem i nutami do piosenki. Jej dobry humor to już przeszłość. Była wściekła.

-Ale... Przepraszam. Jest piękna, dlaczego nie mogę jej śpiewać? -spytała cichutko chowając włosy za ucho.

-Nie możesz i tyle. -Ludmiła wyszła z pokoju szybkim i pewnym krokiem trzaskając drzwiami.

Natalia podskoczyła ze strachu. Jej przyjaciółka nie jest miła, czasem ma napady złości, ale dawno nie widziała jej takiej złej. Czemu Ludmiła tak się zdenerwowała? Co ma związek z tą piosenką? Może dowiedziała się czegoś, czego nie powinna...


***Później***


Violetta wstała od fortepianu i szczęśliwa wyszła z sali balowej. Uwielbiała śpiewać i grać dla siebie, to ją odprężało. Szła korytarzem stawiając ciche kroki. Wciąż interesowały ją obrazy wiszące na kremowej ścianie, chociaż przyglądała się im codziennie. Zamyślona doszła do drzwi wyjściowych. Stwierdziła, że dawno nie była na spacerze sama. Ostatnio spędza czas z przyjaciółmi, ale nie ma czasu na zapisy w swoim pamiętniku.

Usiadła na pobliskiej ławce w ogrodzie i powoli wyjęła pamiętnik z torebki. Jej ulubiony czarny długopis leżał na dnie torebki.

"Czuję się szczęśliwa. W końcu wszystko układa się między mną a Leonem, wczoraj urządziłam mu urodziny, jakich nie zapomni. Bez pomocy moich przyjaciół na pewno to by się nie udało. Najgorsze jest to, że zapomniałam o urodzinach Leona... To wszystko przez stres związany z przedstawieniem! No tak, nie mogę obwiniać przedstawienia za moją niepamięć. Ważne, że wszystko dobrze się skończyło. Smutno mi tylko, że jesteśmy tutaj jeszcze tylko kilka dni. Jest tu naprawdę cudownie, wiele się zmieniło odkąd byłam tu z tatą. Madryt jest większy niż myślałam! Sądzę, że muszę wykorzystać czas, który mi pozostał. Potem wrócę do Buenos Aires i nie będę miała takiej wolności, jaką mam tutaj... Z tatą jest coraz lepiej, ale nie wiem czy to stabilna sytuacja. Wiem jaki jest tata, a on czasem potrafi być zbyt opiekuńczy i zaborczy. Dobrze, że mam Angie, która pomaga tacie i mnie."

Viola zamknęła pamiętnik i przyjrzała się drzewu wiśniowym stojącym naprzeciw jej. Podeszła i zerwała jeden kwiat wąchając go. Trzymając kwiat w dłoni obróciła się i ujrzała Leona.

-Cześć Leon! -zawołała.

Leon nie usłyszał przywitania Violi, a ta nie chciała go więcej nawoływać. Szła w jego kierunku.

Nagle zdębiała. Stanęła w połowie drogi. Nic nie rozumiała z tego co zobaczyła. O co chodzi? Violetta bezczynnie przyglądała się tej sytuacji nie zdradzając swojej obecności Leonowi.


***Tymczasem***


-Cześć, Naty. -Tomas stał w drzwiach swojej dziewczyny.

-Cześć Tomas. -Naty podeszła do niego bliżej chcąc się przytulić, ale przeliczyła się. Sytuacja stała się napięta i niezręczna.

-Co dzisiaj robiłaś? -spytał Tomas idąc obok Natalii.

-W sumie to nic... -Naty pomyślała o minionej godzinie spędzonej przed lustrem, ale postanowiła tego nie ujawniać. -Śpiewałam. -powiedziała. -Wiesz, że znalazłam piosenkę w pokoju, a kiedy zaczęłam ją śpiewać Ludmiła wparowała do pokoju i wyrwała mi ją z rąk? Ciekawe o co jej chodziło... -mówiła.

-Może to miał być prezent dla ciebie, czy coś takiego? -pytał Tomas.

-Wątpię, ta piosenka opowiadała o występie, o fleszach, kurtynie, światłach.... Zdziwiło mnie zachowanie Ludmiły. -powiedziała Naty. -A ty co dzisiaj robiłeś?

-Myślałem gdzie Cię zabrać. -powiedział posyłając brunetce uśmiech.

Sytuacja się rozluźniła, teraz szli razem alejką rozmawiając o wszystkim i o niczym. Zapomnieli o bożym świecie, a godziny płynęły.


***W Valenci***


Camila i Maxi szli wzdłuż plaży trzymając się za ręce. Nie mieli określonego planu co będą robić tego dnia, wszystko miało wyjść spontanicznie. Nagle dostrzegli ogromny plakat i stojącego obok mężczyznę reklamującego atrakcję turystyczną.

-Parasailing. -Camila przeczytała na głos. -Idziemy? -spytała po chwili.

-Nie boisz się? Mamy być ciągnięci przez motorówkę kilkaset metrów nad morzem w spadochronie? -Maxi zawahał się. -Wchodzę w to! -uśmiechnięci omówili jeszcze kilka spraw z organizatorem ich zabawy i dokonali interesu.

-Zapraszam za pół godziny na tamten port. -mężczyzna wskazał im port znajdujący się około pięćdziesiąt metrów od nich. -Tam będziemy czekać. -uśmiechnął się.

-To będzie świetne! Masz aparat wodny? -spytała Camila.

-Mam, akurat o tym pamiętałem. -Maxi wyciągnął z plecaka aparat i wręczył go dziewczynie. -Po co ci on?

-Chcę nam zrobić zdjęcia, gdy będziemy w górze! -Cami była bardzo podekscytowana.


Pół godziny później


Camila i Maxi spędzili ostatnie pół godziny w lodziarni jedząc miejscowe smakołyki. Nie obeszło się bez czułości i uśmiechów. O omówionej godzinie pojawili się w malutkim porcie. Było tam zaledwie kilka łódek, ale miejscowi nazywali to swoim portem. Spotkali mężczyznę od parasailingu i wsiedli z nim do łódki. On wytłumaczył im wszystko i przypiął ich dokładnie do czerwonego spadochronu.

-Boisz się?-spytała Cami.

-Trochę. Ale co tam, będzie zabawa! -powiedział Maxi. -Patrz, ludzie wyglądają jak mrówki. -cieszył się.

-Maxi, to są mrówki, a my jeszcze nie wystartowaliśmy. -roześmiała się Cami klepiąc chłopaka po ramieniu.

Łódka ruszyła, a oni po chwili znaleźli się na niebie.

-Maxi! Tu jest cudownie! Patrz, widzę nasz hotel! -krzyczała Cami.

-A ja widzę port! I patrz, to morze jest takie czyste, widzę jakąś rybę, która tam pływa. Fuj, jest cała zielona! -mówił chłopak. -Ślicznie wyglądasz. -dodał po chwili. -Nie przeszkadzają Ci te włosy? -spytał.

-E tam, przyzwyczaiłam się. -uśmiechnęła się.

Nagle łódka zatrzymała się, a oni zaczęli powoli opadać w dół.

-Co jest?! Przecież jesteśmy dopiero trzy minuty na niebie! -Maxi spojrzał na zegarek. -Dlaczego już nas ściągają w dół?

-Maxi... Oni nas nie ściągają w dół! Machają, że coś się zepsuło, a my lecimy prosto na wyspę pod nami! -piszczała Cami.









***
I co?
Podoba się? :)
Starałam się jak mogłam oddać wam wszystko w odpowiedni sposób! :)
Pewnie zastanawiacie się co dalej z Camilą i Maxim, co takiego robił Leon, dlaczego Ludmiła tak się zdenerwowała o tą piosenkę, co planują Olga i Ramalo i czy Ludmiła i Adrian będą ze sobą. Jestem taka złaaaaaa :D
Kochani, przepraszam za moją nieobecność, ale teraz już będę pisać, na pewno! Postaram się, by w tygodniu pojawiły się przynajmniej dwa rozdziały :)
Głosujcie w ankietach i komentujcie!
Podawajcie pomysły, co mogła zobaczyć Viola :)

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Proszę was o komentarze, że czytacie, bo wejść jest prawie tysiąc, a komentarzy zaledwie sześćdziesiąt :C
Chyba nie chcecie limitów?  :P

Co wam się podoba, co byście zmienili, co chcecie zobaczyć w kolejnym rozdziale?

Zapisujcie się do informowanych o nowych rozdziałach :)

PS: POWAŻNIE ZASTANAWIAM SIĘ NAD POWSTANIEM NAXI! :) Kto jest za = komentuje "jestem za" :)



Jorge - jaka słodka z niego roślinka :3 Gif od leonietty :)

WPADAJCIE NA MOJEGO BLOGA http://modelinowy-potworek.blogspot.com GDZIE POKAZUJĘ MOJE WYROBY Z MODELINY! ZAPRASZAM DO LAJKOWANIA FANPAGE http://facebook.com/ModelinowyPotworek I ZAMAWIANIA BIŻUTERII :)
WPADAJCIE I ZAPISUJCIE SIĘ DO INFORMOWANYCH, KOMENTUJCIE, LAJKUJCIE :)
PRACUJĘ NAD BIŻUTERIĄ Z MODELINY Z MOTYWEM VIOLETTY :)
KUPILIBYŚCIE? :)
ZAPRASZAM SERDECZNIE :*

Buziaki,
Zuzka.

EDIT: Nie rozumiem, czemu kiedy odwiedzam inne blogi i informuję je o nowym poście jak prosiły, te nie wpadają :( No cóż :P

Przetestuję waszą siłę!

WYZWANIE= 50 KOMENTARZY

Zobaczę czy dacie radę :) Jak będziecie wymiękać to cóż, dodam rozdział, bo mam już napisany :P Wszystko tylko czekać na waszą moc komentarzy :3 Dacie radę 50? Jak będzie więcej niż 50, to niespodzianka - wymyślcie sobie jaka ;) Rozdział będzie, to nie jest limit, ale po prostu wyzwanie :)

EDIT2: O której chcecie nowy rozdział? Głosujcie w ankiecie! Mam już napisany, teraz od was zależy o jakiej godzinie chcecie, żebym go opublikowała ;)

sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział 51

Leon skręcił w korytarz, na którego końcu jest pokój Ludmiły i Naty.
-Gdzie to może być? -Leon rzucił okiem na podłogę i stoliczek.
-Tego szukasz? - z pokoju wyszła uśmiechnięta Naty trzymając w ręce białą kopertę.
-Chyba tak. -Leon posłał jej szczery uśmiech i wziął pakunek.
Pośpiesznie odpakował go.

Brawo, odnalazłeś już drugi list! Jestem z Ciebie dumna. Gdyby nie to, że jestem gdzieś indziej, pocałowałabym Cię w nagrodę! Niestety... dalej mnie nie znalazłeś. Teraz szukaj kolejnej koperty według tej wskazówki:
'kwiaty wszędzie, drzewa wszędzie. Gdzie to będzie, gdzie to będzie?'.
Violetta.
 
 
-Kwiaty, drzewa? O co chodzi? O co w ogóle jej chodzi? Jakieś... podchody? -zastanawiał się na głos.
 Jako pierwsze miejsce do sprawdzenia, poszedł pod kwiatek. Ich mały kwiatuszek narysowany przy windzie. Wcisnął srebrny guziczek, żeby winda przyjechała. Nic w niej nie znalazł. Sprawdzał nawet pod małą wycieraczką. I nic.
 "Nie ma? To gdzie jest?" -myślał.
 Leon sprawdzał wszystkie zakamarki, które zgadzały się z wskazówką. Bez efektu.
 Zrezygnowany zszedł do recepcji.
 -Cześć! -Maya wesoło przywitała przyjaciela.
-Cześć! -odparł machając znajomej.
 Usiadł na kanapie i wyczerpany schował twarz w dłoniach.
Czerwona ekoskóra kanapy świetnie współgrała z jego czerwonymi butami.
Przetarł oczy i rozejrzał się po holu. Zauważył jakąś parę, która dopiero co przyjechała do hotelu, kelnerki, które popijają kawę razem z Mayą na swojej przerwie oraz dwie małe dziewczynki, które zbiegają po marmurowych schodach. W kącie dostrzegł fikusa w doniczce z kwiatami. Pomiędzy jego liśćmi dostrzegł coś białego. Szybko podbiegł do rośliny i 'wyrwał' białą kopertę liściom.
 -Nareszcie! -krzyknął uradowany rozdzierając kopertę.

                        ***W tym samym czasie***

-O co chodzi? -German zdziwiony patrzył raz na Olgę, raz na Ramalo.
-Eee... Olga chciałaby panu coś powiedzieć. -Ramalo wskazał na swoją żonę.
-Bo widzi pan... -zaczęła Olga.
German wystraszył się nie na żarty. Jaki sekret skrywają Ramalo i Olga? O co chodzi?
 
                                                                   


                                                                ***Tymczasem***
 
-Nie! Marcelo, oddawaj ten telefon! -Francesca rzucała się na chłopaka.
-Nigdy! Teraz poznam twoje sekrety! -śmiał się naśladując głos Lorda Vadera.
-Ej, tam są zdjęcia, które mogę oglądać tylko ja i dziewczyny! Obiecałam, że nikomu ich nie pokażę! -krzyczała śmiejąc się. Ta sytuacja naprawdę ją bawiła.
-No dobra, oddam ci ten telefon, ale może za jakąś nagrodę?
-Nagrodę? Za co? -Fran roześmiała się.
-Nagroda i telefon czy nic? -Marcelo podpuszczał dziewczynę.
-No dobra! -Francesca pocałowała chłopaka zabierając mu z ręki swoją własność. -Pasuje? -spytała.
-Tak. -Marcelo znowu pocałował Fran łapiąc ją w talii.
 Jesienny wiatr rozwiewał włosy zakochanych połączonych w pocałunku. Kolorowe liście spadały z drzew nadając romantyczną atmosferę.
 -Zimno mi. -powiedziała Francesca.
-Jeśli myślisz, że dam ci moją bluzę, to się mylisz! Nie chcę się rozchorować! -zaśmiał się chłopak.
-Nie ma tak! Dawaj kurtkę! -Francesca próbowała ściągnąć ją z chłopaka.
-Nie uda ci się. -chłopak miał niezły ubaw ze swojej dziewczyny.
 Francesca obróciła się i poszła w przeciwną stronę, do której zmierzali.
 -Co ty robisz? -spytał zdziwiony chłopak.
-Wracam do hotelu po sweter. -powiedziała powstrzymując uśmiech.
-Fran, to był żart, dam ci tę kurtkę! -chłopak pobiegł za Francescą, która przyspieszyła kroku. -Zaczekaj! -krzyczał zmęczony.
-Widzę, że słabo u ciebie z kondycją. -Fran uśmiechała się stojąc na środku chodnika.
-Trzymaj już tę kurtkę. -Marcelo wręczył ją dziewczynie.
-Dzięki! -Fran rzuciła mu się w ramiona.
 Ludmiła szła wybrukowanym chodnikiem. Wiatr rozwiewał jej blond włosy. Na jej twarzy malował się uśmiech.
Ubrana była w złotą kurtkę i czarne leginsy. Na sobie miała również różową bluzkę i kolczyki o tym samym kolorze. Jej różowe usta dobrze dopasowywały się do zestawu. Stawiając szybkie kroki w wysokich, czarnych koturnach szybko przemierzała drogę.
Nagle na końcu ulicy zauważyła Marcelo z Francescą.
 -On z nią?! -blondynka wykrzywiła twarz w grymas. -Muszę coś wymyślić.
Ludmiła wpadła do warzywniaka i zaczepiła pierwszego lepszego chłopaka, który mógł udawać jej chłopaka.
-Chcesz zarobić dwadzieścia euro? -spytała trzymając w ręce zwinięty banknot.
-Ale o co chodzi? -blondyn zdezorientowany patrzył na Ludmi.
-Dam ci dwadzieścia euro, jeśli będziesz udawać mojego chłopaka przez najbliższe kilka minut! -Ludmiła nie czekając na zgodę pociągnęła chłopaka na chodnik. -Pff... Kupować owoce i warzywa w jakimś tanim warzywniaku. Ble! -mruknęła pod nosem.
-Co? -spytał się blondyn.
-Nic, nic. -odparła trzymając go za rękę.
 Chłopak miał blond włosy i niebieskie oczy, co było rzadkością w Hiszpanii. Był bardzo chudy, ale i umięśniony. Na oko miał metr osiemdziesiąt cztery, więc dziewczyna spokojnie mogła chodzić w szpilkach, a dalej była niższa. Ludmiła dostrzegła też, że ma dokładnie ogoloną brodę i wąsy. Na jego palcu widniał sygnet. Ubrany był w białą koszulkę i jeansy. Jego czarne trampki też były niczego sobie.
 -Nazywam się Adrian. -powiedział chłopak.
-Ja jestem Ludmiła. -dziewczyna uśmiechnęła się.
 Adrian spojrzał w jej oczy i delikatnie uniósł koniuszki ust.
 -Patrz kto idzie. -szepnął Marcelo do Fran.
-Ludmiła i... jakiś chłopak? Widzę, że szybko otrząsnęła się po waszym zerwaniu. -zachichotała brunetka.
-No tak... -chłopak podrapał się po głowie. -Powiedziała, że właśnie miała mnie rzucić dla kogoś innego... -powiedział Marcelo półgłosem.
-Ale z ciebie nieudany łamacz serc! -Francesca ponownie zachichotała.
-Cześć! -krzyknęła Ludmiła i pomachała znajomym. Oni odmachali jej niepewnie.
-Kto to? -spytała Fran wskazując na towarzyszącego Ludmile Adriana.
-Ah, to Adrian. -Ludmiła wymusiła śmiech. Wyszło jej to całkiem dobrze.
-Tak. Mam 18 lat i mieszkam w Madrycie. Jest tu naprawdę pięknie. -stwierdził blondyn.
-Właśnie zauważyliśmy. -powiedział Marcelo.
-Jest nie tylko pięknie. Jest też romantycznie. -Francesca przytuliła się do swojego chłopaka.
-Ludmiła opowiadała mi trochę o swoich przyjaciołach. -skłamał.
-A... To chyba nie o nas. -Francesca roześmiała się głośno, a Ludmiła spiorunowała ją wzrokiem.
-Chyba zapomnieliśmy się przedstawić. -Marcelo zmienił temat, wiedząc, że poprzedni prowadzi do kłótni.
-Ja jestem Fran. -dziewczyna wyciągnęła rękę do nowego 'chłopaka' Ludmiły.
-A ja Marcelo. -przedstawił się chłopak Francesci.
-Miło mi was poznać. -uśmiechnął się blondyn.
-Może pójdziemy teraz do... -zaczęła Fran.
-Kochani, ja i Adrian już uciekamy, mamy już plany! Ludmiła odchodzi! -przerwała jej blondynka śmiesznie gestykulując rękami.
-Okej... To było dziwne. -stwierdziła Fran, po odejściu nowej pary.
-Zgadzam się. -wtórował jej Marcelo. -To co? Idziemy do baru? -spytał.
-Chętnie. Mam ogromną ochotę na koktajl z ananasa i papai! -powiedziała Francesca ściskając rękę chłopaka.
Szli razem wzdłuż alejki. Wiatr delikatnie muskał ich ciała. Czas bardzo szybko im płynął, bardzo lubili spędzać ze sobą czas. Przemierzali kolejne dróżki trzymając się za ręce. Pośród kolorowych drzew, które mijali unosiła się spokojna aura.

                                                            ***Tymczasem***

Angie oparła się o swoje dębowe biurko. To jedna z niewielu rzeczy, które ona zabrała do wielkiego domu swojego szwagra. Kobieta popatrzyła w biały sufit i głęboko westchnęła. Delikatnie uniosła kąciki ust patrząc na karmelowe ściany ozdobione zdjęciami z ostatnich lat. Ona i Violetta, sprzed kilku miesięcy, Pablo na jej urodzinach jedzący truskawkowy tort... Coś w głębi jej duszy zapłakało z tęsknoty. Angie szybko chwyciła czarną komórkę i wybrała numer.
 -Pablo? Jak wam poszło przedstawienie? - zatelefonowała do swojego ukochanego.
-Angie, cieszę się, że dzwonisz! -kobieta uśmiechnęła się lekko na dźwięk głosu Pabla. -Przedstawienie się udało, było kilka pomyłek, ale chyba tego nie było widać...
-Nie było. German, ja i Valencia oglądaliśmy was w TVMadryt. Wyszło naprawdę cudownie!-zapewniła przyjaciela.
-Tęsknię za tobą, Angie. -blondynka ścisnęła telefon na te słowa.
-Ja za tobą też... -powiedziała trochę zachrypniętym głosem. Chrząknęła.
-Ostatnio uczniowie robią sobie wyjazdy w weekendy. Raz pojechali nawet do Barcelony, uwierzysz? -powiedział Pablo.
-Naprawdę? Pozwoliłeś im na to? -Angie zdziwiła się.
-Tak, niech się bawią. W Buenos Aires nie mieliby takich atrakcji. -wyjaśnił brunet.
-No tak. Ja już kończę, Pablo. Miło mi się z tobą rozmawiało. -zakończyła Angie.
-To do usłyszenia, Angie. -pożegnał się Pablo i wcisnął czerwony guzik na aparacie komórkowym.
Angie odłożyła telefon na biurko. Podeszła do ściany na której były wywieszone zdjęcia. Spojrzała na nie i uśmiechnęła się.
-Tęsknię za nimi. -szepnęła sama do siebie.
 
                                                                     ***Później***
 
Trzecia koperta. Jesteś coraz bliżej celu! Teraz mam dla Ciebie zadanie. Przebierz się w coś eleganckiego. Nie musi być garnitur, ważne, żebyś też czuł się dobrze. Ale strój elegancki wymagany! Następna koperta sama do Ciebie przyjdzie.
Violetta
 
-Dobra, idę się ubrać w coś ładnego. -z dostrzegalnym uśmiechem Leon wszedł do windy. Wcisnął srebrny guzik z wygrawerowaną cyferką i po chwili już był na górze.
Wszedł do swojego pokoju. Zerknął tylko na sytuację w nim panującą i od razu udał się w stronę szafy.
-Hejka. -przywitał się Maxi opierając się o framugę drzwi.
-Cześć. -Leon nie przestawał szukać ubrań na tajemnicze spotkanie.
-Co tam? -Maxi spytał od niechcenia zagryzając jabłko.
-Szukam czegoś eleganckiego na tajemnicze spotkanie z Violą. -Maxiego wcale nie zdziwiła ta wiadomość. Leon pomyślał, że Maxi również o wszystkim wie.
-Z tego co pamiętam, wyjściowe ubrania trzymasz na najwyższej półce. -poradził przyjaciel robiąc kolejny kęs.
Leon sięgnął na wskazaną półkę starając się wyjąć ubrania. Nagle coś białego spadło mu na głowę.
-Kolejna koperta. -mruknął z uśmiechem na twarzy. -Zaraz ją przeczytam, tylko się ubiorę. -dodał po chwili. -Wszyscy wszystko wiedzą oprócz mnie! -zwrócił się do Maxiego.
-Tak to już bywa! -zaśmiał się Maxi wchodząc w głąb pomieszczenia.
Leon pośpiesznie przyodział białą bluzkę i marynarkę. Spodni nie musiał zmieniać, były czarne i również eleganckie, jak reszta jego stroju.
 
Kolejna koperta. Chyba już czwarta? Teraz podejdź do Maxiego. Zagraj z nim w dwadzieścia pytań. Po nich powinieneś wywnioskować co masz teraz zrobić. Pośpiesz się, bo już się niecierpliwię!
Violetta
 
-Dwadzieścia pytań? -Leon zdumiony schował kartkę z powrotem do koperty. -Maxi, mam jeszcze trochę czasu, a strasznie mi się nudzi. -skłamał.
Maxi łobuzersko spojrzał na Leona.
-Gramy w coś? -zaproponował Maxi.
-Dwadzieścia pytań? Chcę się dowiedzieć, gdzie jest Viola. -oznajmił Leon bez ogródek.
-No, to zadawaj. -Maxi podszedł do kosza na śmieci i wyrzucił ogryzek jabłka.
Leon zerknął jeszcze za okno, sprawdzając czy ta cała gra rzeczywiście jest potrzebna. Może jest za oknem i czeka na niego? Sprawdził. Nie. Westchnął głęboko i zawiesił oko na ogrodzie. Bardzo lubił tam przebywać z Violą. Ławka, mała fontanna z której stale wytryskiwała czysta woda i otaczające ich kwiaty. Bardzo romantycznie. Oni chyba jako jedyni lubili spędzać tam czas. Pozostali zakochani uważali to miejsce za przesadnie romantyczne i nużące. Co zrobić? Leon i Viola takie miejsca uwielbiali.
-Dobra. -usiadł na swoim łóżku. -To... Jest jeszcze jakaś koperta?
-Tak. -odparł Maxi.
-Teraz muszę się dowiedzieć, gdzie jest?
-No... tak. -stwierdził ciemnowłosy.
-Jest na dworze? -spytał Leon.
-Nie.
-Gdzieś w hotelu?
-Tak. Brawo, próbuj dalej!
-No to... Na naszym piętrze? -zrezygnowany wymyślał kolejne pytania.
-Trudno powiedzieć. -Maxi wzruszył ramionami.
-W windzie? -Leon zastanowił się chwilę.
-Tak!  Brawo! Dobry jesteś w tą grę. -Maxi puścił oczko przyjacielowi, a Leon wybiegł z pokoju.

                                                                  ***W windzie***

-Jest! Koperta. -Leon schylił się po nią. -Dziwne. Wcześniej jej nie było, jak jechałem windą... Może ktoś przed chwilą ją podrzucił? -Leon zaczął rozglądać się po windzie. -Idiota ze mnie! Jak ktoś może schować się w windzie? Dobra, czytam. -mruknął do siebie.

To już ostatnia koperta. Na siódmym piętrze czeka ktoś na ciebie. Zaprowadzi cię do mnie. Już nie mogę się doczekać! A najbardziej wyczekuję twojej miny, jak to wszystko zobaczysz...
Violetta

Leon posłusznie wcisnął guziczek z cyferką 7 i winda przemieściła go w wybrane miejsce. Kiedy sosnowe drzwi windy otworzyły się, chłopak zobaczył Camilę siedzącą na kanapie przy stoliczku.
-Cześć Leon! -przywitała się podchodząc do kolegi. -Chodź, zaprowadzę cię do Violi. -pociągnęła go za rękę w stronę schodów.
Szli tak i szli kilka minut wspinając się po schodach.
-Daleko jeszcze? -spytał Leon naśladując głos zabawnego osiołka ze "Shreka".
-Nie. Już tu. Ale najpierw zamknij oczy. Nie próbuj podglądać, bo wszystko zepsujesz! -Camila popchnęła Leona w jakimś kierunku i krzyknęła na do widzenia -Miłej randki!
Leon poczuł zimno. Chyba był na dworze. Ale gdzie, na dworze, skoro cały czas byli w hotelu? Nagle usłyszał głos Violi.
-Otwórz oczy. -powiedziała swoim delikatnym głosem, od którego Leon dostawał zawrotu głowy.
Kiedy Leon otworzył oczy ujrzał szeroki uśmiech swojej dziewczyny, która była naprawdę pięknie ubrana. Miętowa asymetryczna sukienka bez ramiączek i zniewalająca fryzura. Chłopak rozejrzał się. Był na dachu. Podszedł bez słowa do barierki i spoglądał na widok, którym była panorama Madrytu. Spojrzał na lewo i zobaczył mały stoliczek. Na stoliczku była jedna świeczka i magnetofon. Violetta podeszła do niego i włączyła muzykę. Leon zdziwiony popatrzył na nią.
-Zatańczy pan ze mną? -spytała.
-Czy to nie ja powinienem panią prosić do tańca? -spytał. Oboje roześmiali się.
-Podoba ci się? -spytała Violetta łapiąc rękę Leona.
-Niezły pomysł. Namęczyłaś się! Bardzo romantyczne to wszystko. -uśmiechnął się.
-Takie... w naszym stylu. -Viola przytuliła swojego chłopaka, a on przysunął się do niej.
-Takie w naszym stylu. Dzięki, Viola. To będzie naprawdę najlepszy wieczór w moim życiu.

                                                                 ***Noc***

Naty nie spała pół nocy pisząc smsy z Tomasem. Przecierała zmęczone od braku snu oczy, ale nie chciała kłaść się spać. Leżała na łóżku oparta o stos poduszek i patrzyła się w wyświetlacz telefonu. Na dźwięk każdej wiadomości jej serce biło szybciej.

Tak, też chętnie obejrzałbym ten horror. Ale nie mam kiedy. Trzeba by kiedyś pójść razem do kina na jakiś straszny film. Tomas

Jak wrócimy do Buenos Aires możemy pójść do kina... A może jutro spacer? Naty

Chętnie. O 14:00 będę po Ciebie. Tomas

Będę czekać. A teraz idę spać, nie mogę jutro przysypiać! Naty

Dobranoc. Tomas

Naty ułożyła się na łóżku i z uśmiechem na twarzy zasnęła.

                                                       ***Następnego dnia***

Camila i Maxi prędko przygotowali się do wyjazdu. Camila po cichutku dopakowywała ostatnie rzeczy do torby. Wymsknęła się z pokoju na palcach, żeby nie obudzić współlokatorek. Maxi uczynił podobnie. O godzinie 8:03 przekroczyli próg hotelu i udali się na dworzec. Dojechali trolejbusem na miejsce odjazdów i przyjazdów pociągów. Po chwili już siedzieli w ogromnej, zielonej maszynie.
-Prosimy o zajmowanie miejsc! -krzyczał konduktor dmuchając w gwizdek.
Camila rzuciła spojrzenie za okno i zauważyła żegnające się rodziny, płaczące dzieci, ucieszonych nastolatków i parę starców wsiadających do pociągu.
Maxi przytulił Camilę ciesząc się na ten wyjazd.
Pociąg ruszył.

                                                 
                                                     ***Przed południem, sklep***

Ludmiła przemierzała kolejne półki sklepowe w poszukiwaniu swoich ulubionych płatków Muesli. Stanęła przy regale numer 43 i szukała wzrokiem opakowania płatków.
-Są! -Ludmiła stanęła na palcach. Stały na najwyższej półce. Mimo swoich wysokich szpilek dalej nie dosięgała do półki z towarem. Nieoczekiwanie kilka opakowań płatków na nią spadły. Ludmiła przytłoczona paczkami spadła do tyłu.
-Aaa! -krzyknęła.
-Znowu się spotykamy. -wylądowała prosto w ramionach Adriana.



***
Jest!
Kolejny rozdział :) Długi, prawda? :)
Podoba się?
GŁOSUJCIE W ANKIETACH!
 Proszę wszystkie osoby, które niecierpliwie czekają na rozdział o zapisanie się do zakładki 'informowani', abyście na czas byli powiadomieni o nowym rozdziale :)
Głosujcie w ankiecie kogo chcecie w kolejnym rozdziale :)
SMUTNO MI! TU MACIE WYJAŚNIENIE:
Gdzie B., Asia <3 i wszystkie Angielerki, które kłóciły się który partner -Pablo czy German- jest lepszy dla swojej idolki?
Gdzie Teddy, Alex Verdas, Cornelia Stoessel, MartuLLa, Paulina <3 oraz wszystkie Leonetterki, które kopały mi grób, kiedy źle się działo między Leonettą i komplementowały mi, kiedy Leonetta była szczęśliwa?
Gdzie fani Caxi i Naxi? :)
GDZIE JESTEŚCIE?!
Wróccie, bo tęsknię, a to nie to samo, pisanie już nie dla was, kiedy nie komentujecie...
Oczywiście dziękuję stałym czytelnikom, którzy wciąż przy mnie są :)
Ale proszę, wróćcie też pozostali, uwielbiam czytać wasze konwersacje pod rozdziałami, kiedy wynosiły nawet 40 komentarzy! Przeglądam je do dziś <3 WRACAJCIE, BO NIE WIEM CO ZROBIĘ! WRACAJCIE <3 MOIM MARZENIEM JEST MIEĆ ZNOWU 1,5 TYSIĄCA WEJŚĆ DZIENNIE (TERAZ TO ZALEDWIE TYSIĄC) I STO PARĘ KOMENTARZY POD ROZDZIAŁEM.
Jeśli moja prośba się spełni, będzie nagroda <3
PS: W zakładce "Zapytaj bohatera" możecie zadawać pytania bohaterom, a odpowiedzą wam! :) Dziękuję za tak liczne zainteresowanie tą zakładką :)

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 50

Por tu amor yo renaci eres todo para mi
Hace frio y no te tengo y el cielo se ah vuelto gris
Puedo pasar mil años, soñando que vienes a mi
Por que esta vida no es vida sin ti

Te esperare por que al vivir tu me enseñaste
Te seguire por que mi mundo quiero darte
Hasta que vuelvas te esperare
Y hare lo que sea por volverte a ver


Violetta usłyszała pierwsze dźwięki piosenki Tomasa. Nie potrafiła się skupić na tak wiele znaczącym dla niej przedstawieniu. Dobrze wiedziała, że za kulisami stoi Leon, który w ten sposób spędza swoje urodziny. Na przedstawieniu! Do tego jego dziewczyna, czyli ona, zapomniała o nich! Violetta czuła się okropnie. Dziewczyna jednak nie mogła rozmyślać dłużej, bo przedstawienie trwało. Jako jeden z manekinów właśnie okrążała Natalię - główną bohaterkę- takie było jej zadanie w tej chwili.
Natalia stała na podeście, czyli wystawie wpatrując się w śpiewającego przyjaciela. Brunetkę okrążali znajomi, którzy jak ona - grali manekinów. Naty miała jeszcze jeden ostatni krok do wykonania, na sam koniec piosenki. Musiała się obrócić. Delikatnie postawiła nogę dalej, na jednym z materiałów wyłożonych na scenie. Pech chciał, że potknęła się o własne nogi. W końcu siedemnastocentymetrowe koturny robią swoje.
Naty wylądowała w ramionach Tomasa. Spojrzała mu prosto w oczy i posłała nieśmiały uśmiech.

-Hasta que vuelvas te esperare
Y hare lo que sea por volverte a ver -
zakończył Tomas.

-Tego nie przewiduje scenariusz! -mruknął Gregorio.
-Popatrz tylko jak pięknie to wygląda! Może i nie przewiduje tego program przedstawienia, ale efekt jest zadziwiający... -skomentował Pablo.
Rozbrzmiały brawa.
Tomas delikatnie postawił Naty na ziemi. Camila tylko zaśmiała się pod nosem i szepnęła Violettcie 'popatrz, nawet na scenie nie mogą się pohamować'. Violetta nic nie słyszała. Wciąż myślała o Leonie i jego urodzinach. "Pewnie myśli, że jestem najgorszą dziewczyną świata" -myślała.
-Mhm. -odszepnęła w końcu.
Teraz wszystkie reflektory zostały skierowane na główną bohaterkę historii, Naty. Dziewczyna lekko zarumieniona zaczęła śpiewać piosenkę Violetty. 'Te creo', czyli 'wierzę ci', kierowała do Tomasa. Nie tylko jako manekin, którego grała, ale również jako ona sama.
Z jej gardła wydobywały się piękne dźwięki i kolejne nuty piosenki. Usta Natalii drgały lekko w rytm piosenki, a jej całe ciało wyśpiewywało melodię 'Te creo'.

Ahora sé que la tierra es el cielo,
Te quiero,
Te quiero.

Que en tus brazos ya no tengo miedo,
Te quiero
Te quiero

Que me extrañas con tus ojos,
Te creo,
Te creo…


Z głośników bębniła muzyka. Cała widownia była jak zahipnotyzowana, wpatrywała się tylko w bohaterkę wieczoru.
-Violetta, uśmiechaj się, a nie wyglądasz jak małe dziecko, które zaraz ma się rozpłakać, bo nie dostało lizaka! -wycedziła Ludmiła do Violi.
-Em... Przepraszam. -odparła szeptem nie myśląc nad swoim zachowaniem.
Violeta posłała widowni sztuczny uśmiech, próbując wstrzymać łzy.
Ludmiła miała racje. Wyglądała jak dziecko, które zaraz się rozpłacze. I tak się czuła.
-Wiem! -krzyknęła.
Wszyscy jej przyjaciele spojrzeli na nią ze zdziwieniem. Na szczęście widownia i kulisy nie słyszały wypowiedzi Violetty, a wtedy byłaby katastrofa.
-Przepraszam, ja... -wypaliła szatynka.
Przedstawienie wciąż trwało.
Zaraz na scenie mieli pojawić się tancerze uliczni, wśród których był też Leon. Wszyscy śmieciarze, co za tym idzie sprzątacze też. To była scena końcowa, kiedy dziewczyna z wystawy i chłopak z gitarą w końcu są razem. Piękny happy end.
Aktorzy usłyszeli kolejne brawa. Teraz ostatnia scena.
Violetta spojrzała w stronę kulis, gdzie grupka chłopaków już ustawiała się w kolejce. Posłała ciepłe spojrzenie Leonowi, on jednak unikał jej jak ognia.

Valió la pena todo hasta aquí
porque al menos te conocí

Valió la pena lo que vivimos
lo que soñamos
lo que conseguimos

Valió la pena, pude entender
que cada historia es una razón

Para estar juntos, para creer
para que suene nuestra canción

hoy somos tantos, hoy somos más
hoy más que nunca

¡Puedo volar!

Todo vuelve comenzar
Juntos, sin mirar atrás
Siente, sueña como yo
Vive, tu destino es hoy

Sabes, cuál es la verdad
¡Es el latido de tu corazón!
¡Sabes que lo puedes escuchar!
...¡Junto al mío!

Junto al mío!!

Yo se que puedo confiar en mí,
Quien soy ahora ya descubrí

El mundo es casi perfecto ya
y casi todo es mi realidad

No tengo miedo ya se quien soy,
se lo que busco y a donde voy...

Todo vuelve comenzar
Juntos, sin mirar atrás
Siente, sueña como yo
Vive, tu destino es hoy

Sabes, cuál es la verdad
¡Es el latido de tu corazón!
¡Sabes que lo puedes escuchar!
...¡Junto al mío!

Todo vuelve a comenzar
Juntos sin mirar atrás
Siente, sueña como yo
Vive...

Valió la pena
Todo hasta aquí.


Ostatnia piosenka zatytułowana 'Hoy somos mas' już się zakończyła. Naty i Tomas stali przytuleni na scenie. Teraz nadeszła chwila na ukłony i przedstawienie aktorów.
-Brawa, brawa dla naszych talentów! -na scenę wszedł dyrektor Studio 21 w Madrycie.

                                                                 ***Tymczasem***

-Co się tu dzieje? -Valencia powtórzyła swoje pytanie.
-A co się ma dziać, kochanie? -spytał German wstając z podłogi.
-Dzięki German, że mi pomogłeś. Ja to dzisiaj niezdara jestem! -Angie próbowała wyjść z sytuacji tłumacząc zaistniałą sprawę.
-Przestań, to pogarsza sprawę. -mruknął German, a Angie zdjęła sztuczny uśmiech z twarzy.
-Prawda jest taka, że po prostu ze mnie łamaga, a wiem jak to wyglądało. Też nie chciałabym zobaczyć mojego ukochanego w takiej sytuacji z moją przyjaciółką, Val. -odparła strzepując swoje ubrania.
-Nie tłumaczcie mi się, przecież nic się nie stało! -roześmiała się kobieta. -W końcu do niczego między wami nie doszło, prawda? -spojrzała im w oczy.
-Tak, tak! -przekrzykiwali się.
-To dobrze! Właśnie chciałam wam coś pokazać w internecie. Chodźccie! -Valencia zaciągnęła Angie i Germana do salonu, a oni spojrzeli po sobie wymownie.
'Teraz liczy się tylko Pablo.'-mówiła Angie w myślach.
'Teraz ważna jest tylko Valencia.'-powtarzał German w swoich myślach.
-Spójrzcie! -Valencia wskazała limonkowy laptop leżący na stole.
Angie i German niepewnie usiedli na kanapie, a Valencia poruszyła lekko myszką i kliknęła na stronę.
-Zobaczcie, to nadawane prosto z Madrytu, przez E-TVMadryt! -powiedziała uradowana.
-To... Violetta? -German wydukał w końcu.
-Tak! Posłuchaj jak pięknie śpiewa! Nie mogę się doczekać, kiedy ją poznam. Tyle mi o niej opowiadałeś, to musi być wspaniała dziewczyna. -powiedziała Val i upiła łyk wody z butelki.
-Ona... -zaczęła Angie.
-śpiewa... -dopowiedział German.
-jak jej mama. -skończyli jednocześnie.
-Jak cudownie! -roześmiała się Valencia. Zdecydowanie miała dobry humor.
-Jejku, Naty naprawdę tak zaśpiewała? Nigdy nie potrafiliśmy pokonać jej bariery nieśmiałości w studio, a tu taka niespodzianka! -ucieszyła się Angie.
-Violetta... Ona tak ślicznie się porusza... -wyszeptał German.

                                                             ***Na scenie***

-Chciałbym przedstawić wszystkich aktorów! Do nas zaprosimy głównych bohaterów, Naty i Tomasa! Gromkie brawa za świetnie wykonaną robotę! -Pablo pochwalił nastolatków.
Kiedy zostali przedstawieni już wszyscy aktorzy, Violetta podbiegła do mikrofonu, co na zniewalająco wysokich koturnach było ogromnie trudne.
-Mogę coś powiedzieć? Bardzo proszę! -spojrzała błagalnym wzrokiem na nauczycieli.
-Proszę. -odstąpili jej mikrofon z uśmiechem.
-Chciałabym dzisiaj powiedzieć coś bardzo ważnego. Jeden z tancerzy i piosenkarzy dzisiejszego przedstawienia obchodzi dzisiaj swoje urodziny. Ja, jako jego dziewczyna, chciałabym mu złożyć życzenia i zachęcić was wszystkich do zaśpiewania Leonowi 'sto lat'. -powiedziała Viola patrząc na swojego chłopaka.
On rozpromienił się, a jego smutny wyraz twarzy zamienił się w promienny uśmiech.
-Sto lat, sto lat...-śpiewała widownia i uczniowie.

                                                             ***Później***

-Violetta, a ja myślałem, że ty... -zaczął Leon gładząc Violę po policzku.
-Że zapomniałam? Eee... To w sumie prawda. Przepraszam! Ostatnio jestem taka roztrzepana, że zapominam o wszystkim, co ważne! Dobrze, że nie zapomniałam przyjść na przedstawienie... Wybaczysz mi? W końcu twoje urodziny się jeszcze nie skończyły. -powiedziała zawadiacko rzucając się chłopakowi na szyję.
-Oczywiście, moja 'mogę coś powiedzieć'! -zaśmiał się Leon całując namiętnie Violę.

                                                    ***W kuchni państwa Castillo***

-Ramalo, nie możemy z tym zwlekać! -Olga wykrzyknęła w końcu.
-Olga, ciszej, ciszej proszę! Dajmy trochę czasu, nie wiem czy to jest odpowiedni moment... -Ramalo starał się uspokoić swoją żonę.
-Dlaczego? Pan German szczęśliwy, ja także, ty też, to czemu nie możemy tego powiedzieć? -Olga wciąż nie rozumiała decyzji swojego męża.
-Poczekajmy na odpowiedni moment... -nalegał Ramalo.
-Odpowiedni moment na co? -do kuchni wszedł German sięgając po zielone jabłko.
Olga i Ramalo posłali sobie porozumiewawcze spojrzenia. Głośno wypuścili powietrze.
-Musimy porozmawiać, Germanie. -zaczął Ramalo.

                                                           ***Wieczorem, hotel***

-Maxi, to nasz ostatni weekend w Madrycie i w ogóle w Hiszpanii! -Camila usiadła na łóżku chłopaka.
-Wiem... Do czego zmierzasz? -spytał chłopak podłączając swój telefon do ładowarki.
-Pojedźmy gdzieś! -wypaliła dziewczyna.
-Hahaha! Ale gdzie? -roześmiał się chłopak.
-Do Valenci, chodźby. -powiedziała Camila wyciągając z kieszeni zmięty kawałek papieru.
-Eee... Gdzie? -zdziwił się Maxi siadając obok Cami.
-To takie miasto w Hiszpanii. Jest tam naprawdę pięknie. Zawsze chciałam tam pojechać i to jest moje skryte marzenie, pojechać tam z tobą... -powiedziała cicho.
-To jedziemy! -Maxi entuzjastycznie wstał z łóżka.
-To nas będzie trochę kosztować, a nie mamy za bardzo kasy... -powiedziała Cami ponuro.
-Przecież dostaniemy część pieniędzy z biletów na przedstawienie. Damy radę! To na kiedy przewidziany jest wyjazd? -spytał Maxi.
-Jutro. -powiedziała nieśmiało Camila, wiedząc, że chłopak odmówi.
-Jutro? To biegnij do pokoju się spakować! -zaśmiał się Maxi.
-Jesteś wspaniały! -rzuciła mu się na szyję.
-Jedziemy sami? -spytał Maxi.
-Eee... Tak, bo... -Camila zakłopotała się.
-Mnie to bardzo pasuje. -powiedział całując ją w czoło.

                                               ***Tymczasem, pokój Ludmiły i Naty***

-Chciałabym powiedzieć coś bardzo ważnego. Jeden z tancerzy i piosenkarzy dzisiejszego przedstawienia obchodzi dzisiaj swoje urodziny... -Ludmiła parodiowała Violettę. -Co za okropne stworzenie z tej dziewczyny! -wysyczała czesząc swoje włosy.
-Czy ja wiem? Jest całkiem miła. -powiedziała Naty.
-Całkiem miła?! -krzyknęła Ludmiłą wymachując szczotką przed nosem Natalii. -Przecież ona jest ohydna! Ten jej sztuczny uśmieszek, pozornie niewinny głosik! Oszaleć można! -mówiła szarpiąc swoje włosy.
-Ludmiła, spokojnie... -Naty próbowała uspokoić przyjaciółkę.
-Dobra, spokojnie. Nie będę sobie zaśmiecać mojej ślicznej główki jakąś tam Violettą. W końcu to ja jestem gwiazdą, prawda? -powiedziała blondynka.
-Dzisiaj byłam nią ja, przyznasz? -Naty odważyła się to powiedzieć.
-I pięknie się spisałaś! Ale tylko dzisiaj, złotko. -powiedziała poprawiając swoją fryzurę.
-Nie zawsze jesteś gwiazdą, Ludmiła. -powiedziała Naty bez cienia uśmiechu na twarzy.
-Oj, nie obrażaj się na mnie! To był rodzaj... ironii! -wyjaśniła Ludmi przytulając Natalię.
-No chyba, że tak. -uśmiechnęła się odwzajemniając uścisk przyjaciółki.

                                                                   ***Pokój Leona***

-Puk, puk! -Francesca udawała, że puka stojąc przed drzwiami apartamentu.
-O co chodzi? -spytał chłopak otwierając drzwi.
-Ja nic nie wiem, po prostu masz białą kopertę. Viola chyba chce zagrać w podchody! -zachichotała brunetka.
Leon ze zdziwieniem otworzył kopertę.
Cześć, kochanie!
To twoje urodziny się zaczęły. Teraz tylko musisz mnie znaleźć i będziemy je świętować! Musisz tylko znaleźć drugą białą kopertę, która jest w okolicy pokoju Ludmiły.
Buziaki,
Viola.
-Co ona znowu wymyśliła? -zaśmiał się Leon zginając papier w pół.







***

Podoba się? Długi rozdzialik, z okazji jego magicznej liczby ^^
W następnym rozdziale więcej Caxi :D
I Leonetty, w końcu są jeszcze urodziny Leona!
Mam nadzieję, że dobrze opisałam sceny przedstawienia, starałam się jak mogłam!
Kochani, proszę wszystkich o komentarze!
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Założyłam również zakładki: 'Zapytaj bohatera', gdzie możecie zapytać danej postaci opowiadania o co chcecie :), oraz 'Informowani', gdzie w komentarzach wpiszecie swoje blogi czy twittery czy aski, a ja bęę was tam informować o nowych rozdziałach :)
GŁOSUJCIE TEŻ W ANKIETACH!
Podobało się?
Kogo chcecie w następnym rozdziale?
Macie pomysły-piszcie!
Buziaki,
Zuzka.

EDIT: Proszę wszystkie osoby, które niecierpliwie czekają na rozdział o zapisanie się do zakładki 'informowani', abyście na czas byli powiadomieni o nowym rozdziale :)
ZALEŻY MI NA TYM!
Oczywiście smutno mi też, że spadły wyświetlenia...
Nie wiem  czy nie zastosować minimum komentarzy, żeby pojawił się następny rozdział :( Bo tak mało was.
Gdzie B., Asia <3 i wszystkie Angielerki, które kłóciły się który partner -Pablo czy German- jest lepszy dla swojej idolki?
Gdzie Teddy, Alex Verdas, MartuLLa, Paulina <3 oraz wszystkie Leonetterki, które kopały mi grób, kiedy źle się działo między Leonettą i komplementowały mi, kiedy Leonetta była szczęśliwa?
GDZIE JESTEŚCIE?!
Wróccie, bo tęsknię, a to nie to samo, pisanie już nie dla was, kiedy nie komentujecie...
Oczywiście dziękuję stałym czytelnikom, którzy wciąż przy mnie są :)
Ale proszę, wróćcie też pozostali, uwielbiam czytać wasze konwersacje pod rozdziałami, kiedy wynosiły nawet 40 komentarzy! Przeglądam je do dziś <3
Proszę, zróbcie mi prezent i wróćcie...
BO NIE WIEM CO ZROBIĘ, NO! <3
Smutna Zuzka.